Choć Sąd Okręgowy oddalił pierwszy protest przeciwko ważności krakowskiego referendum, termin przedterminowych wyborów prezydenta miasta nadal pozostaje niewiadomą. Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum i kandydat na prezydenta Krakowa, uważa, że kolejne odwołania mogą przesunąć głosowanie nawet na październik lub listopad. Oznaczałoby to dłuższe rządy komisarza Stanisława Kracika.
W środę Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił protest referendalny złożony przez Edwarda Nowaka. Autor wniosku przekonywał, że publikacje pojawiające się w mediach społecznościowych podczas ciszy referendalnej mogły wpłynąć na przebieg głosowania i domagał się unieważnienia referendum w części dotyczącej odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Sąd nie przychylił się do tych argumentów, jednak jego postanowienie nie jest jeszcze prawomocne.
Autor protestu może wystąpić o sporządzenie pisemnego uzasadnienia, a następnie złożyć zażalenie do Sądu Apelacyjnego. Dopóki postępowania dotyczące protestów referendalnych nie zostaną ostatecznie zakończone, premier nie może zarządzić przedterminowych wyborów.
Po ogłoszeniu decyzji sądu do sprawy odniósł się Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum i kandydat na prezydenta Krakowa – Wnioskodawca przyniósł w dużej mierze stertę makulatury. Jeżeli przedstawiane publicznie raporty i analizy okazują się niepodpisane, to takie dokumenty może wygenerować sztuczna inteligencja albo ktokolwiek inny – mówił po rozprawie.
Według Hoffmana najważniejszym skutkiem protestu może okazać się nie jego treść, lecz wpływ na termin wyborów – Mogę przewidzieć, co wydarzy się dalej. Najpierw będzie wniosek o uzasadnienie, później zażalenie. Skutek może być taki, że wybory odbędą się dopiero w październiku, a może nawet w listopadzie, jeśli procedura będzie się przeciągać – ocenił.
Jeszcze przed rozprawą przedstawiciele Krajowego Biura Wyborczego wskazywali, że przy sprawnym zakończeniu wszystkich procedur wybory mogłyby odbyć się nawet 23 sierpnia. Taki termin byłby możliwy dzięki skróceniu części czynności wyborczych przewidzianych w Kodeksie wyborczym. Dziś taki scenariusz wydaje się coraz mniej prawdopodobny. Sam Hoffman uważa, że protest nie wpłynie już na wynik referendum, ale może znacząco wydłużyć okres oczekiwania na wybór nowego prezydenta miasta – Ten protest nie zmieni już wyniku referendum ani sytuacji politycznej Aleksandra Miszalskiego. Jego głównym skutkiem może być jedynie odsunięcie wyborów w czasie – stwierdził.
Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego obowiązki prezydenta przejął Stanisław Kracik. Będzie sprawował władzę do czasu wyboru nowego prezydenta przez mieszkańców – Demokracji nie służy sytuacja, w której wybory są przesuwane o kolejne miesiące, a miastem dłużej niż to konieczne zarządza komisarz bez demokratycznego mandatu od mieszkańców – mówił Hoffman. Jak podkreślał, wynika to wprost z obowiązujących przepisów – Przepisy są jednoznaczne. Dopóki protest jest rozpatrywany, nie można zarządzić wyborów – zaznaczył.
To jednak nie koniec możliwych komplikacji. Sprawa Edwarda Nowaka nie jest jedynym postępowaniem związanym z referendum, które nadal formalnie pozostaje otwarte. Dwa inne protesty zostały wprawdzie pozostawione bez dalszego biegu z powodów formalnych, jednak rozstrzygnięcia w tych sprawach również nie są jeszcze prawomocne. Teoretycznie możliwe jest więc wniesienie zażaleń także w tych postępowaniach.
Po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia środowego postanowienia Edward Nowak będzie miał 7 dni na złożenie zażalenia do Sądu Apelacyjnego. Następnie sprawą zajmie się sąd drugiej instancji. Dopiero po prawomocnym zakończeniu wszystkich postępowań możliwe będzie formalne uruchomienie procedury wyborczej. Zgodnie z przepisami przedterminowe wybory prezydenta miasta powinny zostać przeprowadzone w ciągu 90 dni od momentu zarządzenia wyborów.
To właśnie dlatego coraz mniej realny wydaje się termin 23 sierpnia, który jeszcze niedawno był wskazywany jako możliwa data głosowania. Jeżeli dojdzie do postępowania odwoławczego i wykorzystane zostaną ustawowe terminy przewidziane dla kolejnych etapów procedury, wybory mogą zostać przesunięte nawet o kilka miesięcy. W takim scenariuszu mieszkańcy Krakowa nowego prezydenta wybieraliby najwcześniej pod koniec października, a być może dopiero w pierwszej połowie listopada.





















