Kierowcy zapłacili ponad 4 mln zł za pierwszy miesiąc działania SCT

źródło: Blade Runners SCT Kraków

W ciągu czterech tygodni funkcjonowania Strefy Czystego Transportu do miejskiej kasy wpłynęło ponad 4,1 mln zł. To efekt 243 tysięcy opłat godzinowych oraz 30 tysięcy abonamentów od kierowców pojazdów niespełniających norm.

Pierwszy miesiąc działania Strefy Czystego Transportu wyznaczył skalę, której wielu kierowców i obserwatorów nie przewidywało. Opłaty pobierane od użytkowników samochodów niespełniających norm emisji spalin przyniosły miastu ponad 4,1 miliona złotych — kwotę, która w tak krótkim czasie pokazuje zarówno duże obciążenie kierowców, jak i intensywność ruchu pojazdów starszych generacji wciąż poruszających się po Krakowie.

Największą część wpływów stanowią 243 tysiące opłat godzinowych, wykupowanych przez osoby, które potrzebowały jednorazowego lub okazjonalnego dostępu do strefy. To właśnie ta kategoria pokazuje, jak szerokie grono kierowców znalazło się w sytuacji, w której wjazd stał się usługą obciążoną kosztem — często powtarzanym wielokrotnie w ciągu tygodnia. Prawie 30 tysięcy opłat abonamentowych to z kolei dowód, że dla wielu użytkowników samochodu opłata stała się stałą częścią miesięcznych wydatków.

Równolegle ruszył proces rejestracji pojazdów uprawnionych do darmowego wjazdu. W ciągu pierwszego miesiąca zatwierdzono ponad 75 tysięcy wniosków, w tym 7,7 tysiąca dotyczących aut z zagranicznymi numerami rejestracyjnymi. System, który pozwala na szybkie sprawdzanie kwalifikacji pojazdu, zanotował już ponad 1,8 miliona sprawdzeń, co pokazuje, jak wiele osób próbowało ustalić swój status w nowej rzeczywistości transportowej.

W praktyce oznacza to, że ogromna liczba mieszkańców i kierowców spoza Krakowa musiała w ciągu kilku tygodni zmienić swoje nawyki — część wykupiła abonamenty, część przesiadła się do komunikacji miejskiej, inni ograniczyli wizyty w mieście lub przeorganizowali codzienne trasy.

Zasady obowiązujące w strefie są jednoznaczne: bezpłatnie mogą wjeżdżać pojazdy benzynowe i LPG spełniające normę Euro 4 lub wyprodukowane od 2005 r., natomiast diesle muszą spełniać normę Euro 6 lub pochodzić z roczników 2014 i nowszych (samochody osobowe) oraz 2012 i nowszych (ciężarowe). Auta starsze, nawet jeśli nadal są sprawne technicznie, trafiają do kategorii objętej obowiązkiem opłaty. To właśnie one generują milionowe wpływy.

Strefa Czystego Transportu, która od 1 stycznia objęła znaczną część Krakowa, od początku wzbudza silne emocje. Przeciwko jej wprowadzeniu protestuje część mieszkańców oraz samorządowcy z gmin ościennych. W pierwszych dniach obowiązywania przepisów dochodziło do aktów wandalizmu – zniszczonych lub skradzionych zostało niemal 20 znaków informujących o SCT. Jak przekazują urzędnicy, obecnie takie zdarzenia mają już charakter incydentalny, a Zarząd Dróg Miasta Krakowa podejmuje interwencje średnio raz lub dwa razy dziennie.

Miasto podkreśla, że celem wprowadzenia strefy jest poprawa jakości powietrza i ograniczenie negatywnego wpływu transportu na zdrowie mieszkańców. Władze Krakowa wskazują przy tym na przepisy ustawy o elektromobilności jako podstawę prawną dla funkcjonowania SCT.

Krytycy strefy zwracają jednak uwagę, że ustawa nie określa jednoznacznie granic takich obszarów, a postulaty ograniczenia SCT wyłącznie do ścisłego centrum miasta nie znalazły odzwierciedlenia w ostatecznych decyzjach – mimo wcześniejszych konsultacji społecznych.

Z bezpłatnego wjazdu do Strefy Czystego Transportu mogą korzystać pojazdy spełniające określone normy emisji spalin. W przypadku samochodów benzynowych i z instalacją LPG wymagany jest co najmniej standard Euro 4 lub rok produkcji nie wcześniejszy niż 2005. Dla aut z silnikiem Diesla obowiązuje norma Euro 6 – dla samochodów osobowych i ciężarowych – lub odpowiednio rok produkcji od 2014 (osobowe) i od 2012 roku (ciężarowe).

Z ustaleń redakcji wynika, że w okresie od 1 do 27 stycznia Straż Miejska sprawdziła 3000 pojazdów pod kątem spełnienia wymogów SCT. To wynik, który wykracza poza oczekiwania formułowane na początku roku i pokazuje, że patrole działają w terenie niemal nieprzerwanie. Kontrole prowadzone są na drogach gminnych w różnych częściach miasta, zarówno tam, gdzie ruch jest intensywny, jak i w miejscach kojarzonych dotąd z mniejszą obecnością służb. Obserwacje kierowców i dane, do których dotarliśmy, potwierdzają, że nadzór nad SCT nie polega na jednym, wyznaczonym punkcie, lecz jest rozproszony po całym Krakowie.

Sama liczba kontroli to jednak tylko część obrazu. Ważniejszy okazuje się ich efekt. W opisanym okresie Straż Miejska nałożyła 15 mandatów, na łączną kwotę 1010 zł. W porównaniu z liczbą interwencji oznacza to, że ukarano zaledwie ułamek kierowców — około pół procenta wszystkich skontrolowanych. Nie jest to przypadek ani efekt wyjątkowej dyscypliny. Jak ustalił Puls Krakowa, Straż Miejska i władze miasta deklarowały wcześniej, że przez pierwsze sześć miesięcy funkcjonowania strefy nie będą konsekwentnie karać kierowców, ograniczając się do pouczeń i wyjaśniania nowych zasad. Sankcje mają być stosowane wyłącznie w sytuacjach oczywistych naruszeń lub celowego obchodzenia przepisów, a dopiero po półrocznym okresie przejściowym system ma zacząć działać „na pełnych zasadach”.

W praktyce oznacza to, że trzy tysiące kontroli służy przede wszystkim uporządkowaniu systemu i sprawdzeniu, jak wygląda realny ruch pojazdów w pierwszych tygodniach obowiązywania SCT. Strażnicy w terenie weryfikują dane, porównują informacje z systemem oraz sprawdzają, czy pojazdy są prawidłowo zgłoszone. W rozmowach kierowców pojawiają się relacje, że kontrole przebiegają spokojnie i mają formę pouczeń, a nie represji. Obraz ten pokrywa się z deklaracjami miasta, które wielokrotnie podkreślało, że kluczowe jest przygotowanie kierowców do nowych zasad, zanim zaczną być stosowane konsekwentne kary.

Warto zauważyć, że kontrole realizowane są w różnych częściach Krakowa — nie tylko na rogatkach, ale również na osiedlowych ulicach, w rejonach o umiarkowanym ruchu i tam, gdzie kierowcy nie spodziewali się dotąd obecności strażników. Taka strategia sprawia, że SCT zaczyna funkcjonować jako mechanizm nadzoru obejmujący całe miasto, a nie tylko jego granice. Strażnicy pojawiają się tam, gdzie przepływ pojazdów jest trudniejszy do monitorowania kamerami, a część ruchu pozostaje niewidoczna dla systemu automatycznego.

 Jak wynika z danych przekazanych redakcji, SCT już w pierwszym okresie funkcjonowania stała się źródłem wymiernych wpływów do miejskiego budżetu.

Z informacji, które Zarząd Dróg Miasta Krakowa przekazał redakcji, wynika, że do 20 stycznia 2026 roku łączne wpływy z opłat związanych z funkcjonowaniem Strefy Czystego Transportu wyniosły 3 396 620 zł. To pierwszy bilans finansowy SCT obejmujący pierwsze tygodnie obowiązywania strefy.

Jednocześnie ZDMK wskazuje, że wpływy te nie pochodzą od mieszkańców Krakowa. Obowiązujące przepisy przewidują zwolnienia dla osób zameldowanych w mieście i rozliczających tu podatki, które posiadały samochód przed 26 czerwca 2025 roku. W praktyce oznacza to, że nawet pojazdy niespełniające norm emisji mogą poruszać się po Krakowie bez wnoszenia opłat. Opłaty dotyczą wyłącznie kierowców spoza miasta, których samochody nie spełniają wymagań SCT i nie są objęte zwolnieniami.

