7 proc. wyborców KO poszło na referendum. Kto odwołał Miszalskiego?

Strefa Czystego Transportu, zadłużenie miasta i sposób zarządzania Krakowem – to te tematy najmocniej napędzały referendum, w którym mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego. Najnowsze dane Ogólnopolskiej Grupy Badawczej pokazują jednak coś jeszcze: o wyniku zdecydowała przede wszystkim ogromna mobilizacja przeciwników prezydenta i bardzo niska aktywność jego własnego elektoratu.

Według danych OGB aż 7 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej w Krakowie wzięło udział w referendum dotyczącym odwołania Aleksandra Miszalskiego. Jednocześnie do urn poszło około 60 proc. wyborców Konfederacji, około połowa sympatyków PiS oraz około 40 proc. wyborców Partii Razem.

Referendum zakończyło się wynikiem, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się mało prawdopodobny. Aleksander Miszalski stracił stanowisko prezydenta Krakowa mimo tego, że miasto od lat uznawane jest za jeden z najmocniejszych bastionów Koalicji Obywatelskiej i środowisk liberalnych. Dane opublikowane po głosowaniu pokazują jednak, że samo polityczne poparcie nie wystarcza, jeśli jedna strona konfliktu jest wyraźnie bardziej zmobilizowana.

Najbardziej rzucająca się w oczy liczba dotyczy właśnie wyborców KO. OGB podaje, że jedynie około 7 proc. sympatyków Koalicji Obywatelskiej w Krakowie zdecydowało się wziąć udział w referendum. To wynik niezwykle niski, zwłaszcza w zestawieniu z aktywnością przeciwników prezydenta. Według badania około 60 proc. wyborców Konfederacji poszło do urn, podobnie jak około połowa sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. Bardzo wysoka była też frekwencja wśród wyborców Partii Razem – według danych referendum poparło około 40 proc. sympatyków tego ugrupowania.

W głosowaniu dotyczącym odwołania prezydenta udział wzięło 176 228 mieszkańców Krakowa, co dało frekwencję na poziomie 29,99 proc., wyraźnie powyżej wymaganego progu ważności wynoszącego 26,98 proc. Aż 171 581 osób, czyli 97,93 proc. uczestników referendum, zagłosowało za odwołaniem prezydenta, przeciw było jedynie 3 631 osób. W zestawieniu z danymi OGB, według których tylko około 7 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej poszło na referendum, pokazuje to bardzo wyraźnie, że część sympatyków KO, która mimo wszystko zdecydowała się uczestniczyć w głosowaniu, również poparła odwołanie Miszalskiego.

Oznacza to, że referendum nie było „prawicowym buntem” przeciwko władzom miasta. O wyniku zdecydowała przede wszystkim różnica mobilizacji. Przeciwnicy prezydenta potraktowali referendum jako realną możliwość zmiany politycznej w Krakowie. Zwolennicy Aleksandra Miszalskiego zostali natomiast w dużej części przekonani, że najlepszą strategią będzie nieuczestniczenie w głosowaniu.

Sam Aleksander Miszalski jeszcze jako urzędujący prezydent wielokrotnie apelował do mieszkańców o bojkot referendum. W swoich wypowiedziach przekonywał, że referendum ma charakter polityczny i że najlepszą odpowiedzią będzie pozostanie w domach. Strategia obozu prezydenta była oparta na założeniu, że niska frekwencja uniemożliwi osiągnięcie wymaganego progu ważności referendum. Dziś widać jednak, że ta taktyka okazała się zła. Z jednej strony rzeczywiście mocno ograniczyła aktywność elektoratu Koalicji Obywatelskiej. Z drugiej mogła dodatkowo zmobilizować przeciwników prezydenta, którzy zaczęli traktować referendum jak polityczne starcie o wysoką stawkę.

Bardzo ciekawe są dane dotyczące wcześniejszych wyborów samorządowych. OGB przeanalizowało zachowanie wyborców z drugiej tury wyborów prezydenckich w Krakowie z 2024 roku. Wyniki pokazują ogromną różnicę między elektoratami obu kandydatów. Według badania około 92 proc. osób, które wcześniej głosowały na Łukasza Gibałę, poszło na referendum. W przypadku wyborców Aleksandra Miszalskiego było to jedynie około 11 proc.

Referendum stało się dla części mieszkańców polityczną dogrywką po wyborach samorządowych. Zwolennicy Gibały utrzymali wysoką mobilizację i poczucie, że walka o zmianę w Krakowie nadal trwa. Zwolennicy Miszalskiego zachowali się dokładnie odwrotnie – wielu z nich uznało, że udział w referendum nie ma sensu albo może wręcz pomóc przeciwnikom prezydenta. W badaniu pojawia się też ważny wątek dotyczący politycznych podziałów w mieście. Od początku referendum dominowała narracja, że za odwołaniem prezydenta stoją głównie środowiska prawicowe. Dane OGB pokazują jednak bardziej skomplikowany obraz.

Owszem, wyborcy prawicy byli najbardziej zmobilizowani, ale duże znaczenie miała również aktywność części wyborców lewicowych. Szczególnie widoczne było to w przypadku sympatyków Partii Razem. Według OGB ich frekwencja była wyraźnie wyższa niż w przypadku wyborców Nowej Lewicy. To może mieć znaczenie także w przyszłości. Pokazuje bowiem, że w Krakowie rosną różnice między elektoratami liberalnymi i lewicowymi, a część wyborców progresywnych również była rozczarowana sposobem zarządzania miastem.

Badanie analizowało również zachowania wyborców z ostatnich wyborów prezydenckich. Według OGB około 61 proc. wyborców Karola Nawrockiego poszło na referendum, podczas gdy wśród wyborców Rafała Trzaskowskiego było to około 14 proc. Jednocześnie badanie zwraca uwagę, że wyborców Rafała Trzaskowskiego w Krakowie było znacznie więcej. Dlatego mimo niższej frekwencji stanowili oni około jednej czwartej wszystkich uczestników referendum.

Ankietowanych zapytano także o powody udziału w referendum. Najczęściej wskazywanym tematem była Strefa Czystego Transportu – ten powód podało 28,3 proc. uczestników badania. Drugie miejsce zajął poziom zadłużenia miasta – 22 proc. Kolejne odpowiedzi dotyczyły sposobu zarządzania spółkami miejskimi i nepotyzmu – 14,3 proc., rosnących kosztów życia w Krakowie – 10,5 proc. oraz ogólnej oceny kierunku rozwoju miasta – 9,7 proc. Mieszkańcy wskazywali również podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej – 8,9 proc., niespełnione obietnice wyborcze – 2,5 proc., coraz trudniejszą sytuację na rynku pracy – 2,1 proc. oraz rozczarowanie tempem zmian w Krakowie – 1,7 proc.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry