Jeszcze wczoraj, w trakcie trwającej przez cały dzień sesji Rady Miasta Krakowa, relacjonowaliśmy gorącą dyskusję o kosztach tegorocznego zapalenia choinki na Rynku Głównym. Urząd Miasta planował wydać na ten cel 110 tysięcy złotych – ponad trzykrotnie więcej niż rok temu. Nasz artykuł wywołał natychmiastową reakcję. Jeszcze tego samego wieczoru, po medialnej burzy i pytaniach radnych, prezydent Aleksander Miszalski wycofał się z pomysłu i złożył autopoprawkę obniżającą kwotę do 35 tysięcy złotych.
Byliśmy pierwsi, którzy opisali, że miasto planuje przeznaczyć ponad sto tysięcy złotych na symboliczne naciśnięcie guzika. W ciągu kilku godzin informacja obiegła Kraków, a w sali obrad nie brakowało emocji. – Budżet jest pod kontrolą Regionalnej Izby Obrachunkowej, a tu nagle pojawia się taka kwota na zapalenie choinki – mówił radny Maciej Michałowski.
– Samo oświetlenie sceniczne ma kosztować 20 tysięcy, czyli ponad połowę całego ubiegłorocznego kosztu. Trudno nie pytać, z czego wynika taki wzrost – komentował Michał Starobrat.
Na pytania odpowiadał dyrektor Wydziału Kultury Przemysław Walaszczyk, który tłumaczył, że 110 tysięcy obejmuje całość wydarzenia: koncert RMF FM, nagłośnienie, oświetlenie, ochronę i zaplecze techniczne. – To nie tylko zapalenie drzewka, ale całe widowisko – mówił. Jak mogliśmy usłyszeć, kosztorys przygotowany przez Urząd Miasta obejmuje m.in. koszty ochrony osób i mienia (12 tys. złotych), obsługi technicznej i transportu konstrukcji sceny (10 tys. złotych), konstrukcji scenicznej (15 tys. złotych), oświetlenia (ok. 20 tys. złotych), nagłośnienia (20 tys. złotych), a także zabezpieczenia multimedialnego i medycznego wydarzenia. Tegoroczną organizacją miało zająć się Krakowskie Biuro Festiwalowe, odpowiedzialne również za koncert towarzyszący zapaleniu drzewka.
Radna Eliza Dydyńska-Czesak zaproponowała, żeby możliwość zapalenia choinki wystawić na aukcję charytatywną. „Skoro kosztuje aż tyle, niech ktoś zapłaci i przekaże pieniądze na szczytny cel” – mówiła.
Kilka godzin później, gdy emocje nie zdążyły jeszcze opaść, w systemie pojawiła się autopoprawka do druku nr 981, podpisana przez prezydenta Miszalskiego. Złożono ją jeszcze w trakcie trwania sesji. W dokumencie czytamy, że kwota na zapalenie choinki zostaje zmniejszona z 110 do 35 tysięcy złotych, a zaoszczędzone pieniądze trafią na oczyszczanie miasta.
TYLKO U NAS: Co się stanie, gdy dług Krakowa przekroczy 9,5 miliarda złotych?
Nie ma wątpliwości, że decyzja była reakcją na krytykę – zarówno ze strony radnych, jak i opinii publicznej. W ciągu kilku godzin sprawa stała się jednym z najczęściej komentowanych tematów w Krakowie. I trudno się dziwić: w mieście, które tnie kursy tramwajów i ogranicza inwestycje, 110 tysięcy złotych za uroczyste włączenie lampek mogło zabrzmieć jak prowokacja.
Po wprowadzonej autopoprawce uroczystość zapalenia choinki – zaplanowana na 6 grudnia o godz. 17:30 – będzie kosztować tyle co rok temu: 35 tysięcy złotych. Wciąż zajmie się nią Krakowskie Biuro Festiwalowe, ale w bardziej skromnej oprawie. W uzasadnieniu dokumentu napisano, że środki „przesuwa się na realizację statutowych zadań miasta”, czyli głównie na utrzymanie czystości. Symboliczne – jeszcze rano mówiono o „świątecznym rozmachu”, wieczorem zapadła decyzja, że pieniądze pójdą na sprzątanie.
Sprawa choinki pokazuje jedno: wystarczy jeden tekst i kilka godzin publicznej dyskusji, by prezydent zmienił zdanie o 180 stopni. Po naszej publikacji i po pytaniach radnych krakowscy podatnicy zaoszczędzili 75 tysięcy złotych – pieniądze, które w tych trudnych czasach można przeznaczyć na zdecydowanie potrzebniejsze sprawy, takie jak edukacja, komunikacja miejska czy wsparcie dla mieszkańców.
TYLKO U NAS: Prezydent Miszalski chcą obniżyć dotacje dla żłobków























