Cracovia przegrała w Warszawie z Legią 0:1 i znów zapłaciła za problem, który wraca w najmniej odpowiednim momencie — brak konkretu pod bramką rywala. Pasy miały po przerwie fragment, w którym mogły odwrócić mecz, ale skończyło się tak jak często w takich wieczorach: jedna strata, jeden gol i powrót do Krakowa bez punktów.
Spotkanie od początku toczyło się w tempie narzuconym przez gospodarzy. Legia częściej utrzymywała się przy piłce i szybciej starała się przedostawać w okolice pola karnego Cracovii. Już w pierwszych minutach warszawski zespół stworzył sobie dogodną sytuację po strzale Wahana Biczachczjana z dystansu, ale Sebastian Madejski skutecznie interweniował. Bramkarz Cracovii zachował też czujność przy kolejnej akcji ofensywnej Legii.
Zespół z Krakowa przez dłuższy czas skutecznie odpierał ataki rywala, ale miał problemy z wyprowadzeniem groźniejszych akcji. Cracovia nie pozwalała Legii na dużą liczbę klarownych sytuacji, jednak sama również rzadko dochodziła do pozycji strzeleckich. W pierwszej połowie więcej działo się więc pod bramką gości, choć długo nie przekładało się to na zmianę wyniku.
Do przełamania doszło w 31. minucie. Biczachczjan zagrał piłkę w pole karne, a po nieudanej interwencji defensywy Cracovii futbolówka trafiła pod nogi Milety Rajovicia. Napastnik Legii, który kilka minut wcześniej pojawił się na boisku w miejsce kontuzjowanego Antonio Colaka, uderzył z woleja, a piłka po odbiciu od słupka wpadła do siatki. Był to czwarty ligowy gol Duńczyka w tym sezonie. Strata bramki nie zmieniła od razu obrazu meczu. Legia nadal kontrolowała przebieg gry, a Cracovia miała trudności z dłuższym utrzymaniem się przy piłce na połowie przeciwnika. Do przerwy gospodarze prowadzili 1:0 i byli zespołem bardziej konkretnym w działaniach ofensywnych.
Po zmianie stron Cracovia zagrała odważniej. Już w 47. minucie Otto Hindrich musiał interweniować po strzale głową Mauro Perkovicia. Kilka minut później zza pola karnego uderzał Kahveh Zahiroleslam, ale bramkarz Legii ponownie nie dał się zaskoczyć. Był to najlepszy fragment gry w wykonaniu zespołu z Krakowa, który częściej gościł na połowie rywala i próbował doprowadzić do wyrównania.
Mimo lepszego wejścia w drugą połowę Cracovia nie zdołała wykorzystać swoich okazji. Legia broniła się skutecznie i nie pozwalała gościom na stworzenie wielu klarownych sytuacji w polu karnym. Krakowski zespół miał moment przewagi, ale zabrakło dokładności przy wykończeniu akcji i większej liczby uderzeń, które mogły realnie zagrozić gospodarzom. W końcowych fragmentach spotkania Legia skupiła się na utrzymaniu korzystnego wyniku. Cracovia próbowała jeszcze doprowadzić do wyrównania, lecz nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze ustawioną defensywę gospodarzy. Ostatecznie mecz zakończył się skromnym zwycięstwem warszawskiego zespołu 1:0.
Dla Legii było to drugie zwycięstwo pod wodzą Marka Papszuna. Warszawski zespół dzięki tej wygranej wydostał się ze strefy spadkowej i awansował na 15. miejsce w tabeli. Cracovia po porażce spadła natomiast na siódmą pozycję. Z perspektywy krakowskiej drużyny to spotkanie można ocenić jako mecz, w którym udało się utrzymać kontakt z rywalem, ale nie udało się przełożyć tego na wynik. Cracovia przez długi czas pozostawała w grze, po przerwie potrafiła nawet na moment zepchnąć Legię do defensywy, jednak ponownie zabrakło skuteczności. To właśnie ten element przesądził o tym, że z Warszawy wróciła bez punktów.





