Z przekazanych redakcji informacji wynika również, że system opłat ma charakter zróżnicowany. Kierowcy mogli wykupywać zarówno wjazdy jednorazowe, jak i uprawnienia czasowe, obejmujące dłuższy okres. W efekcie jedno auto mogło generować wpływy wielokrotnie, a inne tylko jednorazowo. Z tego powodu kwota 3,4 mln zł nie odpowiada liczbie pojazdów, lecz łącznej liczbie opłaconych wjazdów do strefy.

Równolegle, jak informuje ZDMK, na dzień 20 stycznia 2026 roku 64 666 pojazdów niespełniających norm SCT posiadało ważne uprawnienie do wjazdu do Krakowa, z czego 58 618 należało do mieszkańców miasta. Oznacza to, że ponad 90 procent samochodów niespełniających wymogów, które legalnie poruszają się po Krakowie, korzysta ze zwolnień i nie generuje żadnych wpływów finansowych.

Warto zestawić te informacje z danymi z pierwszego tygodnia funkcjonowania SCT, opublikowanymi wcześniej przez portal LoveKraków. Według tych informacji, po siedmiu dniach obowiązywania strefy łączne wpływy z opłat przekroczyły 2,2 mln zł. W tym czasie kierowcy wykupili ponad 20 tys. abonamentów miesięcznych oraz około 45 tys. opłat godzinowych. Dane te pochodziły z informacji przekazywanych mediom przez przedstawicieli ZDMK.

Zestawienie danych z pierwszego tygodnia z bilansem po trzech tygodniach pokazuje wyraźnie, że największa część wpływów została wygenerowana na samym początku funkcjonowania strefy. Skoro po siedmiu dniach wpływy wynosiły ponad 2,2 mln zł, a po blisko trzech tygodniach – 3,4 mln zł, oznacza to, że w kolejnych kilkunastu dniach przyrost dochodów był wyraźnie niższy niż w pierwszym tygodniu. Największe wpływy pojawiły się w początkowej fazie działania strefy, gdy kierowcy masowo wykupywali abonamenty i jednorazowe wjazdy, zabezpieczając możliwość poruszania się po mieście. W kolejnych tygodniach tempo przyrostu dochodów spadło, co jest spójne z konstrukcją systemu – po jednorazowym „wejściu” do SCT liczba nowych opłat naturalnie maleje.

Jednocześnie dane pokazują, że ciężar finansowy SCT spoczywa na relatywnie niewielkiej grupie kierowców spoza Krakowa, podczas gdy zdecydowana większość samochodów niespełniających norm, poruszających się dziś legalnie po mieście, to pojazdy należące do mieszkańców i objęte zwolnieniami: SCT działa od trzech tygodni. Ustaliliśmy, ile starych aut nadal jeździ po Krakowie – i do kogo należą. Wielkie zaskoczenie

Od stycznia 2026 roku każdy samochód wjeżdżający do Krakowa jest rejestrowany przez system kamer. Miasto uruchomiło sieć ponad stu urządzeń rozpoznających tablice rejestracyjne, która obejmuje wszystkie główne wloty do miasta oraz granice Strefy Czystego Transportu. System mający w pełni zautomatyzować kontrolę pojazdów działa – jego obsługa rozpoczęła się wraz ze startem miejskiego portalu SCT.

Urządzenia wykorzystują technologię ANPR, czyli automatyczne rozpoznawanie numerów rejestracyjnych. Kamery zainstalowane na granicach strefy oraz w kluczowych punktach Krakowa – od zachodnich po wschodnie dzielnice – rejestrują przejazd pojazdu, wykonują dokumentację fotograficzną i przekazują dane do centralnego systemu. Algorytmy analizujące obraz odczytują numery tablic i porównują je z bazą pojazdów uprawnionych do poruszania się po mieście. Informacje trafiają do miejskiej hurtowni danych, gdzie są łączone z systemem obsługującym SCT.

Kolejne 30 kamer SCT. Miasto nie ujawnia ich lokalizacji – Puls Krakowa

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry