Na dwa dni przed referendum odwoławczym Aleksander Miszalski otwarcie zaapelował do mieszkańców Krakowa, by nie szli do urn. Prezydent przekonuje, że chce „dokończyć mecz”.
Aleksander Miszalski opublikował w piątek kolejny wpis dotyczący referendum odwoławczego zaplanowanego na 24 maja. Prezydent Krakowa ponownie zaapelował do mieszkańców, by nie uczestniczyli w głosowaniu – „Jedyny sposób, żeby referendum odwoławcze okazało się nieskuteczne to niska frekwencja” – napisał. Kilka zdań później zwrócił się bezpośrednio do mieszkańców – „Dlatego proszę nie bierzcie udziału w tym referendum. Poczekajcie z oceną mojego urzędowania do wyborów” – stwierdził prezydent.
W swoim wpisie kilka razy podkreślał, że chce kontynuować kadencję i realizować swój plan dla Krakowa – „Dziś chciałbym wbiec na drugą połowę tego meczu i pokazać, że także dzięki referendum i Waszej konstruktywnej krytyce, kolejne trzy lata to będzie bardzo dobry czas dla Krakowa” – napisał. To kolejny taki apel w ostatnich dniach. W środę również pojawiały się komunikaty ze strony prezydenta zachęcające mieszkańców do nieuczestniczenia w referendum.
Jeszcze kilka miesięcy temu sam Aleksander Miszalski mówił jednak o „referendum nienawiści”. Takie określenie pojawiało się w wypowiedziach prezydenta i jego otoczenia na początku akcji referendalnej. W dniu ogłoszenia rozpoczęcia zbiórki podpisów Aleksander Miszalski, mówił, że referendum ma charakter polityczny. Prezydent kwestionował oddolny charakter inicjatywy referendalnej. – Jeżeli jak słyszymy, jest to inicjatywa oddolna mieszkańców, to skąd ci biedni obywatele mają setki tysięcy złotych, a może miliony złotych na kampanię hejtu i nienawiści, którą obserwujemy przez ostatnie miesiące w Krakowie? – pytał. Po rozpoczęciu zbiórki podpisów pojawiały się także sugestie, że „referendum jest kupione”.
Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy liczba podpisów pod referendum zaczęła szybko rosnąć. Ostatecznie organizatorzy przekazali ponad 130 tysięcy podpisów mieszkańców Krakowa popierających przeprowadzenie głosowania. W kolejnych tygodniach przekaz prezydenta wyraźnie się zmienił. Zamiast określeń o „referendum nienawiści” zaczęły pojawiać się apele o bojkot głosowania oraz podkreślanie, że referendum doprowadziło do większej liczby spotkań z mieszkańcami.





















