Adolf Hyła nieznany. „Warto poznać człowieka, który stoi za obrazem rozpoznawalnym na całym świecie” (ROZMOWA PULSU)

Jan Cięciak

Adolf Hyła zapisał się w historii przede wszystkim jako autor łagiewnickiego wizerunku Jezusa Miłosiernego z podpisem „Jezu, ufam Tobie”. Jego twórczość, biografia i związki z Krakowem są jednak znacznie bogatsze niż historia jednego obrazu. O pamięci rodzinnej, działalności Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego im. Adolfa Hyły, planowanej wystawie oraz potrzebie pokazania artysty w szerszym kontekście z Janem Cięciakiem, prezesem stowarzyszenia i przedstawicielem rodziny malarza, rozmawia Paulina Sitko.

Jakie było główne założenie przy tworzeniu Stowarzyszenia im. Adolfa Hyły i jakie miejsce widzi Pan dla niego dziś w życiu kulturalnym Krakowa?

Nasze stowarzyszenie (Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adolfa Hyły) powołaliśmy w 2017 roku w 120. rocznicę urodzin Adolfa Hyły. Głównym impulsem była potrzeba wsparcia nas jako rodziny w staraniach o godne upamiętnienie tej niezwykłej postaci, która choć stworzyła wizerunek rozpoznawalny na całym świecie, sama pozostaje dla szerszej publiczności praktycznie anonimowa. Często podkreślam ten paradoks: mamy do czynienia z fenomenem dzieła globalnej sławy przy jednoczesnym braku wiedzy o jego autorze.
Jeśli chodzi o Kraków, widzę tu ogromną szansę na wzbogacenie oferty turystyki sakralnej. W samym mieście znajduje się ponad 60 obrazów Hyły rozproszonych po różnych kościołach, co samo w sobie jest gotowym materiałem na zwiedzanie. Moim celem jest stworzenie realnych podwalin pod szlak pamięci Adolfa Hyły, który łączyłby miejsca kluczowe dla jego życia: dom w Łagiewnikach, gdzie tworzył, V Liceum Ogólnokształcące, w którym przez lata był szanowanym profesorem gimnazjalnym, oraz jego odnowiony grób na Cmentarzu Rakowickim, z miejscami, w których znajdują się obrazy jego autorstwa. Chcemy pokazać, że Hyła to nie tylko autor jednego obrazu, ale ważny element dziedzictwa kulturowego całego kraju. Adolf Hyła to postać, którą należy postrzegać nie tylko w skali lokalnej, ale przede wszystkim jako filar dziedzictwa kulturowego całego naszego kraju. Choć związany z Krakowem, stworzył dzieło, które stało się ikoną rozpoznawalną pod każdą szerokością geograficzną – jest to bez wątpienia najbardziej znany wizerunek Jezusa na całym świecie, co nadaje jego twórczości realną renomę ogólnoświatową.

Adolf Hyła zapisał się w historii sztuki przede wszystkim jako autor obrazu „Jezu, ufam Tobie”. Jak Pan by go przedstawił jako artystę – znacznie szerszego niż tylko ten jeden, słynny wizerunek?

Przede wszystkim warto uświadomić sobie skalę jego pracy. Adolf Hyła namalował około 800 obrazów. Na naszej przyszłorocznej wystawie chcemy położyć szczególny nacisk na jego twórczość niesakralną, bo był on m.in. fenomenalnym portrecistą. Mamy to szczęście, że portretował często członków rodziny, dzięki czemu te dzieła przetrwały i są dziś dostępne. Był również znakomitym pejzażystą, co wiązało się z jego wielkimi pasjami: miłością do gór i podróży. Co ciekawe, Hyła był też zapalonym fotografem i często malował swoje obrazy właśnie w oparciu o zdjęcia, które sam wcześniej wykonał.
Nawet jeśli spojrzymy na jego dzieła religijne, widać tam duszę artysty głębokiej wiary. Samych wizerunków Jezusa Miłosiernego namalował ponad 250 egzemplarzy; poszczególne parafie, dowiadując się o łagiewnickim wizerunku, prosiły o kolejne wersje, a on dostosowywał je do specyfiki miejsc, w których miały się znajdować – jak choćby słynna wersja z pejzażem Beskidu Wyspowego w tle, która znajduje się w Dobrej koło Limanowej, co pięknie pokazuje, jak łączył sferę sacrum z lokalnym krajobrazem.

Rodzina i stowarzyszenie gromadzą nie tylko obrazy, ale także dokumenty czy pamiątki po artyście. Co one mówią o jego osobowości i codziennym życiu?

Z zachowanych pamiątek wyłania się obraz człowieka o niezwykle głębokiej wierze, która była nierozerwalnie związana z jego sztuką.
Mało kto wie, że Adolf Hyła w młodości wstąpił do zakonu jezuitów, pobierał nauki w ich kolegium w Nowym Sączu i gimnazjum w Chyrowie, a nawet przyjął niższe święcenia zakonne
z rąk przyszłego świętego, biskupa Józefa Pelczara. To wykształcenie i formacja duchowa rzutowały na całe jego życie. Z drugiej strony, był to człowiek pełen pasji, niesamowitej energii i odwagi. Jedną z moich ulubionych rodzinnych opowieści jest historia o tym, jak w latach 30. Adolf wraz z żoną wybrali się w podróż motocyklową do Rzymu. Proszę sobie wyobrazić, jaki to musiał być wyczyn w tamtych czasach! Wśród pamiątek mamy nawet zapiski dotyczące motocykli. Widzimy go jako osobę pełną pasji do narciarstwa i gór. Co więcej, sam wybór tematu jego najsłynniejszego obrazu nie był przypadkowy – to było votum dziękczynne za ocalenie z II wojny światowej. Adolf uszedł z życiem z tragicznej akcji Sonderaktion Krakau II, podobnie jak brat jego żony, który był adwokatem, i to właśnie ta wdzięczność pchnęła go do namalowania wizerunku Jezusa w 1942 roku. Ważnym dowodem zaangażowania Hyły w sprawy Kościoła, o którym przypominamy, jest to, że on sam już w latach 60. przekazał wszystkie prawa autorskie i majątkowe do obrazu łagiewnickiego siostrom zakonnym, aby wesprzeć proces beatyfikacyjny siostry Faustyny Kowalskiej. Ten gest najlepiej świadczy o jego skromności i oddaniu sprawie Bożego Miłosierdzia.

Dlaczego zdecydowaliście się, aby część zbiorów trafiła do Muzeum Archidiecezjalnego – co dla stowarzyszenia i rodziny oznacza taki gest?

Muszę szczerze przyznać, że dla rodziny jest to przede wszystkim wielka ulga, ponieważ przechowywanie i troska o tak liczne dzieła oraz pamiątki były przez lata ogromnym obciążeniem. Tutaj muszę wspomnieć o gigantycznej pracy, jaką wykonała moja świętej pamięci mama, doc. Dr hab. Elżbieta Szczepaniec-Cięciak. Była chemiczką, naukowczynią i nauczycielką akademicką, ale mnóstwo energii i czasu poświęciła pielęgnowaniu spuścizny po wuju Adolfie. To w dużej mierze dzięki jej determinacji Aleja w Łagiewnikach nosi dziś imię Adolfa Hyły. Przekazanie tych zbiorów to także ogromna satysfakcja z możliwości podzielenia się wiedzą o Hyle i jego twórczością. Mam taką osobistą anegdotę: kiedy jako uczeń opowiadałem kolegom w klasie, że ten słynny obraz z Łagiewnik namalował wuj mojej mamy, to pukali się w czoło z niedowierzaniem. Dzisiaj, dzięki temu, że zbiory trafiają do muzeum, ta historia przestaje być tylko rodzinną legendą, a staje się faktem dostępnym dla każdego.

Przygotowywana na rok 2027 wystawa ma pokazać Hyłę w nowym świetle. Jakie akcenty, według Pana, powinny się tam pojawić, by widz mógł lepiej zrozumieć jego twórczość?

Moim priorytetem jest pokazanie ludzkiego aspektu twórcy. Chciałbym, aby widz zobaczył w nim nie tylko „malarza sakralnego”, ale człowieka z krwi i kości – pełnego pasji, miłośnika wycieczek motocyklowych, narciarza i pasjonata gór. To te ziemskie doświadczenia i zachwyt nad światem kształtowały jego wrażliwość artystyczną.
Oczywiście strona merytoryczna jest dla nas kluczowa. Mamy to szczęście, że za tę część odpowiada ksiądz doktor Piotr Szweda, który poświęcił lata na badanie życia Hyły – od pracy magisterskiej po doktorską. Efektem jego pracy jest monumentalna, 1000-stronicowa monografia. Chcemy, aby wystawa prezentowała niesakralną twórczość Adolfa Hyły i ukazywała go jako osobę nietuzinkową, pełną pasji, ale zarazem głęboko wierzącą, której wiara była silnie podbudowana osobistymi przeżyciami.

Jakie działania – poza samą wystawą – prowadzi stowarzyszenie, by nazwisko Hyły pozostawało żywe w świadomości społecznej?

Staramy się popularyzować wiedzę o nim w sposób nowoczesny i szeroko dostępny. Opracowaliśmy stronę internetową www.hyla.org.pl, na której zdigitalizowaliśmy część obrazów i dokumentów. Wydaliśmy też broszurę „Adolf Hyła nieznany” w wersji polskiej i angielskiej, która w formie ebooka jest dostępna dla każdego. W 2023 roku udało nam się również odremontować grób Adolfa Hyły na Cmentarzu Rakowickim, co było dla nas bardzo ważne. Ciekawą dygresją jest to, że nasze stowarzyszenie, inspirując się pasją Hyły do gór, zajmuje się też… bezpieczeństwem turystów w górach, realizując projekt „Bezpieczni i rozważni w Tatrach”. Widzimy tu piękną paralelę między jego życiem a naszą działalnością. Ponadto realizujemy cykl projektów o fenomenie lokalnego dziedzictwa kulturowego w różnych powiatach (bocheńskim, limanowskim czy gorlickim). Pokazujemy, że każda „mała ojczyzna” ma swoje wspaniałe zabytki i historie, które w pośpiechu dnia codziennego często omijamy, a które – tak jak postać Hyły – zasługują na ponowne odkrycie.

Jeśli miałby Pan jednym zdaniem zachęcić do odwiedzenia przyszłej wystawy, co by Pan powiedział?

Skoro stworzył dzieło rozpoznawalne na całym świecie, to po prostu warto poznać człowieka, który za nim stoi, i odkryć jego pozostałą, równie fascynującą twórczość.

Czytaj także: Obrazy autora słynnego „Jezu, ufam Tobie” trafiły do krakowskiego muzeum (Galeria)

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry