Brakuje ćwierć miliarda. Kraków łata dziurę w komunikacji kolejnym długiem?

Jeszcze kilka miesięcy temu władze Krakowa zapewniały, że wakacyjne cięcia kursów autobusów i tramwajów to tylko chwilowa niedogodność. Tymczasem podczas ostatniej sesji Rady Miasta wyszło na jaw, że w miejskim budżecie brakuje 250 milionów złotych na transport zbiorowy. Radni ostrzegają, że pod koniec roku krakowian może czekać kolejna fala ograniczeń. Prezydent uspokaja, że rozwiązaniem są nowe obligacje. Problem w tym, że zadłużenie miasta rośnie.

Problem w imieniu klubu Kraków dla Mieszkańców przedstawił radny Michał Starobrat. – „W budżecie na transport zbiorowy mamy około 950 milionów złotych. Tymczasem realne koszty sięgają 1,2 miliarda. Brakuje nam ćwierć miliarda złotych. Skąd miasto weźmie te pieniądze? (…) Już w wakacje ograniczano kursy, a mieszkańcy odczuli to boleśnie. Nie chcemy powtórki tego scenariusza w grudniu czy styczniu” – mówił z mównicy.

Starobrat nie krył rozczarowania milczeniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego. – „Ja cały czas czekam na odpowiedź pana prezydenta. Nie rozmawiamy o środkach z emisji obligacji w kwocie 546 mln zł, bo z tych pieniędzy nawet złotówki nie możemy przeznaczyć na komunikację – one już są wpisane w budżet. Potrzebujemy dodatkowych 250 mln zł. I nadal nie ma informacji, skąd je znaleźć. Obawiam się tylko jednego: że na kolejnej sesji zobaczymy druk o kolejnej emisji obligacji, kredycie albo pożyczce” – ostrzegał.

Na odpowiedź długo nie trzeba było czekać, choć nie padła ona z ust samego prezydenta. Jeszcze przed dyskusją szczegóły nowej emisji przedstawił zastępca skarbnika miasta, Tomasz Tylek. – „Projekt dotyczy emisji 546.064 obligacji o nominalnej wartości tysiąc złotych każda, na łączną kwotę 546.064.000 zł. Obligacje zostaną wyemitowane w trzech seriach: seria C25 o wartości 203 mln zł, seria D25 o wartości 318,3 mln zł oraz seria E25 o wartości 24,7 mln zł. Środki z tego tytułu są zaplanowane w Wieloletniej Prognozie Finansowej oraz w budżecie miasta na rok 2025” – referował.

Starobrat nie krył irytacji. – „To już jest kolejna dyskusja na temat zaciągnięcia gigantycznego długu, mówimy tutaj o emisji obligacji na kwotę 546 mln zł. Jesteśmy przeciw dalszemu zadłużaniu się miasta. O ile przy pierwszej uchwale budżetowej prezydent Miszalski zrzucał całą winę na swojego poprzednika, o tyle ten budżet jest już tylko jego autorstwa. A dług, który będzie spłacany przez kolejne pokolenia, w naszej opinii mógłby być zdecydowanie mniejszy” – zaznaczył.

TYM ŻYJE KRAKÓW:Kraków na kredyt. Rating bez raportu, dług bez hamulców

Wiceprezydent Stanisław Kracik odpowiedział w swoim stylu. – „Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Pytanie, skąd wziąć 250 mln na komunikację? No właśnie z obligacji. (…) Chciałbym uspokoić, że prawo o finansach gminy stanowi bardzo wyraźne limity, których przekraczać nie można. To, co w tej chwili prezydent proponuje, jest w ramach dopuszczalnych limitów z pełną gwarancją, że to zobowiązanie będzie obsługiwane”. Kracik dodał jeszcze: – „Proszę nie zakładać, że da się w jakichś oszczędnościach administracyjnych wygospodarować w skali roku 200 czy 500 mln zł. Każda taka kwota będzie fikcją. To po prostu oczywiste”.

Do dyskusji włączył się też radny Michał Ciechowski, wskazując szersze tło problemów finansowych miasta. – „Oprócz braków w finansowaniu komunikacji, rośnie zadłużenie szpitala Narutowicza – gdy prezydent obejmował funkcję było to około 130 mln, dziś prawie 160 mln. Straty czekają też MPO po wprowadzeniu systemu kaucyjnego, a problemem będzie również MPK, które może przejąć kursy od prywatnego przewoźnika. Te trzy obszary – transport, szpital i MPO – to bomby z opóźnionym zapłonem w budżecie” – mówił.

Spirala długu

Fakty są twarde. Tylko we wrześniu radni zgodzili się na emisję obligacji o wartości ponad 546 mln zł. Wcześniej w tym roku były już kolejne decyzje zadłużające Kraków. Oficjalnie – na inwestycje. Nieoficjalnie – coraz częściej na podtrzymanie bieżących wydatków.

– „Przez pierwsze pół roku byłem spokojny. Przez drugie – zaniepokojony. A teraz jestem bardzo zaniepokojony, bo prezydent nie jest w stanie udzielić odpowiedzi, skąd weźmie brakujące pieniądze” – podsumował Starobrat.

Dla mieszkańców spór o obligacje to abstrakcja. Realne są za to przepełnione tramwaje i coraz dłuższe oczekiwanie na autobus. Brak 250 mln zł nie zniknie sam z siebie, a jeśli Kraków nie znajdzie dodatkowych środków, cięcia będą nieuniknione. . Zabrakło ćwierć miliarda na komunikację, więc przegłosowano pół miliarda długu. Władze mówią, że to konieczne i bezpieczne. Radni ostrzegają, że to droga donikąd.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry