Cracovia nadal nie potrafi wygrać w nowym sezonie PKO BP Ekstraklasy. Krakowianie stworzyli we Wrocławiu kilka dobrych okazji, trafili w poprzeczkę, a od 82. minuty grali z przewagą jednego zawodnika. Mimo tego spotkanie ze Śląskiem zakończyło się bezbramkowym remisem.
„Pasy” przystępowały do niedzielnego spotkania z nadzieją na przełamanie. Początek sezonu nie przyniósł drużynie Bartosza Grzelaka zwycięstwa, a dodatkowym problemem była skuteczność. Cracovia w pierwszych dwóch kolejkach nie potrafiła zdobyć bramki. We Wrocławiu okazji do zmiany tej sytuacji było kilka, ale żadna nie zakończyła się golem.
Krakowianie od pierwszych minut próbowali zagrozić bramce gospodarzy. Już na początku meczu Ajdin Hasić znalazł sobie miejsce w polu karnym i zdecydował się na mocne uderzenie. Karol Niemczycki był jednak dobrze ustawiony i zatrzymał strzał zawodnika Cracovii. Śląsk odpowiedział własnymi akcjami. Przy jednej z nich Sebastian Madejski interweniował po dośrodkowaniu z lewej strony i zderzył się z jednym z zawodników gospodarzy. Bramkarz „Pasów” zranił się w ucho, dlatego spotkanie zostało na chwilę przerwane. Po udzieleniu pomocy medycznej Madejski pozostał na boisku i kontynuował grę.
W kolejnych minutach oba zespoły szukały możliwości przedostania się w pole karne. Z czasem coraz konkretniejsza stawała się Cracovia. Bardzo dobrą okazję miał Martin Minczew. Krakowianie wyprowadzili kontratak, po którym zawodnik „Pasów” znalazł się sam na sam z Niemczyckim. Minczew nie wykorzystał jednak sytuacji i uderzył wprost w bramkarza Śląska. Cracovia jeszcze przed przerwą mogła objąć prowadzenie. Najbliżej gola był Dijon Kameri. Po jego efektownym uderzeniu z woleja piłka z dużą siłą poleciała w kierunku bramki. Niemczycki nie zdążył skutecznie zareagować, ale gospodarzy uratowała poprzeczka. Swoich szans szukali również m.in. Hasić i Kahveh Zahiroleslam, jednak żadna z akcji nie przyniosła prowadzenia. Po pierwszej połowie na tablicy wyników pozostawało 0:0.
Po przerwie Cracovia nadal próbowała przejąć kontrolę nad spotkaniem. Krakowianie mieli więcej momentów z piłką, ale wraz z upływem czasu coraz częściej problem pojawiał się przy ostatnim podaniu lub decyzji podejmowanej w pobliżu pola karnego. Śląsk także miał okazje do odpowiedzi. Po jednej z akcji gospodarzy piłka trafiła do Przemysława Banaszaka. Zawodnik musiał jednak obrócić się z futbolówką, dzięki czemu obrońcy Cracovii zdążyli z interwencją i zablokowali jego uderzenie. Wrocławianie próbowali jeszcze kilkukrotnie zagrozić bramce Madejskiego, ale defensywa „Pasów” radziła sobie z ich atakami. Po drugiej stronie boiska Cracovia także nie potrafiła wykorzystać swoich możliwości.
Sytuacja, która mogła przesądzić o losach spotkania, wydarzyła się w 82. minucie. Lamine Ba ostro zaatakował Mateusza Praszelika. Początkowo gra została zatrzymana, a następnie sędzia Bartosz Frankowski sprawdził zdarzenie po sygnale z VAR. Po analizie arbiter zdecydował o pokazaniu zawodnikowi Śląska czerwonej kartki. Od tego momentu gospodarze musieli radzić sobie w dziesiątkę. Cracovia dostała więc ponad dziesięć minut, uwzględniając doliczony czas, na wykorzystanie przewagi jednego zawodnika. Krakowianie przejęli piłkę i częściej pojawiali się w pobliżu pola karnego Śląska, jednak przewaga liczebna nie przełożyła się na bramkę. „Pasy” próbowały przede wszystkim dośrodkowań oraz strzałów z dalszej odległości. Jedną z ostatnich prób podjął Hasić. Uderzył mocno z dystansu, ale piłka poleciała w środek bramki i Niemczycki nie miał problemów z interwencją. Jeszcze po rzucie rożnym swoją okazję miał Kacper Śmiglewski. Jego strzał przeleciał jednak nad poprzeczką. Chwilę później spotkanie dobiegło końca.
Cracovia nie wygrała oficjalnego spotkania od 21 marca, kiedy pokonała GKS Katowice 1:0. Od tego czasu „Pasy” nie potrafią zdobyć kompletu punktów. Po niedzielnym spotkaniu bilans Bartosza Grzelaka w oficjalnych meczach Cracovii wynosi siedem remisów i jedną porażkę. Jeszcze bardziej widoczny na początku obecnego sezonu jest problem ze skutecznością. Krakowianie rozegrali już trzy kolejki PKO BP Ekstraklasy i nadal czekają na pierwszego gola. We Wrocławiu nie można było tłumaczyć tego wyłącznie brakiem okazji. Minczew przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem, Kameri trafił w poprzeczkę, a kilka kolejnych akcji zakończyło się niecelnymi lub zablokowanymi uderzeniami.
Cracovia będzie miała kolejną okazję do przełamania przed własną publicznością. W niedzielę 16 sierpnia o godz. 17.30 „Pasy” podejmą Raków Częstochowa.




















