Cracovia zremisowała bezbramkowo z Zagłębiem Lubin w 31. kolejce PKO Ekstraklasy, mimo gry w przewadze przez ponad godzinę. Krakowski zespół nie wykorzystał czerwonej kartki dla rywali i stworzył niewiele groźnych sytuacji. Ten wynik komplikuje sytuację „Pasów” w walce o utrzymanie.
Spotkanie rozgrywane w ramach 31. kolejki PKO Ekstraklasa miało dla obu zespołów duże znaczenie, ale to krakowianie przyjechali na Dolny Śląsk pod większą presją. Sytuacja w tabeli wciąż jest napięta, a każdy punkt może mieć znaczenie w końcówce sezonu. Problem w tym, że w Lubinie Cracovia nie pokazała argumentów, które pozwalałyby wierzyć w spokojne utrzymanie.
Kluczowy moment meczu nastąpił w 26. minucie. Igor Orlikowski sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Kahveha Zahiroleslama i sędzia Tomasz Kwiatkowski bez wahania sięgnął po czerwoną kartkę. Wydawało się, że to punkt zwrotny spotkania – że „Pasy” przejmą kontrolę i zaczną budować przewagę.
Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Owszem, przez kilka minut po tej sytuacji Cracovia próbowała narzucić swoje tempo, ale szybko inicjatywę przejęli… gospodarze. Grające w osłabieniu Zagłębie nie tylko nie cofnęło się głęboko do defensywy, ale zaczęło tworzyć groźniejsze sytuacje. W końcówce pierwszej połowy to właśnie lubinianie byli bliżej zdobycia gola – po strzałach Marcela Reguły, Michała Nalepy czy Mateusza Grzybka. Cracovia w tym czasie wyglądała na zespół bez pomysłu. Dużo było chaosu, mało konkretów, a przewaga jednego zawodnika praktycznie nie przekładała się na jakość gry w ofensywie.
Po przerwie obraz meczu tylko się utrwalił. Zagłębie, już bardziej zachowawczo, skupiło się na obronie i kontrolowaniu tempa spotkania. Cracovia próbowała, ale jej akcje były przewidywalne. Najczęściej kończyły się dośrodkowaniami, z którymi defensywa gospodarzy radziła sobie bez większych problemów.
Najlepszą okazję dla gości miał Mateusz Praszelik, który po kontrze trafił w poprzeczkę. To jednak było zdecydowanie za mało, by myśleć o zwycięstwie. Poza tym momentem trudno wskazać sytuacje, które realnie mogły zakończyć się golem.
Z kolei Zagłębie, mimo gry w dziesiątkę, pokazało więcej konkretu i determinacji. Bramkarz Jasmin Burić – grający nawet w czapce z daszkiem z powodu słońca – nie miał wielu trudnych interwencji, co najlepiej oddaje problemy ofensywne krakowskiego zespołu. Dla drużyny prowadzonej przez Bartosz Grzelak to kolejny mecz bez zwycięstwa. Seria spotkań bez wygranej wydłuża się, a przewaga nad strefą spadkową pozostaje niebezpiecznie mała. W teorii „Pasy” wciąż mają wszystko w swoich rękach, ale forma zespołu nie daje powodów do optymizmu.
Jeszcze niedawno trener Grzelak mówił o postępie i stopniowej realizacji założeń taktycznych. W Lubinie trudno było jednak dostrzec te „małe kroki do przodu”. Jeśli już coś rzucało się w oczy, to brak jakości w kluczowych momentach i problemy z wykorzystaniem nawet tak sprzyjających okoliczności jak gra w przewadze. Zagłębie z kolei może mówić o niedosycie, ale i o pewnej satysfakcji. Grając ponad godzinę w osłabieniu, potrafiło nie tylko się bronić, ale też momentami dominować. To punkt, który bardziej docenią gospodarze niż goście.
Cracovia wraca do Krakowa z jednym punktem, który niewiele zmienia. Do końca sezonu pozostało niewiele czasu, a margines błędu praktycznie się wyczerpał. Jeśli „Pasy” chcą uniknąć nerwowej końcówki rozgrywek, muszą zacząć wygrywać – i to szybko.





















