W projekcie budżetu Krakowa na 2026 rok zapisano ponad miliard złotych na komunikację miejską. To tyle, co w tym roku – choć koszty rosną, a miasto planuje uruchomić nowe torowisko.
Projekt budżetu Miasta Krakowa na 2026 rok został właśnie opublikowany i przekazany radnym do analizy. Wśród najważniejszych pozycji ponownie znalazła się komunikacja miejska – filar codziennego życia setek tysięcy mieszkańców.
W projekcie budżetu Krakowa na 2026 rok zapisano ponad miliard złotych na funkcjonowanie transportu zbiorowego. To kwota, która na pierwszy rzut oka może wydawać się wysoka, jednak w kontekście rosnących kosztów, nowej infrastruktury i wcześniejszych ograniczeń w kursowaniu autobusów i tramwajów, coraz częściej pojawia się pytanie, czy wystarczy, by utrzymać obecną ofertę przewozową. Krakowski system transportu publicznego obsługuje rocznie ponad 350 milionów pasażerów i obejmuje blisko 90 linii autobusowych oraz 25 tramwajowych. To jeden z największych samorządowych systemów w kraju, a jego utrzymanie wymaga coraz większych nakładów finansowych.
W planie wydatków bieżących Miasta Krakowa na przyszły rok na lokalny transport zbiorowy przewidziano dokładnie 1 054 842 143 zł. To więcej niż zapisano w budżecie na 2025 rok, ale jednocześnie kwota zbliżona do rzeczywistych wydatków tegorocznych. W praktyce oznacza to, że miasto planuje utrzymanie finansowania komunikacji miejskiej na niemal identycznym poziomie, mimo że koszty jej funkcjonowania wciąż rosną. Wydatki te obejmują głównie rekompensaty dla operatorów, czyli Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego i firmy Mobilis, dopłaty do biletów ulgowych oraz utrzymanie infrastruktury przystankowej i systemów sterowania ruchem. W 2026 roku nie przewidziano natomiast żadnych wydatków majątkowych w tym dziale. Całość środków zostanie przeznaczona na bieżące utrzymanie systemu, bez inwestycji w nowy tabor czy rozbudowę zaplecza technicznego.
TYLKO U NAS: Mniej tramwajów, więcej długu. Kraków tnie kursy, bo zaczyna brakować pieniędzy?
Jednym z najważniejszych elementów budżetu komunikacyjnego są stawki za tzw. wozokilometr, czyli jednostkę rozliczeniową, według której miasto płaci operatorom za każdy przejechany kilometr. W ostatnich miesiącach te stawki wzrosły o 6–13 procent w zależności od typu pojazdu. To efekt wyższych cen energii, kosztów części i pracy kierowców. Jeśli więc w przyszłym roku Kraków przeznaczy na transport podobną kwotę jak w roku bieżącym, a jednostkowe koszty pozostaną wyższe, realnym skutkiem może być ograniczenie liczby kursów. Oznacza to, że za te same pieniądze miasto kupi mniej przejazdów, a mieszkańcy będą musieli pogodzić się z rzadszymi odjazdami lub krótszymi liniami. Dla mieszkańców oznaczałoby to realne wydłużenie czasu dojazdów i większe zatłoczenie pojazdów w godzinach szczytu. Każda korekta w rozkładzie, nawet niewielka, szybko odbija się na komforcie podróżowania w codziennych relacjach między dzielnicami.
W projekcie budżetu nie widać też nowych źródeł finansowania komunikacji. Nie planuje się zwiększenia wpływów z biletów ani wyższych dotacji z budżetu państwa. Dochody z porozumień międzygminnych, czyli dopłat od gmin ościennych, mają pozostać na poziomie około 85 milionów złotych – takim samym jak w 2025 roku. To oznacza, że Kraków nie spodziewa się większego zaangażowania finansowego ze strony sąsiadujących samorządów, mimo że coraz więcej z nich korzysta z komunikacji aglomeracyjnej.
