Gibała komentuje brak rejestracji Bocheńczaka. „Czas zmienić przepisy”

źródło: Puls Krakowa

Problemy Bartosza Bocheńczaka z rejestracją kandydatury wywołały reakcje jego konkurentów w wyborach na prezydenta Krakowa. Zarejestrowani kandydaci Łukasz Gibała i Jan Hoffman nie krytykują polityka Konfederacji, lecz obowiązujący system zbierania i weryfikowania podpisów. Obaj domagają się zmiany przepisów.

Miejska Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji Bartosza Bocheńczaka jako kandydata na prezydenta Krakowa. Polityk Konfederacji złożył niemal 5 tys. podpisów, jednak po ich weryfikacji nie osiągnął wymaganego progu 3 tys. ważnych podpisów. Bocheńczak wziął odpowiedzialność za niepowodzenie zbiórki. Nie podważał decyzji komisji i nie obwiniał wolontariuszy zaangażowanych w jego kampanię – Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się. System jest, jaki jest. Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem – napisał.

Sytuacja wywołała ostrą reakcję Sławomira Mentzena. Lider Nowej Nadziei odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa krakowskiego okręgu partii. Zawiesił również osoby pełniące funkcje w lokalnych strukturach i skierował ich sprawy do sądu partyjnego. Ten ma ustalić indywidualną odpowiedzialność działaczy za brak rejestracji kandydata.

Inaczej do sprawy podeszli konkurenci Bocheńczaka. Łukasz Gibała zwrócił uwagę, że wyeliminowanie przedstawiciela jednej z większych partii zmienia układ kampanii i ogranicza wybór mieszkańców – Jedna z większych partii nie będzie miała reprezentanta, a nie brakuje jej przecież wyborców. Przy obecnych przepisach kandydaci nie mogą być pewni rejestracji – ocenił Gibała. Jego zdaniem komitety nie mają możliwości sprawdzenia przed złożeniem list, czy wszystkie podpisy zostaną zaakceptowane przez komisję. Mogą jedynie ufać, że osoby udzielające poparcia wpisały dane w sposób, który pozwoli na ich pozytywną weryfikację.

Gibała uważa, że obowiązujący system powinien zostać unowocześniony. Jednym z możliwych rozwiązań mogłoby być wykorzystanie aplikacji mObywatel. Elektroniczne poparcie kandydatury ograniczyłoby ryzyko pomyłek w danych wpisywanych na papierowych listach – Czas zmienić przepisy. Trzeba je urealnić i uwspółcześnić, choćby z wykorzystaniem aplikacji mObywatel – zaproponował.

Krytycznie obowiązujące rozwiązania ocenia również bezpartyjny kandydat Jan Hoffman. Przypomniał, że jego środowisko przeprowadziło w tym roku dwie duże zbiórki: podpisów pod wnioskiem o referendum oraz pod jego kandydaturą na prezydenta Krakowa. – Tylko w tym roku zebraliśmy ponad 130 tysięcy podpisów pod referendum i ponad 5,5 tysiąca pod moją kandydaturą. Skutecznie, ale – chyba jak nikt w Krakowie – wiem, jak zły jest to system – stwierdził Hoffman.

Zapewnił, że problemy konkurentów nie są dla niego powodem do zadowolenia. Jego zdaniem o wyniku wyborów powinny rozstrzygać propozycje kandydatów oraz ocena mieszkańców, a nie błędy formalne popełniane podczas zbierania podpisów – Nie cieszę się z tego, że kolejni partyjni kandydaci, z dużymi budżetami i strukturami, mają problemy z rejestracją. Wolałbym rywalizację na argumenty i w debatach, a nie na etapie rejestracji i formalności – powiedział Hoffman. Zaapelował do parlamentarzystów wszystkich ugrupowań o rozpoczęcie prac nad reformą systemu. Według niego zasady zbierania podpisów powinny zostać dostosowane do współczesnych możliwości technicznych.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry