Cracovia nie wykorzystała ponad pół godziny gry w przewadze i tylko zremisowała z Radomiakiem Radom 0:0 w meczu 32. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Sytuacja „Pasów” robi się coraz trudniejsza – na dwie kolejki przed końcem sezonu przewaga nad strefą spadkową wynosi już tylko dwa punkty.
Wieczorny mecz przy ul. Kałuży miał dać krakowskiemu zespołowi oddech po serii słabszych wyników. Zamiast tego kibice zobaczyli kolejny występ pełen nerwów, nieskuteczności i rosnącej frustracji. Drużyna Bartosza Grzelaka po raz drugi z rzędu nie potrafiła wygrać spotkania, mimo że rywal kończył mecz w osłabieniu.
Pierwsza połowa była wyrównana, choć optycznie częściej przy piłce utrzymywali się gospodarze. Cracovia próbowała atakować skrzydłami i szukała okazji po stałych fragmentach gry, ale brakowało dokładności pod bramką Filipa Majchrowicza. Najbliżej gola byli Bosko Sutalo po strzale z dystansu oraz Amir Al-Ammari po rzucie rożnym, jednak żadna z tych sytuacji nie zakończyła się trafieniem.
Radomiak również miał swoje momenty. Goście groźnie wychodzili z kontratakami, a aktywni byli przede wszystkim Luquinhas i Elves Baldé. Ostatecznie jednak Sebastian Madejski nie został zmuszony do trudniejszych interwencji, a pierwsza część spotkania zakończyła się bezbramkowym remisem.
Kluczowy moment meczu nastąpił w 60. minucie. Abdoul Tapsoba brutalnie zaatakował Amira Al-Ammariego i po analizie sytuacji arbiter pokazał zawodnikowi Radomiaka czerwoną kartkę. Cracovia dostała więc dokładnie to, czego potrzebowała – ponad pół godziny gry w przewadze jednego zawodnika i szansę na przełamanie.
Problem w tym, że gospodarze kompletnie nie potrafili tego wykorzystać. Z każdą kolejną minutą krakowski zespół coraz mocniej zamykał Radomiaka na jego połowie, ale niewiele z tego wynikało. Akcje były wolne, przewidywalne, a strzały albo niecelne, albo zbyt łatwe dla bramkarza gości. Ożywienie wniosło dopiero wejście Pau Sansa. Hiszpan najpierw oddał mocny strzał z dystansu, który obronił Majchrowicz, a w doliczonym czasie gry miał najlepszą okazję meczu. Po dośrodkowaniu uderzył głową z kilku metrów, lecz nie trafił w bramkę.
Im bliżej końca spotkania, tym większa była frustracja trybun. Kibice Cracovii głośno dawali do zrozumienia, że oczekują od drużyny znacznie więcej, szczególnie w tak ważnym momencie sezonu. Tym bardziej że tydzień wcześniej „Pasy” również nie wykorzystały gry w przewadze w meczu z Zagłębiem Lubin.
Dla Radomiaka remis oznacza praktycznie spokojne utrzymanie i zakończenie sezonu bez większych nerwów. Drużyna Bruno Baltazara, mimo gry w osłabieniu przez ponad pół godziny, wytrzymała napór gospodarzy i wywiozła z Krakowa cenny punkt. Znacznie gorsze nastroje panują przy Kałuży. Trzeci remis Bartosza Grzelaka w roli trenera Cracovii nie poprawił sytuacji zespołu, który jeszcze kilka miesięcy temu myślał o górnej części tabeli. Teraz krakowianie muszą oglądać się za siebie i do końca walczyć o utrzymanie w Ekstraklasie.





















