Dlaczego Kraków zmienia harmonogram spłaty długu? Kluczowy jest 2030 rok

źródło: Puls Krakowa

Kraków chce rozłożyć w czasie spłatę ponad 1,35 mld zł miejskiego długu. Z dokumentów przekazanych naszej redakcji wynika, że kluczową zmianą będzie zmniejszenie raty przypadającej na 2030 rok z blisko 95 mln zł do niespełna 9 mln zł. Według magistratu operacja ma przynieść również ponad 22 mln zł oszczędności na odsetkach.

Jak informowaliśmy w ubiegłym tygodniu, komisarz Stanisław Kracik zaproponował w formie uchwały refinansowanie kredytów zaciągniętych przez Kraków w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Chodzi o zastąpienie obecnych zobowiązań nowymi pożyczkami z konsorcjum PKO BP, BGK i Banku Pekao. Łączna wartość operacji wynosi 1 351 855 263,15 zł. W projekcie uchwały zapisano jedynie, że refinansowanie ma obniżyć koszty obsługi długu i poprawić wskaźniki finansowe miasta. W uzasadnieniu zabrakło jednak szczegółowych wyliczeń pokazujących, jakie korzyści ma przynieść operacja warta ponad 1,35 mld zł. Dlatego zwróciliśmy się do Urzędu Miasta Krakowa z dodatkowymi pytaniami.

W odpowiedzi przesłanej naszej redakcji magistrat przekonuje, że decyzję poprzedziła analiza rynku finansowego. Jak wyjaśniają urzędnicy, „rekordowe zyski wypracowane przez krajowy sektor bankowy w 2025 r. przełożyły się na politykę instytucji finansowych, które dysponując nadpłynnością środków finansowych, otwarte są na finansowanie potrzeb pożyczkowych jednostek samorządu terytorialnego na atrakcyjnych warunkach finansowych”. Według magistratu przeprowadzone analizy wykazały również, że „warunki w zakresie marż oferowane przez banki krajowe dla długoterminowych pożyczek są bardziej konkurencyjne niż te przyjęte w umowach z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym”, co – zdaniem urzędników – ma przełożyć się na niższe koszty obsługi długu.

Miasto ujawniło także szczegółowe wyliczenia. Wynika z nich, że refinansowanie ma przynieść około 1,39 mln zł oszczędności już w 2026 roku, a do 2043 roku łączne oszczędności na odsetkach mają wynieść 22 345 951 zł. To jednak nie wysokość oszczędności wydaje się najważniejszym elementem całej operacji. Z przekazanej naszej redakcji tabeli wynika, że zasadnicza zmiana dotyczy harmonogramu spłat.

Według obecnego harmonogramu w 2030 roku Kraków powinien spłacić 94 977 444 zł kapitału. Po refinansowaniu rata ma wynieść jedynie 8 977 444 zł, czyli o około 86 mln zł mniej. Pozostała część zobowiązania zostanie rozłożona na kolejne lata.

To właśnie ten element magistrat wskazuje jako główną korzyść refinansowania. „Zmianie ulegną jedynie wielkości rat przypadających do spłaty w poszczególnych latach, co będzie skutkować, w niektórych latach, a zwłaszcza w 2030 r., poprawą indywidualnego wskaźnika zadłużenia” – wyjaśniają urzędnicy. Jak tłumaczy magistrat, chodzi o wskaźnik określony w art. 243 ustawy o finansach publicznych. To jeden z podstawowych wskaźników oceniających zdolność samorządu do bezpiecznej spłaty zadłużenia. Według wyliczeń miasta margines bezpieczeństwa ma wzrosnąć z 0,26 proc. do 1,06 proc.

Przekazana naszej redakcji analiza pokazuje jednak również, że refinansowanie nie oznacza niższych kosztów w każdym roku. Przykładowo w 2032 roku odsetki mają wzrosnąć z 34,3 mln zł do 35,8 mln zł, w 2033 roku z 30,9 mln zł do 32,7 mln zł, a w 2034 roku z 27,6 mln zł do 29,3 mln zł. Oznacza to, że część korzyści wynika z innego rozłożenia spłat w czasie, a nie wyłącznie z niższego kosztu finansowania. Urząd zapewnia jednocześnie, że wcześniejsza spłata kredytów z Europejskiego Banku Inwestycyjnego nie będzie wiązała się z dodatkowymi kosztami, a nowe pożyczki nie przewidują prowizji poza odsetkami.

TYLKO U NAS: Wybory w Krakowie dopiero w grudniu lub styczniu? Protest Edwarda Nowaka może znacząco wydłużyć wyborczy kalendarz

Plan refinansowania przygotowany przez komisarza Stanisława Kracika pojawia się w czasie, gdy finanse Krakowa pozostają pod dużą presją. Na koniec 2025 roku zadłużenie miasta osiągnęło rekordowe 7,9 mld zł, czyli o blisko 1,85 mld zł więcej niż dwa lata wcześniej. Raport o stanie gminy wykazał również 947,3 mln zł deficytu budżetowego, 124,6 mln zł deficytu operacyjnego oraz niespełnienie relacji wynikających z art. 242 i 243 ustawy o finansach publicznych.

Przed objęciem funkcji komisarza Stanisław Kracik był zastępcą prezydenta Aleksandra Miszalskiego i należał do kierownictwa magistratu również w okresie, gdy zadłużenie miasta wzrosło do rekordowego poziomu. Obecnie przekonuje, że refinansowanie ponad 1,35 mld zł długu pozwoli poprawić wskaźniki finansowe Krakowa oraz przynieść ponad 22 mln zł oszczędności na odsetkach.

Raport za 2025 rok pokazuje, że Kraków wchodzi w kolejny rok z zadłużeniem bliskim 8 mld zł, deficytem budżetowym wynoszącym 947,3 mln zł, deficytem operacyjnym przekraczającym 124 mln zł oraz niespełnionymi relacjami wynikającymi z art. 242 i 243 ustawy o finansach publicznych. Jeśli obecne tempo się utrzyma, w najbliższych latach może dojść do 9,5 miliarda złotych. To moment, w którym dług zrówna się z rocznym budżetem miasta. A wtedy – jak mówią ekonomiści – system sam się zablokuje.

Według ustawy o finansach publicznych dług samorządu nie może przekroczyć jego rocznych dochodów. Jeśli zadłużenie zrówna się z budżetem – czyli przekroczy 9,5 miliarda złotych – Regionalna Izba Obrachunkowa zablokuje budżet miasta. Kraków nie będzie mógł zaciągać nowych kredytów, nie uzyska zgody na emisję obligacji, a każda inwestycja wymagająca wkładu własnego stanie. Miasto będzie musiało przygotować program naprawczy – plan drastycznych oszczędności, który zamrozi rozwój na lata.

W takiej sytuacji Regionalna Izba Obrachunkowa nie tylko „zwróci uwagę” miastu, ale w praktyce przejmie nadzór nad jego finansami. To właśnie RIO sprawdza, czy budżet i wieloletnia prognoza finansowa spełniają wymogi ustawy o finansach publicznych. Jeśli relacja długu i kosztów jego obsługi do dochodów bieżących przekroczy dopuszczalny limit, Izba może odmówić zatwierdzenia budżetu i zobowiązać prezydenta do jego natychmiastowej korekty. Wtedy nie ma już miejsca na uznaniowość czy polityczne tłumaczenia – budżet po prostu nie wejdzie w życie. Miasto nie będzie mogło podpisać nowych umów kredytowych, nie wyemituje obligacji, a banki komercyjne i instytucje finansowe automatycznie wstrzymają wszelkie negocjacje, bo bez pozytywnej opinii RIO samorząd staje się niewiarygodnym dłużnikiem.

To nie jest abstrakcyjna sankcja. Regionalna Izba Obrachunkowa działa jak finansowy strażnik konstytucyjny: nie pozwala samorządom żyć ponad stan. Jeśli Kraków przekroczy próg 100 procent relacji długu do dochodów, Izba wprowadzi rygor nadzorczy, który może oznaczać konieczność przyjęcia tzw. programu naprawczego. To dokument narzucony z góry – nie konsultowany z radnymi, nie poddawany głosowaniu – który wymusza określone działania: cięcia wydatków bieżących, wstrzymanie inwestycji, redukcję zatrudnienia, podwyżki lokalnych opłat. W praktyce RIO nie „doradza”, tylko dyktuje, jak miasto ma się ratować. Jeśli prezydent nie dostosuje się do zaleceń, Izba może sama ustalić plan finansowy miasta, a nawet skierować sprawę do wojewody.

W skrajnym scenariuszu, jeśli sytuacja się nie poprawi, wojewoda ma prawo wprowadzić zarząd komisaryczny – czyli de facto odebrać miastu kontrolę nad jego pieniędzmi. Taki komisarz, wyznaczony przez administrację rządową, ma pełnię władzy budżetowej: decyduje, co finansować, a co wstrzymać, bez pytania o zgodę rady miasta. Dla Krakowa oznaczałoby to utracenie finansowej autonomii, ograniczenie decyzji inwestycyjnych do minimum i przymusowe „zaciskanie pasa” – nie na rok czy dwa, lecz na całe lata. W tym czasie każda złotówka, każdy przetarg, każdy remont musiałby przejść przez biurokratyczne sito Izby i wojewody.

Krótko mówiąc: jeśli Kraków przekroczy próg 9,5 miliarda długu, nie zbankrutuje, ale zostanie objęty finansowym nadzorem. Miasto nie przestanie istnieć, ale przestanie decydować o sobie. Regionalna Izba Obrachunkowa stanie się wtedy nie tyle kontrolerem, co zarządcą bo decyzje o pieniądzach zapadną gdzie indziej – na biurku w RIO, a nie w magistracie przy pl. Wszystkich Świętych. W praktyce oznaczałoby to cięcia w kulturze, administracji, transporcie, pomocy społecznej, a nawet w utrzymaniu szkół. Tymczasem tylko w oświacie miasto dopłaca rocznie ponad miliard złotych więcej, niż dostaje z budżetu państwa. Miszalski przyznał: – „To największe obciążenie dla samorządu, luka oświatowa wynosi 1,5 miliarda złotych”.

Granica 9,5 miliarda złotych długu, uznawana dziś za niebezpieczną, za dwa–trzy lata może być już tylko teoretyczna. Jeśli dochody budżetu przekroczą 10 miliardów, sam próg 100 procent długu automatycznie przesunie się w górę. Ale to nie znaczy, że sytuacja się poprawi – bo prawdziwy problem leży w proporcji między pieniędzmi zarabianymi a wydawanymi. Kraków będzie mieć większy budżet, lecz wciąż zdominowany przez wydatki stałe i spłatę zobowiązań. Innymi słowy: większe liczby na papierze, ale mniej wolnych środków w kasie.

TYM ŻYJE KRAKÓW: „Rolujemy Kraków”. Radni o długu miasta: spirala, z której nie ma wyjścia

Warto też pamiętać, że prognozy wzrostu dochodów nie są gwarancją. Kraków zakłada, że wpływy z podatków i subwencji będą rosły, ale to założenie łatwo może się rozsypać. Wystarczy spowolnienie gospodarcze, wzrost bezrobocia albo kolejna reforma podatkowa wprowadzona przez rząd, by dochody samorządów nagle spadły. Już w czasie Polskiego Ładu miasto straciło kilkaset milionów złotych wpływów z PIT, których nie udało się w pełni odzyskać. Do tego dochodzi inflacja – im wyższe ceny usług, energii i wynagrodzeń, tym większe wydatki bieżące. W efekcie nawet jeśli dochody nominalnie wzrosną do 10 miliardów złotych, realnie Kraków może mieć mniej pieniędzy do dyspozycji niż dziś. Takie załamanie równowagi byłoby szczególnie groźne w momencie, gdy rosną koszty obsługi długu i przygotowania wielkich inwestycji, jak metro.

Na tym tle pojawia się jeszcze jeden temat – metro. Według dokumentów planistycznych koszt jego budowy ma wynieść co najmniej 15 miliardów złotych, choć w kuluarach urzędnicy mówią nawet o 30 miliardach. Wkład własny miasta to od 10 do 15 procent. To oznacza, że Kraków musiałby wyłożyć od 1,5 do nawet 4,5 miliarda złotych. I tych pieniędzy miasto nie ma. Nie ma też możliwości, by wyłożyć je z bieżących dochodów, bo każda nadwyżka jest już zarezerwowana na spłatę zadłużenia. Oznacza to jedno: jeśli metro powstanie, jego wkład własny również stanie się nowym długiem. A wtedy całkowite zadłużenie Krakowa może przekroczyć 10 miliardów złotych.

TYLKO U NAS: Metro w Krakowie może kosztować dwa razy więcej. Prezydent pokazuje wizualizacje, radni liczą miliardy

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry