Przejście dla pieszych przy pl. Bohaterów Getta zostało oddane pod koniec grudnia jako pierwsza inwestycja w ramach inicjatywy „Da Się!” prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Miało być dowodem, że miasto potrafi szybko i skutecznie reagować na potrzeby mieszkańców. Dziś, po trzech miesiącach, z tych zapowiedzi niewiele zostało – oznakowanie jest niemal niewidoczne, a cała inwestycja wygląda jak fuszerka.
Zaledwie kilka miesięcy po oddaniu inwestycji oznakowanie poziome jest praktycznie starte. Farba z pasów zeszła niemal całkowicie. Gdyby nie znaki pionowe, kierowcy mogliby nawet nie zorientować się, że znajdują się przed przejściem dla pieszych. Trudno mówić o poprawie bezpieczeństwa – raczej o jego pozorowaniu.
A przecież jeszcze w grudniu informowano o sukcesie. 23 grudnia 2025 roku prezydent Krakowa Aleksander Miszalski opublikował w mediach społecznościowych wpis, nagranie i zdjęcia inwestycji – „Przejście dla pieszych przy pl. Bohaterów Getta, zgodnie z obietnicą, oddane jeszcze przed Świętami! To pierwsza – co prawda niewielka, ale bardzo potrzebna – inwestycja, którą zrealizowaliśmy w ramach inicjatywy ‘Da Się!’. (…) W Krakowie kończymy z wszechobecnym ‘niedasizmem’ i krok po kroku zmieniamy nasze miasto w dobrym kierunku.”



tak przejście wyglądało w momencie otwarcia, grudzień 2025 roku, źródło: Aleksander Miszalski
Dziś, pod koniec marca, te deklaracje zderzają się z rzeczywistością. Pasy są w dużej mierze niewidoczne, a efekt inwestycji – trudny do zauważenia w terenie:






Nowe przejście na ul. Na Zjeździe, w rejonie wylotu ul. Lwowskiej, miało rozwiązać realny problem mieszkańców. Przez lata wskazywano, że dostęp do przystanków tramwajowych wymaga korzystania z podziemnego tunelu, co dla wielu osób – szczególnie starszych czy z niepełnosprawnościami – było poważnym utrudnieniem. Zarząd Dróg Miasta Krakowa wykonał więc przejście naziemne. Powstały pasy, nowe krawężniki, oświetlenie i oznakowanie. Projekt konsultowano nawet pod kątem dostępności. Wszystko wyglądało jak przykład dobrze zrealizowanej, potrzebnej inwestycji.
Tyle że tylko na papierze – i przez chwilę po oddaniu.
Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z klasyczną fuszerką. Oznakowanie poziome, które powinno być jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa, nie wytrzymało nawet jednego sezonu. To rodzi podstawowe pytania: jakiej technologii użyto i czy ktoś w ogóle sprawdził jakość wykonania przed odbiorem inwestycji? Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się od jednego z urzędników, pod koniec roku pojawiła się presja, by inwestycję zakończyć jak najszybciej – tak, aby przejście zostało oddane jeszcze przed świętami. W takim kontekście trudno nie postawić tezy, że tempo stało się ważniejsze niż trwałość.
A przecież właśnie na szybkości opiera się cała idea programu „Da Się!”. To inicjatywa prezydenta Aleksandra Miszalskiego, która ma przełamywać urzędniczą bezwładność i pokazywać, że drobne zmiany w mieście można wprowadzać bez wieloletnich procedur. W założeniu – to odpowiedź na tzw. „niedasizm”. Tyle że przykład z Podgórza pokazuje, że „da się” zrobić coś szybko, ale niekoniecznie dobrze.
Bo jeśli po trzech miesiącach trzeba zastanawiać się, gdzie właściwie jest przejście dla pieszych, to trudno mówić o sukcesie. Raczej o inwestycji, która wygląda dobrze tylko w komunikatach prasowych. Na razie mieszkańcy dostali przejście, które istnieje bardziej formalnie niż faktycznie. A pytanie o kolejne realizacje programu „Da Się!” pozostaje otwarte: czy będą trwałe, czy tylko szybkie?
„Przed nami kolejne działania w ramach inicjatywy ‘Da Się!’ (…) krok po kroku zmieniamy nasze miasto w dobrym kierunku” – zapowiadał w grudniu prezydent.
Po tym przykładzie trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że zamiast zmiany kierunku mamy powrót do dobrze znanych problemów – tylko w szybszym tempie. A jeśli to ma być standard, aż strach pomyśleć, jak będą wyglądały kolejne inwestycje.





















