Komitet Obrony Demokracji zapowiedział złożenie protestu przeciwko ważności referendum, w którym mieszkańcy odwołali prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.
AKTUALIZACJA ( godz. 15.35) Po publikacji naszego artykułu do redakcji odezwało się Biuro Prasowe Komitetu Obrony Demokracji. Organizacja podkreśla, że nie była organizatorem środowej konferencji prasowej przed Sądem Okręgowym w Krakowie i nie jest stroną protestu referendalnego – Konferencja prasowa 3 czerwca pod Sądem Okręgowym w Krakowie NIE JEST organizowana przez Komitet Obrony Demokracji, ale jest indywidualną inicjatywą – przekazał KOD w przesłanym stanowisku. Więcej o stawisko KODu oraz samej konferencji piszemy w osobnym tekście: KOD odcina się od protestu referendalnego. „To indywidualna inicjatywa”
Konferencję prasową zaplanowano na godz. 10 przed Sądem Okręgowym w Krakowie przy ul. Przy Rondzie. Po jej zakończeniu przedstawiciele KODu mają złożyć protest. Jak poinformował Grzegorz Artur Górski z Małopolskiego Regionu Komitetu Obrony Demokracji , podczas konferencji przedstawione zostaną argumenty wskazujące na naruszenie zasad ciszy wyborczej. – Podczas konferencji przedstawione zostaną okoliczności złożenia protestu referendalnego oraz argumenty wskazujące na naruszenie zasad ciszy wyborczej, które mogło mieć wpływ na przebieg i wynik referendum – przekazał.
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że protest może złożyć środowisko skupione wokół inicjatywy ReferendumKRK.pl. Taką możliwość analizował pełnomocnik komitetu referendalnego Rafał Zontek. Chodziło przede wszystkim o okoliczności związane z dniem głosowania. Wśród rozważanych argumentów pojawiała się kwestia przemarszu kibiców i związanych z nim zmian w organizacji ruchu w mieście. Według części uczestników referendum mogło to utrudnić dotarcie do lokali wyborczych.
Ostatecznie Zontek poinformował, że nie będzie kierował sprawy do sądu – Wszystko więc na to wskazuje, że wybory prezydenta Krakowa będą zarządzone w wakacje. Protest mógłby to wydłużyć – napisał w mediach społecznościowych. Jak wyjaśnił, analiza zgromadzonych materiałów nie dawała podstaw, by liczyć na zmianę wyniku referendum dotyczącego Rady Miasta Krakowa – Zebrany materiał nie do końca liczbowo rokuje na zmianę wyniku, więc musiałbym wnosić o zarządzenie przez sąd powtórnego głosowania. Szanse na to byłyby marne – ocenił. Zwrócił również uwagę na możliwe koszty i skutki takiego rozwiązania – Koszty ewentualnego ponownego głosowania to de facto powtórka z tego, co wydano na referendum, czyli 3 mln zł plus. Szanse na dobrą frekwencję w wakacje są iluzoryczne – argumentował.
Przy okazji podziękował osobom zaangażowanym w organizację referendum i zbiórkę podpisów – To były piękne cztery miesiące, warto było to robić z wami wspólnie. Zaryzykowaliście wiele, ale cała Polska wam zazdrości obywatelskiej postawy i troski o piękne miasto Kraków, w którym mieszkacie – napisał.
W referendum dotyczącym odwołania Aleksandra Miszalskiego udział wzięło 176 228 mieszkańców, co przełożyło się na frekwencję na poziomie 29,99 proc. przy wymaganym progu 26,98 proc. Za odwołaniem prezydenta miasta zagłosowało 171 581 osób, a przeciwko było 3 631 mieszkańców. Inaczej zakończyło się referendum dotyczące odwołania Rady Miasta Krakowa. W tym przypadku frekwencja wyniosła 29,97 proc. uprawnionych i nie przekroczyła wymaganego ustawowo progu. Za odwołaniem rady miasta zagłosowało 168 010 mieszkańców, a przeciwko było 6 713 osób. Do uznania referendum za wiążące zabrakło osiągnięcia minimalnej liczby 179 792 głosów.





















