Dlaczego dwie osoby mogą przeczytać ten sam artykuł i dojść do zupełnie innych wniosków? Badaczki Uniwersytetu Jagiellońskiego przekonują, że odpowiedzi trzeba szukać zarówno w sposobie działania ludzkiego mózgu, jak i w algorytmach decydujących o tym, co widzimy w internecie.
Nigdy wcześniej dostęp do informacji nie był tak łatwy. W kilka sekund można sprawdzić wypowiedź polityka, znaleźć dane, przeczytać analizę ekspertów albo porównać informacje z kilku źródeł. Teoretycznie powinno to ułatwiać dochodzenie do wspólnych wniosków. W praktyce większa liczba informacji nie zawsze prowadzi do zmiany poglądów. Temu zjawisku przyjrzały się dr Anna Knorr i prof. Małgorzata Kossowska z Behaviour in Crisis Lab Uniwersytetu Jagiellońskiego. W opublikowanej analizie „Demokracja w epoce algorytmów” opisują mechanizmy, które mogą sprawiać, że nawet rzetelne informacje nie wystarczają do przekonania drugiego człowieka.
Jednym z punktów wyjścia analizy jest tzw. model deficytu informacyjnego. Zakłada on, że błędne poglądy wynikają przede wszystkim z braku odpowiedniej wiedzy. Zgodnie z takim podejściem wystarczyłoby przedstawić człowiekowi wiarygodne dane i fakty, aby zweryfikował swoje stanowisko. Badaczki UJ wskazują jednak, że takie założenie nie wytrzymuje konfrontacji z danymi. Fact-checking rzadko prowadzi do trwałej zmiany opinii. Co więcej, zetknięcie z dobrze udokumentowanymi informacjami może w niektórych przypadkach dodatkowo umocnić wcześniejsze przekonania odbiorcy.
Wyjaśnienia trzeba szukać między innymi w sposobie, w jaki działa ludzki mózg. Autorki odwołują się do teorii kodowania predykcyjnego. Zgodnie z nią mózg nie odbiera otaczającego świata w sposób całkowicie bierny. Nieustannie tworzy przewidywania na podstawie wcześniejszej wiedzy i doświadczeń, a następnie porównuje je z informacjami docierającymi z otoczenia. Jeżeli nowa informacja odpowiada naszym oczekiwaniom, wcześniejsze przekonanie zostaje wzmocnione. Sytuacja komplikuje się, gdy otrzymujemy wiadomość sprzeczną z tym, w co dotychczas wierzyliśmy. Mózg może wtedy zmienić dotychczasowy sposób postrzegania rzeczywistości. Może jednak również zreinterpretować nową informację albo ją odrzucić. Im silniejsze jest wcześniejsze przekonanie, tym trudniejsza może być jego zmiana.
Do gry wchodzą algorytmy
Na sposób kształtowania poglądów wpływa również środowisko, z którego czerpiemy informacje. W przypadku internetu coraz większe znaczenie mają systemy rekomendacyjne platform cyfrowych. Ich zadaniem jest między innymi przewidywanie, jakie treści zainteresują konkretnego użytkownika i zatrzymają jego uwagę. Ma to bezpośrednie znaczenie biznesowe. Im dłużej użytkownik pozostaje na platformie, tym większe są możliwości wyświetlania mu reklam. Badaczki zwracają uwagę na rolę silnych emocji. Treści wywołujące oburzenie, lęk czy gniew mogą rozprzestrzeniać się szybciej niż spokojne i wyważone wyjaśnienia. W rezultacie użytkownik może coraz częściej otrzymywać przekazy odpowiadające jego dotychczasowym poglądom. Jednocześnie rzadziej spotyka informacje, które mogłyby je podważyć.
Nie oznacza to jednak, że człowiek jest jedynie biernym odbiorcą tego procesu. Autorki przywołują koncepcję aktywnego wnioskowania, zgodnie z którą sami poszukujemy środowisk, gdzie nasze przewidywania znajdują potwierdzenie. Algorytmy uczą się natomiast naszych zachowań i coraz skuteczniej wykorzystują tę skłonność. W praktyce oba mechanizmy mogą się wzajemnie napędzać. Użytkownik chętniej wybiera określony rodzaj informacji, a system rekomendacyjny na podstawie jego wcześniejszych decyzji podsuwa mu więcej podobnych materiałów.
Problem zaczyna się, gdy znika wspólna wersja faktów
Zdaniem autorek ma to znaczenie wykraczające daleko poza sposób korzystania z mediów społecznościowych. Konsekwencje dotyczą również funkcjonowania demokracji. Demokratyczne społeczeństwo nie musi zgadzać się we wszystkich kwestiach. Spory polityczne i społeczne są jego naturalną częścią. Do ich prowadzenia potrzebne jest jednak zaufanie do instytucji oraz możliwość odwołania się do wspólnie uznawanych podstawowych faktów. Jeżeli poszczególne grupy zaczynają funkcjonować w odmiennych światach informacyjnych, rzeczowa debata staje się znacznie trudniejsza. Ludzie mogą bowiem nie tylko inaczej oceniać te same wydarzenia, lecz także opierać swoje oceny na zupełnie innych zestawach informacji.
Badaczki podkreślają jednocześnie, że obecny sposób funkcjonowania internetu nie jest nieuchronną konsekwencją rozwoju technologii. Jest również wynikiem konkretnych decyzji projektowych, biznesowych i regulacyjnych. To oznacza, że środowisko cyfrowe może być projektowane inaczej. W analizie wskazano między innymi na unijne regulacje – Digital Services Act oraz AI Act. Pokazują one, że zasady działania platform i systemów rekomendacyjnych stają się przedmiotem nie tylko dyskusji technologicznej, ale również politycznej i etycznej.
„Same regulacje nie wystarczą”
Zdaniem prof. Małgorzaty Kossowskiej zmiany prawne są tylko jednym z elementów potrzebnych do rozwiązania problemu – Jednocześnie same regulacje nie wystarczą. Potrzebne jest także lepsze zrozumienie mechanizmów rządzących ludzkim poznaniem. Wiedza płynąca z psychologii poznawczej i neuronauki powinna stać się jednym z fundamentów projektowania przyszłych środowisk cyfrowych – mówi prof. Małgorzata Kossowska, kierownik Behaviour in Crisis Lab UJ.
Jak podsumowują autorki analizy, demokracja nie potrzebuje społeczeństwa zgadzającego się we wszystkim. Potrzebuje natomiast ludzi zdolnych do prowadzenia sporu na podstawie wspólnie uznawanych faktów. W rzeczywistości coraz mocniej kształtowanej przez systemy rekomendacyjne utrzymanie takiej wspólnej podstawy może być coraz większym wyzwaniem.




















