Koalicja Obywatelska szuka następcy Miszalskiego. W kuluarach krąży lista nazwisk

Publicznie lokalni politycy Koalicji Obywatelskiej bagatelizują akcję zbierania podpisów w sprawie referendum. W prywatnych rozmowach nikt już jednak nie udaje, że scenariusz odwołania Aleksandra Miszalskiego w czerwcu jest nierealny. Tempo zbiórki, reakcje mieszkańców, a także wyniki sondaży sprawiają, że w KO trwa nerwowe szukanie „planu B”.

Wszyscy nasi rozmówcy z KO powtarzają to samo: jeśli prezydent zostanie odwołany, będzie to kompromitacja lokalnych struktur. Dlatego decyzja o kolejnym kandydacie na prezydenta miasta ma zapaść nie w Krakowie, ale w Warszawie – osobiście zadecyduje o niej Donald Tusk. Wygrana nowego kandydata Koalicji to szansa, by spodziewana porażka Miszalskiego nie przerodziła się w turbulencje dla całej formacji.

Czytaj także: „Rzeczpospolita”: Dlaczego Kraków tak szybko odwrócił się od Aleksandra Miszalskiego?

Problem w tym, że idealnego kandydata nie ma. Każde nazwisko na giełdzie obciążone jest mniejszym lub większym ryzykiem. Na podstawie nieoficjalnych rozmów z politykami partii rządzącej stworzyliśmy nieformalną listę osób, które w realny sposób pojawiają się w rozmowach o „erze po Miszalskim”.

Kompromitacja struktur i decyzja z Warszawy

Dla lokalnych działaczy stawka jest jasna: odwołanie urzędującego prezydenta oznacza nie tylko porażkę jednego polityka, ale spektakularne potknięcie całych krakowskich struktur KO. To dlatego – jak słyszymy – nikt poważny nie wierzy już w scenariusz, w którym o kandydacie decydują wyłącznie lokalne środowiska.

„Po tym, co się wydarzyło, premier Tusk nie zostawi tej decyzji Krakowowi” – mówi jeden z naszych rozmówców. W praktyce oznacza to, że nazwisko kandydata będzie musiało nie tylko ratować pozycję KO w mieście, ale też nie ciążyć ogólnopolskiemu wizerunkowi partii.

Monika Piątkowska – kandydatka elit

Monika Piątkowska pojawia się na szczycie większości nieoficjalnych list. Jej największym atutem miałyby być bardzo dobre relacje z częścią krakowskich elit – biznesowych i samorządowych. W kuluarach mówi się także o możliwym wsparciu ze strony Jacka Majchrowskiego, co wciąż robi wrażenie na wielu wyborcach „starego Krakowa”.

Problem w tym, że start Piątkowskiej oznaczałby drugie już w tej kadencji wybory uzupełniające do Senatu – po wcześniejszej rezygnacji Bogdana Klicha. Władze partii bardzo niechętnie podchodzą do ryzyka kolejnego testu wyborczego w niepewnych nastrojach. Krytycy zwracają też uwagę, że jej rozpoznawalność wśród „zwykłych” krakowian wciąż jest ograniczona, a na awaryjną kampanię czasu będzie mało.

Bogdan Klich – powaga zamiast eksperymentów

Nazwisko Bogdana Klicha wraca jak bumerang zawsze wtedy, gdy w Krakowie trzeba „ratować sytuację” KO. Były minister i wieloletni senator ma opinię polityka statecznego, przewidywalnego, odpornego na młodzieńcze wpadki, które przykleiły się do obecnego prezydenta. Dla części umiarkowanego elektoratu KO jego kandydatura byłaby sygnałem, że partia wyciągnęła wnioski i stawia na doświadczenie.

Jednocześnie jednak Klich jest praktycznie nie do zaakceptowania dla prawicowego elektoratu, który – na prośbę posłanki Małgorzata Wassermann – w ostatnich wyborach częściowo został w domu. W warunkach ostrej kampanii referendalnej łatwo byłoby też przykleić mu łatkę członka „warszawskiego establishmentu”, oderwanego od codziennych problemów miasta.

Stanisław Mazur – bardzo krakowsko, ale z balastem

Stanisław Mazur, profesor i były rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, w rozmowach działaczy KO pojawia się jako kandydat „z krwi i kości krakowski”. Tytuł profesora i rektorska przeszłość dobrze wpisują się w wyobrażenie wielu mieszkańców o poważnym gospodarzu miasta, osadzonym w lokalnym środowisku akademickim. Wizerunkowo to przeciwieństwo Aleksandra Miszalskiego.

Mazur ma jednak balast, którego nie da się zignorować: od początku kadencji jest zastępcą prezydenta, często publicznie firmującym decyzje Miszalskiego. Część naszych rozmówców uważa, że żeby w ogóle mieć szansę, musiałby bardzo wcześnie odciąć się od obecnego prezydenta, a może nawet zrezygnować z funkcji zastępcy. Taki ruch byłby jednak ryzykowny – zarówno politycznie, jak i finansowo – i mógłby zostać odczytany jako paniczna ucieczka z tonącego okrętu.

Ireneusz Raś – kandydat z rządu, ale nie z KO

Ireneusz Raś, dziś wiceminister sportu, od lat ma bardzo dobre relacje z krakowskim Kościołem, w tym z obecnym kardynałem. Taka sieć kontaktów jest kapitałem, którego nie da się zignorować. Jako przedstawiciel rządu mógłby obiecywać szybkie ścieżki do ministerstw i centralnych pieniędzy.

Kłopot polega na tym, że Raś od dawna nie jest członkiem KO. Dziś bliżej mu do PSL niż do Platformy. Dla Donalda Tuska jego ewentualna wygrana byłaby co najwyżej pyrrusowym zwycięstwem: formalnie obóz rządzący utrzymałby prezydenturę w Krakowie, ale realnie umocniłby się koalicyjny partner, a nie sama Koalicja Obywatelska.

Paweł Kowal – mocne nazwisko, słaby związek z Krakowem

W ogólnopolskiej polityce Paweł Kowal ma ugruntowaną pozycję, w Krakowie już niekoniecznie. Jego atutem jest to, że jest akceptowalny dla części umiarkowanej prawicy, co w mieście z silnym anty-PiS-owskim, ale wciąż konserwatywnym elektoratem może mieć znaczenie. Do tego dochodzi doświadczenie w polityce zagranicznej i bezpieczeństwie, które w oczach części wyborców buduje obraz poważnego państwowca.

Jednocześnie Kowal ma słabe, co najwyżej symboliczne związki z miastem. Łatwo przykleić mu łatkę „spadochroniarza”, który przypomina sobie o Krakowie tylko wtedy, gdy wchodzi w grę prestiżowy urząd. Po kampanii parlamentarnej z 2019 r. wielu lokalnych działaczy ma poczucie, że myśli raczej kategoriami krajowymi niż miejskimi – a w walce o prezydenturę to może być zabójcze.

Dominik Jaśkowiec – ambitny samorządowiec bez zaplecza

Dominik Jaśkowiec to jedno z najczęściej wskazywanych nazwisk, gdy pytamy o „młodą gwardię” krakowskiej KO. Ma solidne doświadczenie samorządowe i opinię polityka, który zna mechanizmy funkcjonowania miasta od środka. Nikt nie kwestionuje jego ambicji – w sytuacji kryzysu partia potrzebuje kogoś, kto naprawdę chce tego urzędu, a nie traktuje go jako niechciany awans.

Tyle że Jaśkowiec nie jest ulubieńcem ani „Krakówka”, ani części lokalnych struktur KO. To może oznaczać mniejsze zaangażowanie działaczy w kampanię, a bez aparatu partyjnego nawet najlepszy kandydat nie ma szans w krótkiej, ostrej kampanii po ewentualnym referendum.

Jakub Kosek – metodyczny strateg w cieniu

Na giełdzie pojawia się także nazwisko Jakuba Koska – samorządowca, który od lat mozolnie buduje swoją pozycję w mieście. Ma doświadczenie w radzie miasta i uchodzi za polityka z olbrzymimi ambicjami. Osoby z jego otoczenia twierdzą, że jest wyjątkowo metodyczny i że elementy kampanii prezydenckiej zaczął układać sobie w głowie najpóźniej 27 stycznia 2026 r. (a więc w dniu rozpoczęcia zbiórki podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum).

Z perspektywy władz KO kluczowy problem jest jednak prosty: rozpoznawalność Koska poza jego własnym okręgiem wyborczym jest ograniczona. W sytuacji kryzysowej partia może uznać, że nie ma czasu, by „dowieźć” jego nazwisko do całego miasta, nawet przy intensywnej kampanii.

Tusk będzie szukał bezpiecznego rozwiązania

Jeśli referendum zakończy się odwołaniem Aleksandra Miszalskiego, Koalicja Obywatelska stanie przed brutalnie prostym wyborem: nie tyle najlepszego, co najmniej obciążonego politycznie i jednocześnie najbardziej optymalnego kandydata. Z jednej strony potrzebna będzie twarz zdolna przyciągnąć wyborców zawiedzionych obecnym prezydentem, z drugiej – nazwisko, które nie podzieli lokalnych struktur KO bardziej, niż są podzielone dziś.

W tej układance ostateczne słowo ma należeć do Donalda Tuska. Od jego decyzji zależy, czy referendum w Krakowie zapisze się jako lokalna porażka jednego polityka, czy też rzutować będzie na całościowy obraz formacji rządzącej.

Czytaj także: Nakład urzędowej gazetki rośnie o 600 proc. Rachunek przekracza 2 mln zł

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry