Dziesięć lat działalności, ponad 80 rodzin pod opieką i coraz szerszy zakres wsparcia – od rehabilitacji, przez terapię, po przygotowanie młodych osób z niepełnosprawnościami do wejścia na rynek pracy. Stowarzyszenie Równa Szansa od lat działa tam, gdzie system często okazuje się niewystarczający lub trudno dostępny. Przełomem okazał się koniec 2024 roku i nawiązanie współpracy z Fundacją „Zróbmy Sobie Kraków”, która pozwoliła nie tylko utrzymać dotychczasowe działania, ale też myśleć o ich rozwoju. O tym, jak wygląda codzienna praca z dziećmi i ich rodzinami, gdzie kończy się teoria systemowego wsparcia, a zaczyna rzeczywistość, oraz dlaczego kluczowa jest samodzielność – zarówno dzieci, jak i ich rodziców – rozmawiamy z Małgorzatą Szopą, prezes Stowarzyszenia Równa Szansa.
Puls Krakowa: Stowarzyszenie działa już od 10 lat. W którym momencie pojawiła się współpraca z Fundacją Zróbmy Sobie Kraków?
Małgorzata Szopa, Prezes Stowarzyszenia Równa Szansa: Tak, Stowarzyszenie działa już ponad 10 lat i cały czas się rozwija, a na Fundację Zróbmy Sobie Kraków trafiliśmy przez szczęśliwy przypadek. Organizujemy zajęcia, rehabilitacje, terapie i pomimo tego, że pozyskujemy środki na działania z różnych źródeł, obawialiśmy się płynności na kolejny rok. W efekcie tego pod koniec 2024 roku rozpoczęła się nasza współpraca i trwa do dziś – mamy nadzieję, że będzie się dalej tak dobrze rozwijać.
Czyli to był moment, kiedy zaczęło brakować środków na konkretne działania?
Najważniejsze było zapewnienie ciągłości działań. Obecnie zrzeszamy ponad 80 rodzin – wspieramy zarówno dzieci, jak i ich rodziców i rodzeństwo. To bardzo szeroka grupa wiekowa podopiecznych, od 2 do 20 lat, więc potrzeby są bardzo zróżnicowane.
Staramy się uzupełniać luki systemowe. Wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami teoretycznie istnieje, ale w praktyce często trudno z niego skorzystać – brakuje specjalistów, informacji, dostępności. Oprócz zajęć dla dzieci zapewniamy również wsparcie dla rodziców: pomagamy w formalnościach, wskazujemy, gdzie się zgłosić, dzielimy się informacjami o terminach do specjalistów. W dużej mierze funkcjonujemy jako grupa wsparcia.
A czy dzięki temu wsparciu udało się zrobić coś więcej niż tylko utrzymać dotychczasowe działania?
Dzięki stabilniejszemu finansowaniu mogliśmy kontynuować działania, ale też rozwijać nowe. Wraz z dorastaniem naszych podopiecznych zmieniają się potrzeby, więc staramy się reagować na to, co będzie potrzebne w przyszłości i planować działalność długofalowo.
Rozwijamy zajęcia dla młodszych rodziców, ucząc ich, jak pracować z dzieckiem i wspierać jego rozwój na co dzień. Organizujemy treningi umiejętności społecznych i zajęcia grupowe, które są kluczowe – dzieci w bezpiecznym środowisku, pod opieką terapeuty, pokonują bariery i uczą się samodzielności. Myślimy też o kolejnych etapach – analizujemy możliwość stworzenia przedsiębiorstwa społecznego, które w przyszłości pozwoli młodzieży z niepełnosprawnościami odbywać praktyki czy staże.

Małgorzata Szopa, prezes Stowarzyszenia Równa Szansa
Dużo mówicie o samodzielności – to dziś największe wyzwanie?
Naszym celem jest stworzenie lokalnego systemu wsparcia, w którym dziecko z trudnościami będzie akceptowane i wspierane – najpierw w edukacji, a później na rynku pracy i w życiu społecznym.
Z naszych doświadczeń wynika, że jednym z największych problemów jest brak samodzielności – często nie wynikający z ograniczeń dziecka, ale z jego wyręczania. Dlatego kładziemy nacisk na rozwijanie niezależności.
Ogromną rolę odgrywają też rodzice. To oni są „menedżerami” procesu terapeutycznego – łączą działania szkoły, specjalistów i domu. Jeśli nie przenoszą zaleceń z terapii do codziennego życia, efekty są ograniczone. Dlatego wzmacniamy także rodziców.
A jeśli chodzi o konkretne zajęcia – co dziś najbardziej przyciąga dzieci i rodziców?
Trudno wskazać jednoznacznie. Rehabilitacja – zwłaszcza fizyczna czy terapia ręki – jest podstawą i jest bardzo potrzebna.
Z kolei warsztaty i spotkania integracyjne odpowiadają za rozwój społeczny i emocjonalny. Budują pewność siebie, relacje i dają dzieciom przestrzeń do bycia po prostu dziećmi. Ważne jest zachowanie równowagi – dzieci nie mogą być cały czas pod presją terapii. Potrzebują też zabawy i kontaktu z innymi. Pragniemy by terapia działa się przy okazji, najważniejsze by dzieci rozwijały swoje pasje.
Wspomniała Pani też o pracy – to już realny kierunek działań?
Na razie jesteśmy na etapie przygotowań. Chcemy stworzyć konkretne rozwiązania, które pomogą młodym osobom wejść na rynek pracy. Kluczową rolę widzimy w stanowisku trenera pracy – osobie, która pomaga zarówno młodemu człowiekowi odnaleźć się w nowej sytuacji, jak i pracodawcy zrozumieć jego potrzeby. Czasem taki proces trwa miesiąc czy dwa, często dłużej, ale jest bardzo ważny, żeby zakończył się sukcesem dla obu stron.
Wiemy, że osoby w spektrum autyzmu czy z zespołem Aspergera i innymi niepełnosprawnościami pracują i funkcjonują zawodowo. Chcemy ułatwić im ten pierwszy krok.
Z drugiej strony – skoro potrzeb jest coraz więcej, to co dziś jest najtrudniejsze?
Największym wyzwaniem jest skala potrzeb. Rodzin, które potrzebują wsparcia, jest coraz więcej, a nasze możliwości – organizacyjne i finansowe – są ograniczone. Staramy się pomagać każdemu, kto się do nas zgłosi, ale wiemy, że bez stabilnego finansowania będzie to znacznie utrudnione.
Rozumiem, że chcecie tę współpracę rozwijać dalej?
Mamy taką nadzieję. Potrzeby są bardzo duże, a pomysłów nie brakuje. Nie zmienimy całego świata, ale jeśli pomożemy kilku młodym osobom, to dla nas będzie to sukces.
Na koniec – jeśli ktoś teraz dostaje diagnozę i nie wie, co dalej, może się do Was zgłosić?
Zapraszamy, staramy się być dostępni dla wszystkich. Jednocześnie cały czas szukamy sposobów finansowania naszych działań. Zachęcamy też do wspierania stowarzyszenia – np. poprzez przekazanie 1,5% podatku czy darowizny. Dzięki temu możemy rozwijać pomoc i docierać do większej liczby rodzin.
Chcemy po prostu dawać normalne wsparcie, w poczuciu równości – takie, jakie jest naprawdę potrzebne.





















