Ratownicy Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego nie kryją rozgoryczenia po incydencie, który spotkał jeden z ich zespołów. Kiedy wrócili do ambulansu zaparkowanego przy bloku w centrum Krakowa, na szybie zastali wulgarną naklejkę. Ktoś oskarżył ich o nieprawidłowe parkowanie.
Nie robimy tego złośliwie ani z powodu lekceważenia mieszkańców czy niedbalstwa. Robimy to tylko wtedy, gdy jest taka konieczność i nie ma innego wyjścia – podkreślają ratownicy w specjalnym komunikacie.
Karetka rzeczywiście nie stała na wyznaczonym miejscu parkingowym. Ale jak tłumaczą ratownicy, w okolicy nie było wolnych miejsc. Ambulans nie blokował żadnego wyjazdu i był pozostawiony na sygnałach świetlnych, by było jasne, że załoga prowadzi akcję ratunkową.
Gdy czeka na nas pacjent, nie możemy poświęcać zbyt wiele czasu na znalezienie miejsca do zaparkowania. Nie możemy też zostawiać ambulansu zbyt daleko – to w nim jest sprzęt i środki potrzebne do ratowania życia – tłumaczą medycy.
Ratownicy przypominają, że włączenie sygnałów świetlnych nie jest ich przywilejem, tylko obowiązkiem. To sygnał dla mieszkańców i innych kierowców, że trwa interwencja i każda sekunda może być kluczowa.
Zawsze staramy się zaparkować tak, by nie przeszkadzać. Ale najważniejszy jest pacjent, który na nas czeka – dodają.
Apel o zrozumienie
Pracownicy pogotowia liczą, że mieszkańcy będą mieć więcej wyrozumiałości. – Wierzymy, że to rozumiecie! – kończą swój wpis.
Ważne dla mieszkańców: Drzewo przewróciło się na kobietę w parku na os. Dywizjonu 303. Poszkodowana trafiła do szpitala





















