Dotarliśmy do prezydenckiego projektu budżetu Krakowa na 2026 rok. Dokument nie jest jeszcze opublikowany, ale jego lektura robi wrażenie — i to takie, po którym człowiek odruchowo szuka pasów bezpieczeństwa. Miasto planuje rekordowy deficyt, gigantyczne emisje obligacji i zaciągnięcie kolejnych pożyczek. To finansowy roller coaster, w którym widz jednocześnie podziwia skalę inwestycji… i nerwowo zerka w dół, zastanawiając się, na ile starczy torów.
Projekt budżetu na 2026 rok zakłada wydatki na poziomie 11,321 mld zł — o 15,5% wyższe niż rok wcześniej. Same wydatki bieżące rosną do 9,7 mld zł, a majątkowe — czyli inwestycje — skaczą do imponujących 1,617 mld zł. Jeśli ktoś miał wrażenie, że Kraków w ostatnich latach wydawał za dużo — 2026 może go nieprzyjemnie zaskoczyć.
W tym planie nie ma półśrodków. Sztandarowe inwestycje, jak rozbudowa sieci tramwajowej, modernizacje dróg czy projekty infrastrukturalne z KPO, absorbuje niemal wszystko, co dało się wpisać w rubrykę „wydatki”. Założenia przedstawione w projekcie budżetu są jasne: łączna kwota inwestycji ogólnomiejskich to ponad 1,4 mld zł, a środki własne miasta to niemal miliard. Dochody Krakowa zaplanowano na 10,162 mld zł. Wydatki — na 11,321 mld zł. Już na starcie dziura budżetowa jest więc rekordowa i wymaga rekordowego zadłużenia.


W rozdziale dotyczącym przychodów pojawiają się główne sposoby „zasypania” tej dziury: 302,2 mln zł pożyczek i 934 mln zł emisji obligacji. Łącznie miasto musi więc pożyczyć ponad 1,23 mld zł, żeby zamknąć przyszłoroczny budżet. To potężny pakiet zadłużeniowy. Jeśli ktoś lubi analogie: to jak budować dom, płacąc gotówką jedynie za drzwi i tapety, a całą resztę — od fundamentów po dach — finansować kredytem hipotecznym, w którym rata rośnie z każdym rokiem.
Emisja obligacji na 934 mln zł to poziom niespotykany nawet w latach największych inwestycji. Dodatkowo budżet zakłada możliwość kredytowania do 500 mln zł — to limit, który daje szerokie pole manewru (i ryzyko dalszych zapożyczeń w trakcie roku). Miasto już dziś wydaje na obsługę długu ponad 422 mln zł rocznie. To tyle, co połowa rocznego budżetu na kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego albo dwukrotność wszystkich wydatków na bezpieczeństwo publiczne. Jeśli ta dynamika się utrzyma, w kolejnych latach może się okazać, że więcej będziemy płacić za stare decyzje niż za nowe projekty.
W dokumencie widać wyraźnie: znaczna część kluczowych inwestycji opiera się na środkach zewnętrznych. Największe programy — zarówno infrastrukturalne, jak i społeczne — finansowane są w dużej mierze z funduszy unijnych, w tym z Krajowego Planu Odbudowy. Przykłady? W samych inwestycjach ogólnomiejskich środki „zagraniczne niepodlegające zwrotowi” przekraczają 100 mln zł. Kolejne miliony to środki z Polskiego Funduszu Rozwoju i innych programów krajowych.
Problem w tym, że:
- te środki wymagają wkładu własnego (miasto musi go wykładać z pożyczek),
- część z nich może być opóźniona,
- część — może się nie zmaterializować, jeśli zmienią się programy lub harmonogramy.
Jeśli chodzi o rezerwy, to w projekcie budżetu na 2026 rok przewidziano 20 mln zł rezerwy ogólnej oraz 38,75 mln zł rezerw celowych. Łącznie niecałe 59 mln zł w budżecie wartym ponad 11,3 mld. To zaledwie 0,5% całych wydatków. Co to oznacza w praktyce? W razie nieprzewidzianych zdarzeń — klęsk pogodowych, nagłych podwyżek cen usług komunalnych, opóźnień dotacji — miasto ma do dyspozycji symboliczną poduszkę finansową.
Jednakże nawet bez dramatycznych zdarzeń można z dużą dozą pewności założyć jedno: budżet 2026 będzie nowelizowany, a nowelizacje (podobnie jak to miało miejsce w 2025 r.) mogą oznaczać większy deficyt, a w konsekwencji — jeszcze wyższy poziom zadłużenia.
Czytaj także: Dług Krakowa sięga 7,8 mld zł. Miszalski uspokaja, radni biją na alarm