W tym samym roku planowane jest uruchomienie nowego torowiska Wieczysta–Mistrzejowice, jednej z największych inwestycji transportowych ostatnich lat. W budżecie zapisano na ten cel około 250 milionów złotych, co sugeruje finalny etap realizacji projektu. Po jego zakończeniu konieczne będzie włączenie nowej trasy do sieci tramwajowej. To jednak wymaga dodatkowych kursów, nowych rozkładów i zwiększenia pracy przewozowej. W projekcie budżetu nie zaplanowano na to żadnych dodatkowych środków. Oznacza to, że miasto będzie musiało uruchomić nowe połączenie kosztem ograniczenia linii w innych częściach Krakowa. Ewentualne zmiany w sieci będą miały charakter równoważny – nowe tramwaje pojadą na północ, ale gdzieś indziej trzeba będzie je zdjąć z torów.
Budżet bez hamulców. W 2026 r. roller coaster po krakowsku
Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie odpowiada także za utrzymanie infrastruktury i systemów transportowych. W projekcie budżetu zapisano między innymi kwoty na funkcjonowanie systemu rowerów publicznych, utrzymanie przystanków, węzłów przesiadkowych i systemów informacji pasażerskiej. Są to środki na poziomie zbliżonym do tegorocznych, co sugeruje, że w przyszłym roku nie należy spodziewać się rozwoju infrastruktury transportowej ani znaczących inwestycji w nowoczesne systemy zarządzania ruchem. Wzrost kosztów utrzymania przystanków, oświetlenia, czyszczenia czy modernizacji tablic informacji pasażerskiej będzie pokrywany z tych samych pieniędzy, bez dodatkowego wsparcia.
Budżet Krakowa na 2026 rok w obszarze komunikacji miejskiej można więc określić jako zachowawczy. Miasto planuje utrzymanie dotychczasowego poziomu wydatków, ale bez marginesu bezpieczeństwa i bez rezerw na wypadek wzrostu kosztów. Nie ma też w nim zaplanowanej rezerwy celowej, która pozwoliłaby reagować na zmieniającą się sytuację finansową operatorów czy rynek paliw i energii. W takiej konstrukcji budżetu każda podwyżka stawek, każda zmiana kosztów energii trakcyjnej czy wzrost wynagrodzeń kierowców wymusi przesuwanie pieniędzy z innych zadań. Plan finansowy w tej części miasta jest więc napięty i mało elastyczny.
Nie ma również zapisu o planowanej podwyżce cen biletów, choć analitycy miejskich finansów wskazują, że jeśli stawki za wozokilometr pozostaną na obecnym poziomie lub wzrosną, a środki w budżecie nie zostaną zwiększone, miasto stanie przed koniecznością wyboru między podwyżką cen biletów a redukcją oferty przewozowej. Ostatnie cięcia rozkładów pokazały, że margines dalszych ograniczeń jest niewielki. Utrzymanie obecnej częstotliwości kursów wymagałoby w praktyce wyższego finansowania, niż to, które zaplanowano w budżecie.
Dług Krakowa sięga 7,8 mld zł. Miszalski uspokaja, radni biją na alarm
Warto też zauważyć, że udział transportu zbiorowego w całkowitych wydatkach miasta nie rośnie. Pomimo że komunikacja pozostaje jednym z największych wydatków w budżecie Krakowa, jej finansowanie nie nadąża za tempem wzrostu kosztów w innych działach, takich jak oświata, gospodarka odpadami czy administracja. W efekcie utrzymuje się stan, w którym transport zbiorowy nie rozwija się, a jedynie trwa.
Analiza projektu budżetu wskazuje więc, że Kraków zamierza w 2026 roku utrzymać funkcjonowanie komunikacji miejskiej na podobnym poziomie jak w 2025, bez zwiększenia finansowania i bez dodatkowych rezerw. Oznacza to, że każdy wzrost kosztów – niezależnie, czy wyniknie z podwyżki energii, czy wzrostu wynagrodzeń – będzie musiał zostać zrównoważony cięciami w rozkładach jazdy lub przesunięciami środków w ramach istniejącego budżetu. W praktyce więc budżet wystarczy, by system działał, ale nie wystarczy, by działał lepiej. W praktyce przyszły rok pokaże, czy Kraków potrafi utrzymać równowagę między kosztami a jakością usług komunikacyjnych. Jeśli nie, pasażerowie mogą odczuć skutki finansowych napięć szybciej, niż przewiduje sam budżet.























