Cracovia efektownie zakończyła przygotowania do nowego sezonu. W jubileuszowym meczu z okazji 120-lecia klubu „Pasy” pokonały Sevillę 1:0 po kapitalnym trafieniu Ajdina Hasicia. Drugą połowę zdominowała jednak nie tylko walka o wynik, ale również potężna ulewa, która momentami zamieniła murawę stadionu przy ul. Kałuży w prawdziwe jezioro.
To był wyjątkowy wieczór dla Cracovii i jej kibiców. W ramach obchodów 120-lecia istnienia najstarszego polskiego klubu sportowego krakowianie zmierzyli się z renomowaną Sevillą. Choć był to jedynie mecz towarzyski, spotkanie miało wyjątkową oprawę i stanowiło ostatni sprawdzian zespołu przed inauguracją nowego sezonu PKO BP Ekstraklasy.
Na trybunach stadionu przy ul. Kałuży zasiadło 10 175 kibiców. Na frekwencję mogła wpłynąć kapryśna pogoda, a także wcześniejsze zamieszanie związane z odwołaniem zaplanowanego po meczu koncertu zespołu Faithless. Mimo tego ci, którzy pojawili się na stadionie, byli świadkami zwycięstwa nad jednym z najbardziej utytułowanych klubów hiszpańskiej piłki.
Początek spotkania był dość spokojny. Obie drużyny próbowały przejąć kontrolę nad grą, ale długo brakowało klarownych sytuacji podbramkowych. Dodatkowym utrudnieniem był deszcz, który towarzyszył piłkarzom od pierwszego gwizdka.
Przełom nastąpił po pół godzinie gry. Chwilę wcześniej obrońcy Sevilli wybili piłkę z linii bramkowej po akcji Kahveha Zahiroleslama. Kilkadziesiąt sekund później futbolówka trafiła pod nogi Ajdina Hasicia. Bośniak zdecydował się na mocny strzał zza pola karnego i nie dał żadnych szans bramkarzowi hiszpańskiej drużyny. Piłka wpadła niemal w samo okienko, a stadion eksplodował z radości. Było to trafienie, które okazało się decydujące o losach całego spotkania i bez wątpienia ozdoba jubileuszowego meczu.
Goście nie zamierzali pogodzić się z porażką. Jeszcze przed przerwą kilkukrotnie zagrozili bramce Sebastiana Madejskiego. Najbliżej wyrównania był Lucien Agoumé, którego uderzenie zatrzymało się na poprzeczce. W kolejnej akcji piłka odbiła się od słupka, a Cracovia mogła odetchnąć z ulgą. Krakowianie dobrze bronili dostępu do własnej bramki i schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.
Druga połowa na długo pozostanie w pamięci kibiców przede wszystkim z powodu pogody. Nad stadionem przeszła gwałtowna ulewa, która w kilka minut doprowadziła do powstania ogromnych kałuż na murawie. Piłka często zatrzymywała się w wodzie lub niespodziewanie zmieniała kierunek, co skutecznie utrudniało konstruowanie akcji. Momentami bardziej niż mecz piłkarski przypominało to walkę zawodników z żywiołem. Mimo bardzo trudnych warunków arbiter nie zdecydował się na przerwanie spotkania i mecz został rozegrany do końca.
Choć Sevilla częściej utrzymywała się przy piłce, nie potrafiła wykorzystać swoich okazji. Z kolei Cracovia mogła podwyższyć prowadzenie po strzale głową Kamila Glika, jednak bramkarz hiszpańskiego zespołu zdołał skutecznie interweniować. Końcówka spotkania była bardzo nerwowa. Mokra murawa sprzyjała ostrym starciom, a między zawodnikami dochodziło do licznych przepychanek. W 84. minucie Sevilla została osłabiona. Oso po jednej z decyzji sędziego ze złości kopnął piłkę w kierunku trybun, za co Sebastian Krasny pokazał mu czerwoną kartkę.
Do końca wynik nie uległ już zmianie i Cracovia mogła świętować cenne zwycięstwo nad utytułowanym rywalem.





















