Mecz Cracovii z Lechem Poznań miał przynieść widowisko i przyniósł – choć w Krakowie nikt nie był w pełni zadowolony. „Pasy” przez niemal godzinę grały w przewadze jednego zawodnika, ale mimo to zremisowały 2:2. Lech, który kończył mecz w dziesiątkę po dwóch żółtych kartkach Pablo Rodrigueza, wywiózł z Kałuży punkt, który bardziej cieszy… Jagiellonię Białystok niż kogokolwiek na boisku.
Cracovia rozpoczęła agresywnie, tak jak kilka miesięcy temu w Poznaniu, gdzie rozbiła mistrza Polski 4:0. Już w 4. minucie Filip Stojilkovic miał doskonałą okazję, ale przegrał pojedynek z Bartoszem Mrozkiem. Chwilę później Mauro Perković, świeżo wykupiony z Dinama Zagrzeb, uderzył obok słupka po podaniu Ajdina Hasicia.
W 15. minucie gospodarze sami ściągnęli na siebie kłopoty. Dominik Piła nieostrożnie interweniował w polu karnym i sędzia Damian Sylwestrzak wskazał na jedenasty metr. Mikael Ishak uderzył mocno i pewnie – 1:0 dla Lecha. Bramkarz Cracovii Sebastian Madejski wyczuł intencje strzelca, ale nie zdołał zatrzymać piłki. Prowadzenie dodało Lechowi pewności. Krakowianie próbowali odpowiadać strzałami z dystansu, jednak Madejski miał więcej pracy niż Mrozek. Obronił groźne uderzenia Rodrigueza i Palmy, utrzymując „Pasy” w grze.
Dwie kartki w dwie minuty. Lech w dziesiątkę
W 39. minucie wydarzyło się coś, co mogło odwrócić losy spotkania. Pablo Rodriguez w ciągu kilkudziesięciu sekund obejrzał dwie żółte kartki. Najpierw brutalnie sfaulował rywala, a zaraz potem – po nieudanym dryblingu przed własnym polem karnym – kopnął przeciwnika z impetem. Sędzia nie miał wątpliwości: czerwona kartka i Lech musiał radzić sobie w osłabieniu.
Trener Niels Frederiksen próbował ratować sytuację, natychmiast zdejmując Luisa Palmę i wprowadzając Timothy’ego Oumę. Zmiana nie przyniosła efektu, bo chwilę przed przerwą Cracovia doprowadziła do wyrównania. Po zamieszaniu w polu karnym i zablokowanych strzałach piłka spadła pod nogi Mikkela Maigaarda, który z najbliższej odległości głową skierował ją do siatki.
Po przerwie gospodarze ruszyli do ataku, chcąc wykorzystać liczebną przewagę. W 55. minucie byli bardzo blisko prowadzenia – Mateusz Klich uderzył mocno, ale Joel Pereira wybił piłkę z linii bramkowej. Chwilę później Stojilkovic trafił w słupek. Cracovia dominowała, ale brakowało skuteczności. Dopiero w 79. minucie wprowadzony z ławki Mateusz Praszelik przypomniał o sobie kibicom z Kałuży. Z ponad 20 metrów huknął nie do obrony – piłka wpadła tuż przy słupku, a Mrozek był bez szans. To drugi gol pomocnika „Pasów” w tym sezonie i wydawało się, że zapewni drużynie zwycięstwo.
Radość gospodarzy trwała zaledwie dwie minuty. W 81. minucie Ali Gholizadeh, który dopiero wrócił do gry po kontuzji, przeprowadził efektowną akcję i precyzyjnym strzałem z pierwszej piłki wyrównał na 2:2. Było to jego pierwsze trafienie w obecnych rozgrywkach. Końcówka meczu to już emocje bez goli. Cracovia szukała zwycięstwa, ale Mrozek zatrzymał uderzenia Henrikssona i Hasicia. Lech też miał swoją szansę – w ostatniej kontrze Gholizadeh minimalnie minął się z piłką, która mogła dać poznaniakom komplet punktów.
Remis, który nikogo nie cieszy
Ostatecznie mecz przyjaźni zakończył się podziałem punktów, z którego zadowolona może być tylko Jagiellonia Białystok – mimo swojej porażki utrzymała miejsce na podium. Cracovia, choć przez niemal godzinę grała w przewadze, po raz kolejny pokazała, że skuteczność pozostaje jej największym problemem. Lech z kolei może mówić o stracie punktów, ale biorąc pod uwagę czerwoną kartkę Rodrigueza, remis w Krakowie to wynik, który poznaniacy przyjmą z ulgą.





















