Jeszcze kilka dni temu granica 8 zł za litr diesla wydawała się psychologicznym maksimum. Na początku marca pisaliśmy, że „siódemka wraca na stacje” i w Krakowie znów można było zobaczyć ceny paliw zaczynające się od tej cyfry. Dziś tamten moment wygląda jak krótki przystanek, a nie trwały trend. Po gwałtownych podwyżkach cen hurtowych i napięciach na rynku ropy coraz częściej pojawia się pytanie nie o to, czy będzie drożej – ale jak bardzo. Scenariusz, w którym diesel kosztuje 9 zł za litr, przestał być prognozą, a zaczął być realnym wariantem na najbliższe dni. Co więcej, jak wskazują eksperci, to wcale nie musi być górna granica.
W Krakowie benzyna Pb95 kosztuje średnio około 6,79 zł za litr, a Pb98 około 7,50 zł. Olej napędowy osiąga poziom około 7,76 zł, natomiast jego droższa odmiana przekracza już 8,17 zł. Na części stacji – zwłaszcza przy głównych trasach i w bardziej ruchliwych lokalizacjach – ceny diesla są już wyższe niż 8,50 zł za litr. To właśnie olej napędowy najszybciej reaguje na zmiany na rynku i znajduje się najbliżej kolejnej granicy cenowej.
Bezpośrednim impulsem do zmian była decyzja Orlen, który w sobotę podniósł hurtową cenę diesla o 52 grosze na litrze. Jeszcze dzień wcześniej 1000 litrów oleju napędowego kosztowało 6737 zł (bez VAT), co przekładało się na około 8,14 zł za litr w hurcie. Po podwyżce cena wzrosła do 7258 zł, czyli około 8,92 zł za litr z VAT. To poziom, który praktycznie zrównał ceny hurtowe z detalicznymi.
Jak pisze Business Insider Polska, tego typu ruchy są typowe dla sytuacji kryzysowych na rynku paliw. Podwyżki hurtowe w krótkim czasie przenoszą się na ceny detaliczne, a w tym przypadku oznacza to konieczność dalszych wzrostów na stacjach. Jeszcze w połowie tygodnia prognozy były wyraźnie niższe. Analityk rynku paliw dr Jakub Bogucki z e-petrol wskazywał, że „ósemka z przodu będzie już niestety standardem”, a ceny diesla miały mieścić się w przedziale 8,05–8,25 zł za litr. Te wyliczenia przestały być aktualne po sobotniej decyzji o podwyżce cen w hurcie.
Z nowych danych wynika, że przy cenie hurtowej na poziomie około 8,93 zł za litr, nawet minimalna marża oznacza przekroczenie 9 zł na stacji. W analizach podkreślano, że „jeśli stacja doliczy jedynie 10 gr do ceny hurtowej, kierowcy i tak zapłacą za diesla ponad 9 zł”. Jednocześnie wzrosty dotyczą głównie oleju napędowego. W tym samym czasie ceny benzyny w hurcie praktycznie się nie zmieniły – spadek wyniósł mniej niż 1 grosz na litrze i nie ma większego wpływu na ceny detaliczne. Prognozy dla benzyny Pb95 pozostają w przedziale 6,94–7,09 zł za litr, a dla Pb98 od 7,76 do 7,91 zł.
Na sytuację wpływa przede wszystkim kontekst międzynarodowy. Napięcie na Bliskim Wschodzie i ryzyko zamknięcia Cieśniny Ormuz powodują ograniczenie podaży ropy. Przez ten szlak transportowane jest około 20 proc. światowych dostaw surowca. Dodatkowo konflikt obejmuje kolejne państwa regionu, a infrastruktura paliwowa jest niszczona. Ropa Brent utrzymuje się obecnie na poziomie około 110 dolarów za baryłkę, czyli niemal dwukrotnie więcej niż na początku roku. To bezpośrednio przekłada się na ceny paliw w Europie.
Do możliwego rozwoju sytuacji odniósł się na antenie RMF24 analityk XTB, Michał Staniak. Ekspert zwrócił uwagę, że ceny ropy mogą wzrosnąć nawet do 150–200 dolarów za baryłkę – „To byłoby absolutnie zabójcze dla przedsiębiorstw i konsumentów. Skutki odczujemy natychmiast. Nie mówię o 10 zł, tylko niestety więcej” – powiedział, wskazując na możliwy poziom cen paliw w przypadku dalszej eskalacji konfliktu. – podkreślił. Jak dodał, nawet dywersyfikacja dostaw ropy do Polski nie eliminuje problemu, ponieważ globalny deficyt surowca wpływa na ceny w całej Europie – „Ostrożne, konserwatywne obliczenia mówią, że jesteśmy na mniej więcej 5 milionów baryłek deficytu dziennie. To jest ogromna liczba” – zaznaczył.
W kontekście możliwych działań państwa pojawia się temat obniżki VAT na paliwa. Jednak również tutaj eksperci wskazują na ograniczoną skuteczność takiego rozwiązania – „Obniżka podatku VAT, czy to na paliwa, czy na inne dobra, zwykle wpływa na to, że przedsiębiorcy podwyższają sobie marżę. Pytanie, czy te ceny faktycznie spadną o tyle, ile wynikałoby z samej obniżki VAT” – ocenił Michał Staniak. Ekspert zwrócił także uwagę na ryzyko ograniczenia popytu – „W pewnym momencie dojdziemy do granicy bólu” – stwierdził.





















