Nie było wielkiego finału, była demonstracja siły. Bogdanka LUK Lublin potrzebowała trzech setów, żeby rozbić Asseco Resovię Rzeszów i po raz pierwszy w historii sięgnąć po Puchar Polski. Kraków był tylko tłem. 11 tysięcy ludzi w TAURON Arenie zobaczyło jednostronne widowisko zakończone wynikiem 3:0. Sety? Do 15, 20 i 20. Po wszystkim nie było wątpliwości, komu należą się brawa.
Lublinianie przyjechali do Krakowa jako liderzy PlusLigi i wyjeżdżają jako zdobywcy Pucharu. W półfinale mieli ciężką przeprawę z AZS-em Olsztyn, skończoną dopiero w tie-breaku. Ale w niedzielę weszli na parkiet jak po swoje. Resovia nie miała ani siły, ani planu, żeby im przeszkodzić. Właściwie – nie miała nic.
Zaczęło się od 25:15, a potem było tylko niewiele lepiej. Resovia ani razu nie prowadziła w meczu, ani razu nie pokazała, że potrafi odwrócić sytuację. Bogdanka grała spokojnie, punkt po punkcie, z zimną krwią. Tak wygrywają drużyny, które wiedzą, czego chcą.
Nagrody indywidualne? Bez niespodzianek – wszystkie dla Lublina. MVP turnieju został Kewin Sasak – w półfinale zdobył 24 punkty, w finale dorzucił 12 przy niemal 60-procentowej skuteczności. Do tego statuetka dla najlepszego atakującego. Marcin Komenda najlepszym rozgrywającym, Alex Grozdanow – środkowym, Thales Hoss – libero, a Wilfredo Leon – przyjmującym. Resovia? Bez statuetek, bez seta, bez błysku.
TAURON Arena po raz kolejny była gospodarzem turnieju finałowego i po raz kolejny zobaczyła, że Puchar Polski potrafi pisać brutalne scenariusze. Rok temu emocje sięgały sufitu. Teraz – wszystko było jasne jeszcze zanim skończył się drugi set. Lublin przyjechał po tytuł i go wziął.
Dla Bogdanki LUK to pierwszy tak prestiżowy sukces w historii. Dla Resovii – kolejny zawód w krajowym pucharze. Dla Krakowa – solidne siatkarskie widowisko, nawet jeśli wynik meczu finałowego nie zostawił miejsca na dramaturgię.
Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, kto w tym sezonie rządzi w polskiej siatkówce, Kraków właśnie udzielił odpowiedzi.
źródło: Artur Barbarowski





















