Dług Krakowa sięga 7,8 mld zł. Miszalski uspokaja, radni biją na alarm

źródło: PulsKrakowa.pl

– Sytuacja Krakowa jest stabilna i nie grozi nam żadna katastrofa budżetowa – zapewniał w czwartek prezydent Aleksander Miszalski podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miasta. Tymczasem przedstawione przez niego samego wykresy pokazują, że zadłużenie miasta zbliża się do rekordowych poziomów, a roczne koszty jego obsługi przekroczyły już 400 milionów złotych. W tle – rosnąca luka w finansowaniu oświaty i konieczność emisji kolejnych obligacji na bieżące wydatki.

Czwartkowa, nadzwyczajna sesja Rady Miasta Krakowa została zwołana na wniosek klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości. Ich zdaniem finanse stolicy Małopolski znajdują się „na skraju przepaści”, a w kasie zaczyna brakować pieniędzy nawet na wynagrodzenia nauczycieli i kierowców MPK. – Muszą zadłużać miasto, by wypłacać ludziom pensje. Biorą chwilówki konsumpcyjne z odroczonym terminem płatności – mówił wiceprzewodniczący RMK Michał Drewnicki, uzasadniając potrzebę debaty. Aleksander Miszalski przekonywał, że sytuacja finansowa Krakowa jest pod kontrolą, a wzrost zadłużenia to „efekt inwestycji i zaniedbań poprzedników”.

Dług rośnie z roku na rok

Z danych zaprezentowanych przez Miszalskiego wynika, że kwota długu miasta wzrosła z 3,47 mld zł w 2020 roku do 7,87 mld zł w 2025 roku. W samym 2023 roku zadłużenie zwiększyło się o 1,36 mld zł, w 2024 – o kolejne 788 mln zł, a w tym roku planowany wzrost to ponad miliard. Prezydent próbował tłumaczyć, że 90 procent nowych zobowiązań to środki przeznaczone na inwestycje. Nie zmienia to jednak faktu, że relacja długu do dochodów bieżących sięga 83,9 procent, zaledwie kilkanaście punktów poniżej ustawowego limitu 100 proc.

– Dwa lata temu było 89 proc., więc sytuacja się poprawia – uspokajał Miszalski, przekonując, że „tendencja jest pozytywna”. Faktycznie, jeszcze w 2023 roku deficyt operacyjny wynosił 740 mln zł, czyli niemal 8 procent dochodów miasta, w 2024 roku spadł do 261 mln zł (2,8 proc.), a w 2025 – do 84 mln zł (niecały 1 proc.). Ale nawet mimo tej poprawy Kraków piąty rok z rzędu pozostaje na minusie – co oznacza, że bieżące wydatki wciąż przewyższają dochody.

TYLKO U NAS: Trzynasty pełnomocnik Aleksandra Miszalskiego. Kraków mnoży etaty

Drewnicki: „Miasto nie może żyć z kredytu”

Wiceprzewodniczący Rady Miasta i lider klubu PiS Michał Drewnicki zarzucił prezydentowi, że jego narracja o „stabilnych finansach” jest oderwana od rzeczywistości. – Uznajemy, że pan prezydent i jego zaplecze nie radzą sobie z rosnącymi wydatkami bieżącymi i z długiem, który w ciągu dwóch lat wzrósł o prawie dwa miliardy złotych. Jeśli Donald Tusk jest pańskim patronem, to niech teraz weźmie za was odpowiedzialność – mówił Drewnicki.

Radny podkreślił, że miasto nie może żyć z kredytu, a sytuacja, w której samorząd musi zaciągać zobowiązania, by wypłacić pensje nauczycielom, jest – jak powiedział – „patologiczna”. – To tak, jakby ktoś w domu zaciągał kredyt, żeby kupić jedzenie. Tak wygląda dziś Kraków. Najpierw obligacje na wynagrodzenia, potem na kolejne rachunki. To prosta droga do katastrofy. W swoim wystąpieniu Drewnicki przypomniał też, że gdyby nie czasowe złagodzenie rygorów finansowych dla samorządów – decyzja rządu jeszcze z czasów PiS – Kraków nie mógłby dziś uchwalić budżetu. – To te przepisy was ratują. Bez nich nie byłoby ani tego budżetu, ani kolejnego. Radny oskarżył prezydenta o „żonglowanie statystyką” i przedstawianie danych w taki sposób, by zawsze wypadły korzystnie dla magistratu. – Raz pokazuje pan procenty, raz nominalne kwoty – zależnie, jak panu pasuje. Ale nie zmieni to faktu, że w ciągu dwóch lat zadłużenie wzrosło o jedną trzecią. Na koniec dodał – Pan prezydent już sięgnął dachu we własnym ego. Proponuję zejść na drugie piętro i spojrzeć w tabelki. Bo rząd nie uratuje miasta, które nie ma strategii. A dziś tak właśnie wygląda Kraków.

Coraz droższy dług

W 2021 roku miasto wydawało na odsetki 60 mln zł, w 2025 – już ponad 400 milionów złotych. – To wina wysokich stóp procentowych. Może rada skieruje rezolucję do prezesa Glapińskiego, żeby je obniżył – wyjaśniał Miszalski. Według prezydenta, relacja kosztu obsługi długu do wydatków bieżących nie rośnie, bo zwiększają się dochody miasta. Ale w praktyce oznacza to, że Kraków co roku musi rezerwować setki milionów złotych tylko na spłatę odsetek. A to pieniądze, których brakuje na szkoły, transport czy inwestycje.

Jednym z głównych argumentów prezydenta była tzw. luka edukacyjna – różnica między kosztami oświaty a subwencją z budżetu państwa. Jak wynika z jego prezentacji, potrzeby oświatowe Krakowa w 2025 roku sięgają 3,9 mld zł, z czego subwencja i dotacje to 2,38 mld zł. Brakuje więc około 1,5 miliarda złotych, które miasto musi dopłacać z własnych środków. Miszalski obarczył winą rząd PiS, wskazując, że to w okresie ich rządów „luka rosła lawinowo”. Jednocześnie przyznał, że nawet po zmianie władzy problem nie zniknął. – W tym roku luka spadła o 100 mln zł, ale dalej jest gigantyczna. Brakuje pieniędzy. Nie ma co tego ukrywać – powiedział.

WAŻNE: Mniej tramwajów, więcej długu. Kraków tnie kursy, bo zaczyna brakować pieniędzy?

Radny Mariusz Kękuś, zarzucił prezydentowi przedstawianie niepełnych danych. Jak mówił, podczas ostatniej komisji budżetowej urzędnicy sami przyznali, że w miejskim budżecie brakuje łącznie około 650 milionów złotych – 200 mln zł na wynagrodzenia nauczycieli, 28 mln zł na pensje dla urzędników i blisko 50 mln zł na komunikację zbiorową.

To nie my straszymy, to my jesteśmy wystraszeni – mówił Kękuś. – Jeśli dodać wszystkie te kwoty do planowanego zadłużenia, to wskaźnik długu nie wynosi 83 procent, jak mówi pan prezydent, tylko 88 albo 89.

Radny przypomniał, że radni dowiedzieli się o skali braków dopiero w październiku, podczas komisji budżetowej. – Nie mam powodu, by nie wierzyć dyrektorom, którzy powiedzieli to oficjalnie. A nikt z magistratu tego nie sprostował. Kękuś zarzucił też prezydentowi brak transparentności. – Próbowałem się kontaktować z Wydziałem Budżetu i Wydziałem Edukacji, ale nikt nie chciał rozmawiać. Nie wiem, czego się boją, ale wygląda na to, że funkcjonujemy w rzeczywistości, w której radni poznają prawdę z opóźnieniem.

Pan prezydent sam przyznał, że brakuje półtora miliarda złotych. My uważamy, że jeszcze więcej – nawet 1,9 miliarda. Ale cel mamy wspólny: chcemy, by rząd wreszcie pokrył pełne koszty edukacji, które sam nałożył na samorządy.

Radny podkreślał, że to nie jest kwestia polityczna, ale elementarna odpowiedzialność za finanse miasta. – Nie robimy cyrku. Po prostu pokazujemy fakty. Brakuje 650 milionów złotych i to trzeba naprawić.

– Zamiast przyznać, że jest źle, próbuje pan udowodnić, że jest dobrze. A przecież każdy, kto patrzy na liczby, widzi, że nie jest – mówił Michał Starobrat z klubu Kraków dla Mieszkańców. W swoim wystąpieniu stwierdził, że prezydent Miszalski „zachował się bardziej jak szef małopolskiej Platformy Obywatelskiej niż prezydent Krakowa”

Starobrat zarzucił prezydentowi manipulowanie danymi i przypomniał, że część rzekomego deficytu sprzed trzech lat to efekt technicznego przesunięcia środków z Ministerstwa Finansów, a nie faktycznego spadku dochodów. – To są sztuczki księgowe, które mają poprawić wizerunek. A mieszkańcy nie potrzebują wizerunku, tylko stabilnego miasta – podkreślał. Jego zdaniem obecne cięcia w komunikacji miejskiej są faktem, a dane Platformy Komunikacyjnej Krakowa, według których na ulice wyjeżdża o 15 procent mniej tramwajów niż rok wcześniej, tylko to potwierdzają. – Nie trzeba ekspertów, żeby zobaczyć, że tramwaje są przepełnione, a kursów mniej. Krakowianie widzą to codziennie.

Radny Starobrat zaproponował utworzenia tzw. programu ostrożnościowego, który – jak wyjaśnił – pozwoliłby Krakowowi na uzyskanie taniej pożyczki z budżetu centralnego i restrukturyzację części długu. – Artykuł 224 ustawy o finansach publicznych daje taką możliwość. Skorzystało z niej Zabrze, które przy podobnym poziomie zadłużenia pozyskało ponad 350 mln zł pożyczki z oprocentowaniem rzędu 2,3 proc. – tłumaczył radny. Według jego szacunków Kraków mógłby dzięki temu uzyskać nawet 3–3,5 miliarda złotych taniego finansowania, co pozwoliłoby zaoszczędzić 100–140 milionów złotych rocznie tylko na kosztach obsługi długu. – To nie jest populizm, to realne narzędzie. Trzeba tylko chcieć po nie sięgnąć i przygotować program, który zatwierdzi Regionalna Izba Obrachunkowa – apelował do prezydenta.

„Czas przestać udawać, że wszystko jest dobrze”

Radny zwrócił też uwagę, że wdrożenie programu ostrożnościowego nie musi oznaczać masowych zwolnień w urzędzie, a jedynie racjonalizację zatrudnienia. – Jeśli ktoś odchodzi na emeryturę, nie zawsze trzeba zatrudniać następcę. Miasto Zabrze udowodniło, że można oszczędzać, nie szkodząc mieszkańcom. Jego zdaniem Kraków stoi dziś przed wyborem: albo sam wprowadzi plan oszczędnościowy, albo zostanie do tego zmuszony przez Regionalną Izbę Obrachunkową w formie programu naprawczego, który dotknie bezpośrednio mieszkańców.

– Mieszkańcy widzą, że nie jest dobrze. Władze powinny to wreszcie przyznać i działać, zanim zrobi to za nas RIO. – zakończył Starobrat.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry