„Filip Chajzer jest dla nas przedstawicielem elit” (ROZMOWA PULSU)

Dlaczego celem protestu stał się lokal związany z Filipem Chajzerem? Czy aktywiści mieli świadomość, że działa on na zasadzie franczyzy? I dlaczego uważają radykalne formy protestu za uzasadnione? W rozmowie z nami Beata Wrońska z Ruchu Klimatycznego Jazda odpowiada na pytania dotyczące głośnej akcji przeprowadzonej w krakowskiej Galerii Mozaika oraz przedstawia cele, które ruch chce osiągnąć.

PulsKrakowa.pl: Dlaczego celem Waszej akcji w Krakowie stał się lokal Kreuzberg Kraft Kebap w Galerii Mozaika? 

Beata Wrońska, Ruch Klimatyczny Jazda :To jeden z lokali działających w ramach franczyzy związanej z Filipem Chajzerem. Inne znajdują się m.in. we Władysławowie, Lublinie i Kielcach, natomiast zdecydowaliśmy się na akcję w Krakowie, bo tam jesteśmy obecnie bardziej aktywni. 

Czemu protest został skierowany właśnie przeciwko Filipowi Chajzerowi? Czym Wam się naraził? 

– Filip Chajzer jest dla nas dość sztandarowym przedstawicielem elit, przeciwko którym kierujemy nasze działania. Jako dziennikarz wielokrotnie – naszym zdaniem – bagatelizował problem zmian klimatu i w ironiczny sposób odnosił się do globalnego ocieplenia. To osoba publiczna, która ma duże zasięgi w mediach społecznościowych, a jej wypowiedzi wpływają na opinię wielu ludzi. 

Oprócz tego jest dla nas przykładem stylu życia, który wiąże się z wysoką emisją. Chodzi o częste podróże samolotem, posiadanie drogich nieruchomości z klimatyzacją czy korzystanie z dużego elektrycznego SUV-a. W naszej ocenie nie można mówić o ekologii tylko dlatego, że samochód jest elektryczny – to jest greenwashing. W Polsce energia elektryczna nadal w dużej mierze pochodzi ze spalania paliw kopalnych, dlatego taki pojazd również wiąże się z emisjami pośrednimi. 

Czy mieliście świadomość, że protest odbywa się w lokalu prowadzonym przez franczyzobiorcę, a nie bezpośrednio przez Filipa Chajzera? Jak odpowiadacie na zarzut, że uderzył on przede wszystkim w właścicieli i pracowników lokalu? 

– Tak, mieliśmy tego świadomość. Wiedzieliśmy o tym już na etapie przygotowań i wyboru lokalizacji akcji. Zostało to zresztą wyraźnie napisane w informacji prasowej, którą tego samego dnia rozesłaliśmy do mediów. Pojawiające się później sugestie, że nie wiedzieliśmy o tym, iż lokal prowadzi franczyzobiorca, są po prostu nieprawdziwe. 

Filip Chajzer jest franczyzodawcą tej sieci, czerpie z niej korzyści finansowe i jest z nią  kojarzony wizerunkowo. Regularnie publikuje w mediach społecznościowych materiały z poszczególnych lokali, promując markę i utożsamiając się z nią. Dlatego uważamy, że tłumaczenie, iż lokal nie ma z nim związku, jest nietrafione. 

Od początku podkreślaliśmy, że protest był wymierzony w lokal ze względu na jego powiązanie z Filipem Chajzerem, a nie w osoby prowadzące punkt. To podobna sytuacja, jak gdyby ktoś przeprowadził akcję w kilku sklepach Żabki – większość osób zrozumiałaby, że protest nie jest wymierzony w franczyzobiorców, lecz w markę lub jej właściciela. 

Dlaczego zdecydowaliście się użyć właśnie gnijących owoców? Wcześniej podczas protestów wykorzystywaliście m.in. sztuczne odchody. Czy wybór owoców miał wymiar symboliczny? 

– Zdecydowaliśmy się na użycie gnijących owoców, ponieważ protest odbywał się przed lokalem gastronomicznym i uznaliśmy, że taka forma będzie bardziej adekwatna. Zepsute jedzenie miało symbolizować – w naszej ocenie – zgniliznę moralną samozwańczych elit oraz samolubne działania podejmowane bez refleksji nad ich długofalowymi konsekwencjami. Chcieliśmy również nawiązać do tego, jak pleśń rozprzestrzenia się z jednego zepsutego owocu na pozostałe. W podobny sposób – naszym zdaniem – szkodliwe postawy i przekazy mogą wpływać na kolejne osoby. 

Czy zabrudzenie cudzej przestrzeni uważacie za uzasadnioną formę protestu? Dlaczego zdecydowaliście się właśnie na takie działania? 

– Jesteśmy ruchem, który stosuje nieposłuszeństwo obywatelskie jako formę protestu. Mamy świadomość, że nasze działania nie zawsze są zgodne z prawem, jednak podejmujemy je, akceptując związane z tym konsekwencje. Uważamy, że istnieje ku temu wyższa konieczność. W naszej ocenie katastrofa klimatyczna osiągnęła już taki poziom, że czas na łagodniejsze środki minął. Nie mówimy o zagrożeniu, które dopiero nadejdzie – ono już jest. Dlatego uważamy, że trzeba działać teraz, nawet jeśli oznacza to sięganie po bardziej radykalne formy. Jak często mówimy, dom, w którym wszyscy żyjemy, już płonie. Pozostaje pytanie, ile osób uda się jeszcze z niego uratować. 

A jak wyglądała kwestia odpowiedzialności za sprzątanie i ewentualne straty poniesione przez lokal? Czy pokryliście koszty związane z akcją w Krakowie? 

– Po zakończeniu akcji poprosiliśmy o zgodę na posprzątanie i taką zgodę otrzymaliśmy. Usunęliśmy rozrzucone owoce, umyliśmy podłogę, a także wyczyściliśmy zabrudzoną część ściany, tak aby usunąć pozostawione ślady.Jeśli chodzi o ewentualne straty poniesione przez franczyzobiorcę, ochroniarz poprosił nas o pozostawienie kontaktu na wypadek, gdyby właściciel lokalu chciał podjąć kroki prawne związane z konsekwencjami naszej akcji. Oczywiście ma do tego prawo. 

Dlaczego zdecydowaliście się kierować swoje akcje przeciwko konkretnym osobom publicznym, a nie np. instytucjom czy firmom? Jakimi kryteriami kierujecie się przy wyborze osób, które stają się celem waszych działań? 

– Zaczęliśmy od serii performansów skierowanych przeciwko celebrytom, ponieważ są oni najbardziej widocznym odłamem elit. Politycy czy biznesmeni również często dysponują dużymi majątkami i odpowiadają za znaczną część emisji, ale zazwyczaj mniej publicznie eksponują swój styl życia. 

Celebryci natomiast często pokazują swoje życie w mediach społecznościowych i promują określony model konsumpcji jako aspiracyjny. Wpływa to na sposób myślenia wielu osób, które chciałyby żyć podobnie, mimo że taki styl życia nie jest możliwy do utrzymania na większą skalę i ma negatywne konsekwencje dla środowiska. 

Przy wyborze osób bierzemy pod uwagę m.in. ich rozpoznawalność, zasięgi oraz to, czy ich działania lub publiczne zachowania w szczególny sposób wpisują się w problem, na który chcemy zwrócić uwagę. Nie chodzi tylko o samą emisję, ale również o wpływ, jaki dana osoba ma na innych ludzi. 

Czy nie obawiacie się, że tego typu głośne akcje mogą odwrócić uwagę od samego problemu klimatu i sprawić, że debata skupi się bardziej na formie protestu niż na jego przesłaniu? 

– To zarzut, który często wobec nas pada. My jednak opieramy swoje działania na koncepcji tak zwanego efektu radykalnej flanki. Zakłada ona, że bardziej radykalne działania części ruchu mogą zwiększać poparcie dla jego bardziej umiarkowanych postulatów. 

Mówiąc prościej – kiedy ludzie widzą bardzo radykalne formy protestu, mogą uznać je za zbyt daleko idące, ale jednocześnie łatwiej akceptują bardziej umiarkowane działania i postulaty związane z tym samym problemem. Uważamy, że podobny mechanizm działa również w przypadku naszych akcji – wywołują one dyskusję, a następnie pozwalają innym osobom i organizacjom mówić szerzej o problemie kryzysu klimatycznego. 

Czy macie konkretny cel, który chcecie osiągnąć poprzez swoje działania? Co powinno się wydarzyć, żebyście uznali, że Wasze protesty przyniosły efekt? 

– Tak, mamy też bardzo konkretne cele, na które chcemy naciskać zarówno opinię publiczną, jak i polityków. Chodzi m.in. o ustawę o odbudowie Polskiego Transportu Publicznego i Polskiej Kolei oraz ratowaniu miejsc pracy na kolei. To projekt przygotowany przez stronę społeczną, który do Sejmu został złożony przez klub parlamentarny Lewicy. My nie jesteśmy i nie będziemy partią polityczną, dlatego doceniamy tę współpracę. 

Ustawa będzie dalej procedowana jesienią i chcemy wywierać presję, aby prace nad nią były kontynuowane. Uważamy, że jest to projekt ważny nie tylko z perspektywy klimatu, ale również bezpieczeństwa narodowego, ponieważ wspiera infrastrukturę krytyczną, jaką jest kolej. 

Chcemy zwracać uwagę na decyzje polityków i pokazywać, jakie mogą być ich konsekwencje. W naszej ocenie obecny model oparty w dużej mierze na transporcie samochodowym służy przede wszystkim interesom określonych grup, m.in. koncernów paliwowych czy dużych firm transportowych. To one korzystają z rozwoju transportu ciężarowego, podczas gdy koszty utrzymania infrastruktury drogowej ponoszą wszyscy mieszkańcy. 

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry