W Zabrzu zakończyły się przedterminowe wybory prezydenckie. W drugiej turze zwyciężył Kamil Żbikowski, który zdobył 50,17 proc. głosów – poinformował przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej Paweł Strumiński. Na jego kontrkandydatkę Ewę Weber zagłosowało 49,83 proc. wyborców. Różnica wyniosła zaledwie 106 głosów. Do sprawy odniósł się także prezydent Krakowa Aleksander Miszalski.
Żbikowski startował z własnego komitetu „Lepsze Zabrze”, natomiast Weber reprezentowała komitet wyborczy swojego imienia i nazwiska. W pierwszej turze, dwa tygodnie wcześniej, to właśnie Weber uzyskała najlepszy wynik – 39,29 proc. poparcia, podczas gdy Żbikowski miał 16,14 proc. Pozostali kandydaci podzielili się resztą głosów: Borys Borówka – 15,29 proc., Sebastian Dziębowski – 14,09 proc., Rafał Kobos – 9,88 proc., a Łucja Chrzęstek-Bar – 5,31 proc. Frekwencja w pierwszym głosowaniu wyniosła 27,87 proc. W niedzielę lokale wyborcze były otwarte od 7.00 do 21.00. Do głosowania uprawnionych było ponad 116 tys. mieszkańców miasta, głos oddało 31 956 osób.
Przedterminowe wybory były następstwem majowego referendum, w którym mieszkańcy Zabrza zdecydowali o odwołaniu Agnieszki Rupniewskiej. Sprawowała ona urząd prezydenta przez zaledwie rok – wcześniej, w 2024 r., pokonała w drugiej turze wieloletnią włodarzynię miasta Małgorzatę Mańkę-Szulik, sprawującą władzę przez 18 lat. W referendum nie udało się natomiast odwołać Rady Miasta, bo nie osiągnięto wymaganego progu frekwencyjnego. W historii regionu nie jest to pierwszy taki przypadek – wcześniej odwołano m.in. Tadeusza Wronę w Częstochowie (2009) czy Piotra Koja w Bytomiu (2012).
Do sytuacji w Zabrzu odniósł się także prezydent Krakowa Aleksander Miszalski w rozmowie na antenie Radia Kraków. Pytany o możliwość podobnego scenariusza w stolicy Małopolski, stwierdził:
Nie wydaje mi się, żeby w Krakowie były nastroje sprzyjające takiemu rozwiązaniu. Pytanie jednak, jaki miałby być powód? Wiem, że zdarzają się błędy, że nie wszystko idzie po mojej myśli, ale nie ma konkretnego powodu, dla którego można by odwołać prezydenta Krakowa – mówił Miszalski.
Jak podkreślał, referendum to zawsze ryzykowne narzędzie, także dla partii politycznych, które próbują je inicjować. – Najważniejsze, żeby były powody. Z tego, co wiem, w Zabrzu takich powodów się nazbierało. Natomiast w Krakowie nie widzę podstaw – zaznaczył.
Warto przeczytać: Prezydent Krakowa tańczy na dachu pod polską flagą. Podkład muzyczny z wulgarnym tekstem (VIDEO)
Tymczasem za przykładem Zabrza, gdzie niedawno odbyły się przedterminowe wybory, podobny scenariusz może wkrótce dotyczyć także mieszkańców Częstochowy. W mieście właśnie rozpoczęto zbiórkę podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta jeszcze przed końcem kadencji. Organizatorzy inicjatywy przekonują, że miasto potrzebuje nowej energii, a obecnemu gospodarzowi zarzucają brak inicjatywy i inwestycji.
Nie jest wykluczone, że na podobną próbę zdecydują się także inne samorządy. Do Krajowego Biura Wyborczego wpłynął bowiem również wniosek dotyczący referendum w Zawierciu.
Krzysztof Matyjaszczyk kieruje Częstochową od 2010 roku. Wcześniej był m.in. radnym i posłem, a obecnie związany jest z Nową Lewicą. Od kilku lat zasiada także w Europejskim Komitecie Regionów – instytucji doradczej Unii Europejskiej. Według inicjatorów referendum lista zarzutów wobec niego jest długa.
– Wczoraj miasto bawiło się podczas trzydniowych Dni Częstochowy, a dziś zaczyna się nowy etap – czas referendalny. Chcemy w ciągu miesiąca zebrać podpisy, by referendum odbyło się jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia – zapowiedział pełnomocnik inicjatorów, Dariusz Goliszek.
Podobne nastroje towarzyszą również Zawierciu. Obecna prezydentka Anna Nemś, wywodząca się z Platformy Obywatelskiej, objęła urząd w 2024 roku. Wcześniej była posłanką dwóch kadencji i wiceministrem gospodarki.
Może Cię zaciekawić: Podwyżka o 30%. Od września krakowianie zapłacą więcej za śmieci





















