KOD odcina się od protestu referendalnego. „To indywidualna inicjatywa”

Komitet Obrony Demokracji poinformował, że nie jest organizatorem protestu referendalnego złożonego w środę w krakowskim sądzie. Oświadczenie wydano po tym, jak zaproszenie na konferencję w tej sprawie zostało rozesłane przez działacza KOD i opatrzone logo organizacji.

W środę przed Sądem Okręgowym w Krakowie odbyła się konferencja prasowa poświęcona protestowi referendalnemu. W wydarzeniu uczestniczyli Edward Nowak oraz Grzegorz Artur Górski związany z małopolskim KOD-em. Informacja o konferencji została wcześniej rozesłana do mediów przez Górskiego, a w materiałach wykorzystano logo Komitetu Obrony Demokracji.

Kilka godzin później Biuro Prasowe KOD przesłało jednak oświadczenie, w którym podkreśliło, że protest nie jest inicjatywą organizacji – Konferencja prasowa 3 czerwca pod Sądem Okręgowym w Krakowie nie jest organizowana przez Komitet Obrony Demokracji, ale jest indywidualną inicjatywą – przekazał KOD. Organizacja zaznaczyła, że protest jest „indywidualną inicjatywą”.

Nowak podczas konferencji podkreślał, że zdecydował się na ten krok ze względu na – jego zdaniem – liczne naruszenia ciszy referendalnej – Minimalna nadwyżka frekwencyjna, która zdecydowała o tym, że referendum okazało się ważne, została wygenerowana z naruszeniem ciszy wyborczej – argumentował. Według autora protestu problem dotyczył przede wszystkim internetu i mediów społecznościowych. Mówił o materiałach zachęcających do udziału w referendum, publikacjach kart do głosowania, treściach generowanych przy użyciu sztucznej inteligencji oraz płatnych reklamach kierowanych do mieszkańców Krakowa – W mediach społecznościowych rozpętała się brutalna akcja oszczercza i namawiająca do udziału w referendum. Udział był kluczowy, bo przekroczenie progu frekwencyjnego rozstrzygało o wyniku referendum – mówił.

Podobnie sprawę oceniał Grzegorz Artur Górski, który pomagał w przygotowaniu dokumentacji do protestu – To, co zobaczyliśmy w czasie ciszy referendalnej, to naprawdę były zwykłe żarty z prawa. Skala naruszeń była ogromna. Zgłoszenia otrzymywałem cały czas, cały dzień mój telefon był gorący, bo ciągle dzwonili ludzie – przekonywał. Jak podkreślał, do sądu przekazano ponad 800 stron dokumentacji oraz około 4 GB materiałów cyfrowych obejmujących aktywność w mediach społecznościowych. Protestujący twierdzą, że podczas ciszy referendalnej aktywnych było osiem płatnych kampanii reklamowych kierowanych do mieszkańców Krakowa.

Mimo wielokrotnych pytań dziennikarzy uczestnicy konferencji nie wskazali jednak ani jednego konkretnego wpisu, reklamy czy nazwiska osoby, która miałaby dopuścić się naruszenia ciszy referendalnej. Wyjaśniali, że szczegółowy materiał dowodowy został przekazany bezpośrednio do sądu i to sąd będzie oceniał, czy doszło do naruszeń mogących mieć wpływ na wynik referendum.

W głosowaniu dotyczącym odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego udział wzięło 176 228 mieszkańców, co pozwoliło przekroczyć wymagany próg frekwencyjny. Za odwołaniem prezydenta zagłosowało 171 581 osób.

Teraz protestem zajmie się Sąd Okręgowy w Krakowie. Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym protest może złożyć każdy uprawniony do głosowania mieszkaniec, jeśli uważa, że doszło do naruszeń mogących mieć wpływ na wynik referendum. Sąd ma 14 dni na rozpatrzenie sprawy. Jeśli protest zostanie uznany za skutecznie wniesiony, do czasu wydania orzeczenia nie mogą zostać zarządzone przedterminowe wybory prezydenta Krakowa.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry