Alarm przeciwpożarowy w SP 4. W innych szkołach mogłoby się skończyć gorzej.

fot. Pixabay/Puls Krakowa (grafika - Pixabay, zdjęcie SP4: Puls Krakowa)

W Szkole Podstawowej nr 4 im. Romualda Traugutta w Krakowie doszło do groźnego incydentu. Według relacji jednego z rodziców uczeń szkoły włożył do plastikowej butelki papier i go podpalił. Włączył się czujnik dymu, a następnie system oddymiania. Dzieci zostały natychmiast ewakuowane, na miejscu pojawiła się policja.

Z informacji przekazanej rodzicom przez dyrekcję szkoły wynika, że „w związku z próbą podpalenia przez jednego z uczniów plastikowej butelki wypełnionej papierem włączył się system oddymiania”. Przeprowadzono ewakuację i wezwano policję, która prowadzi czynności wyjaśniające. „Nie było bezpośredniego zagrożenia życia” – zaznaczono w komunikacie. Dyrekcja zapowiedziała też rozmowy z uczniami o zasadach bezpieczeństwa i odpowiedzialności.

W tym przypadku zadziałały procedury i technologia. System oddymiania został wcześniej sfinansowany przez Radę Dzielnicy I Stare Miasto. Dzięki niemu szkoła mogła błyskawicznie wykryć dym i przeprowadzić ewakuację. Żadne dziecko nie ucierpiało, a sytuacja została szybko opanowana. Nie wszystkie krakowskie szkoły mają jednak takie zabezpieczenia. W wielu budynkach, szczególnie starszych, systemy oddymiania i czujniki dymu nie są standardem. Ich montaż zależy często od budżetu dzielnicy lub indywidualnych decyzji dyrektorów placówek. Po tym, co wydarzyło się w Szkole Podstawowej nr 4, pytanie staje się oczywiste: co by było, gdyby taki system nie zadziałał — albo w ogóle go nie było? Wtedy kilka minut opóźnienia mogłoby przesądzić o życiu i zdrowiu dzieci.

Czytaj także: Policyjny „robopies” w akcji. Czy to przyszłość służb mundurowych? (Galeria)

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry