Przez lata Krakchemia była częścią grupy tworzonej wokół delikatesów Alma i jednym z najbardziej rozpoznawalnych krakowskich przedsiębiorstw. Teraz firma nie jest w stanie terminowo spłacać zobowiązań. W tle są wielomilionowe należności podatkowe, gwałtowny spadek przychodów oraz pytania o relacje z nowo utworzoną spółką.
Nazwę Krakchemia kojarzy wielu mieszkańców Krakowa, choć firma od lat nie prowadzi działalności skierowanej bezpośrednio do klientów detalicznych. Jej historia łączy się z dobrze znaną krakowianom siecią delikatesów Alma, która zniknęła z rynku po głośnym kryzysie finansowym. Oba przedsiębiorstwa wywodzą się z tego samego biznesowego środowiska, a przez lata łączyła je osoba Jerzego Mazgaja. Teraz także Krakchemia znalazła się przed widmem upadłości. Zarząd spółki poinformował 7 września, że firma straciła zdolność terminowego regulowania wymagalnych zobowiązań i złożyła do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości.
Nie oznacza to jeszcze, że Krakchemia formalnie upadła. Decyzję w tej sprawie musi podjąć sąd po zbadaniu sytuacji przedsiębiorstwa. Samo złożenie wniosku pokazuje jednak, że wcześniejsze próby ratowania firmy nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Krakchemia prowadziła postępowanie restrukturyzacyjne i próbowała zawrzeć częściowy układ z wierzycielami. W marcu 2026 roku Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia zatwierdził układ, a w lipcu Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił zażalenie jednego z wierzycieli. Mimo tego sytuacja spółki nadal się pogarszała. Zarząd przyznał, że przedłużająca się restrukturyzacja, problemy podatkowe i utrata zaufania kontrahentów doprowadziły do gwałtownego ograniczenia działalności.
Początki przedsiębiorstwa sięgają 1945 roku, kiedy powołano Rejonową Składnicę Przemysłu Chemicznego. Firma przechodziła później kolejne przekształcenia, a jej losy zostały związane z Almą Market. Na bazie dawnej Krakchemii rozwijano sieć sklepów Alma, natomiast działalność polegającą na sprzedaży produktów chemicznych wydzielono do osobnej spółki, która ponownie zaczęła działać pod nazwą Krakchemia. Przez lata była ona częścią grupy kapitałowej Alma Market. W odróżnieniu od znanych krakowianom delikatesów obsługiwała głównie przemysł, sprzedając granulaty tworzyw sztucznych, folie opakowaniowe, chemikalia i odczynniki laboratoryjne. Towary trafiały do zakładów w całej Polsce oraz na rynki zagraniczne.
Kryzys Almy, który rozpoczął się w 2016 roku, odbił się również na Krakchemii. Problemy dawnej spółki dominującej wpłynęły na postrzeganie całej grupy przez banki, ubezpieczycieli i dostawców. Krakchemia przetrwała upadek delikatesów i kontynuowała działalność, ale nigdy nie odzyskała dawnej pozycji. Po niemal dziesięciu latach sama wystąpiła do sądu z wnioskiem o upadłość. W komunikacie giełdowym jej zarząd jako główną przyczynę niewypłacalności wskazał spadek przychodów wynikający z utraty możliwości współpracy z dostawcami.
Największym obciążeniem są zobowiązania podatkowe dotyczące rozliczeń VAT z lat 2013–2015. Według stanu na 4 września 2026 roku ich łączna wartość wynosiła 76 825 695,87 zł. Z tej kwoty ponad 33,6 mln zł stanowiły odsetki. Zarząd wyjaśniał, że obciążenie spółki tak dużymi należnościami doprowadziło do utraty zaufania na rynku. Dostawcy nie chcieli kontynuować współpracy, przez co firma nie była w stanie utrzymać wcześniejszego poziomu sprzedaży. W 2024 roku Krakchemia osiągnęła prawie 44,6 mln zł przychodów, natomiast rok później było to już tylko 25,1 mln zł. Sprzedaż zmniejszyła się więc w ciągu roku o około 44 proc. Spółka poniosła w 2025 roku ponad 12,1 mln zł straty netto. Rok wcześniej strata wyniosła blisko 13,5 mln zł. Oznacza to, że w ciągu dwóch lat firma zanotowała łącznie ponad 25 mln zł straty. Problemy Krakchemii nie zaczęły się zatem wraz z wrześniowym wnioskiem o upadłość, lecz narastały przez dłuższy czas.
Osobna sprawa dotyczy kontroli rozliczeń VAT za 2017 rok. Małopolski Urząd Celno-Skarbowy uznał, że część faktur wystawionych Krakchemii przez wybranych dostawców nie dokumentowała rzeczywistych transakcji. Zdaniem urzędników spółka miała zawyżyć podatek naliczony o ponad 7,3 mln zł. Krakchemia od początku nie zgadzała się z tymi ustaleniami i zapowiadała wykorzystanie wszystkich dostępnych środków prawnych. Wyniki kontroli nie były ostateczną decyzją podatkową i nie kończyły postępowania, dlatego nie można traktować ustaleń urzędu jako prawomocnego rozstrzygnięcia.
Na początku września urząd skarbowy wezwał spółkę do przedstawienia informacji o posiadanych nieruchomościach, rzeczach ruchomych oraz prawach majątkowych. Zarząd Krakchemii ocenił, że może to poprzedzać wydanie decyzji o zabezpieczeniu przyszłych należności podatkowych na majątku przedsiębiorstwa. Zdaniem władz firmy wykonanie takiego zabezpieczenia mogłoby pozbawić ją możliwości regulowania bieżących płatności i prowadzenia działalności. Kilka dni po otrzymaniu wezwania zarząd zdecydował o złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości.
Równocześnie pojawiły się pytania o to, co w ostatnich latach działo się z działalnością operacyjną i majątkiem Krakchemii. Akcjonariusz Sebastian Dzirba zażądał zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które ma się odbyć 7 października. W porządku obrad znalazło się odwołanie pięciu członków rady nadzorczej, powołanie nowego składu tego organu oraz decyzja o wyborze rewidenta do spraw szczególnych. Zadaniem zewnętrznej firmy audytorskiej miałoby być zbadanie działań podejmowanych w Krakchemii od początku 2021 roku.
Część proponowanej kontroli dotyczy relacji z Nova Krakchemia. To utworzona w 2025 roku spółka prowadząca działalność zbliżoną do dotychczasowego biznesu Krakchemii. W czerwcu 2026 roku giełdowa firma przestała być jej jedynym właścicielem. Wcześniej oba podmioty zawarły umowę ramową dotyczącą sprzedaży artykułów chemicznych i granulatów tworzyw sztucznych. Rada nadzorcza Krakchemii zgodziła się później na zawieranie kolejnych transakcji między spółkami, wskazując, że mają się one odbywać na warunkach rynkowych.
Jeżeli akcjonariusze zgodzą się na powołanie rewidenta, ma on ustalić, czy do Nova Krakchemia przekazywano klientów, kontrakty, pracowników, zapasy lub prawa do znaków towarowych oraz czy Krakchemia otrzymywała za to odpowiednie wynagrodzenie. Badaniem mają zostać objęte również kontakty z KCH Properties, sprzedaż nieruchomości w Płocku za 2,65 mln zł brutto oraz sposób wykorzystania uzyskanych pieniędzy. Sprawdzone miałyby zostać także pożyczki i zabezpieczenia ustanawiane w transakcjach z Jerzym Mazgajem, członkami władz spółki oraz znaczącymi akcjonariuszami. Na obecnym etapie są to jednak zagadnienia wskazane we wniosku o przeprowadzenie audytu, a nie potwierdzone nieprawidłowości. Nie ma również pewności, czy rewident zostanie powołany, ponieważ zdecyduje o tym dopiero głosowanie akcjonariuszy.
W miesiącach poprzedzających wniosek o upadłość doszło również do dużych zmian w akcjonariacie. Na początku kwietnia Jerzy Mazgaj posiadał 2,8 mln akcji Krakchemii, stanowiących 31,11 proc. jej kapitału. Po transakcjach przeprowadzonych w drugiej połowie miesiąca jego udział spadł najpierw do 11,69 proc., a później do 10 proc. Następnie sprzedawał kolejne akcje. Walory skupował z kolei Sebastian Dzirba, którego udział pod koniec lipca przekroczył 10 proc., jednak w sierpniu również on sprzedał część posiadanego pakietu. Do kolejnej znaczącej transakcji doszło dokładnie 7 września, czyli w dniu podjęcia przez zarząd decyzji o złożeniu wniosku o upadłość. Ragnar Trade sprzedał wszystkie posiadane 450,1 tys. akcji, odpowiadające dokładnie 5 proc. kapitału Krakchemii. Po tej transakcji spółka nie posiadała już żadnych jej walorów.





















