Kontrowersje po remisie Cracovii w Poznaniu. Kibice Lecha domagali się walkowera

Cracovia wywiozła z Poznania cenny punkt po bezbramkowym remisie z mistrzem Polski. Po zakończeniu spotkania więcej niż o samym meczu zaczęto jednak mówić o występie Filipa Marchwińskiego. Część kibiców Lecha twierdziła, że pomocnik nie był uprawniony do gry i domagała się przyznania gospodarzom walkowera. Sprawę wyjaśniły już władze Ekstraklasy.

Remis z Lechem Poznań można uznać za udane otwarcie sezonu w wykonaniu Cracovii. Zespół Bartosza Grzelaka zagrał bardzo odpowiedzialnie w defensywie i skutecznie ograniczył ofensywne atuty aktualnego mistrza Polski. Choć gospodarze przez większość spotkania częściej utrzymywali się przy piłce, nie potrafili przełożyć przewagi na bramki.

Pierwsza połowa nie dostarczyła wielu dogodnych sytuacji. Lech próbował atakować skrzydłami i wysokim pressingiem, jednak krakowianie byli dobrze ustawieni i rzadko pozwalali rywalom na oddanie groźnego strzału. Najwięcej pracy Sebastian Madejski miał po uderzeniu Leo Bengtssona, ale bramkarz Cracovii zachował spokój i skutecznie interweniował.

Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił. Gospodarze nadal szukali sposobu na sforsowanie defensywy „Pasów”, a goście cierpliwie czekali na okazję do kontrataku. Jednym z najważniejszych momentów meczu była sytuacja z 54. minuty. Sędzia Damian Sylwestrzak początkowo pokazał czerwoną kartkę bramkarzowi Lecha Mateuszowi Lisowi za zagranie piłki ręką poza polem karnym. Po analizie VAR arbiter zmienił jednak decyzję, uznając, że interwencja miała miejsce jeszcze na linii pola karnego, co oznaczało anulowanie czerwonej kartki.

Cracovia również miała swoje szanse. Najbliżej zdobycia zwycięskiej bramki była w końcówce spotkania, gdy po dośrodkowaniu Gustav Henriksson oddał strzał głową z kilku metrów. Mateusz Lis zdołał jednak instynktownie odbić piłkę i uratował swój zespół przed porażką. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem, z którego w Krakowie można być zadowolonym.

Prawdziwe emocje rozpoczęły się jednak dopiero po ostatnim gwizdku. W mediach społecznościowych kibice Lecha zaczęli zwracać uwagę na występ Filipa Marchwińskiego, który kilka tygodni temu został zawodnikiem Cracovii. Pomocnik pojawił się na boisku w drugiej połowie i właśnie jego występ stał się przedmiotem gorącej dyskusji. Fani z Poznania przypomnieli, że Marchwiński pod koniec sezonu 2023/2024 otrzymał czerwoną kartkę w barwach Lecha, za którą została nałożona kara dwóch meczów dyskwalifikacji. Według części kibiców zawodnik nie odbył jej w całości, ponieważ latem 2024 roku przeniósł się do włoskiego Lecce. W ich ocenie oznaczało to, że w meczu z Cracovią wystąpił jako nieuprawniony zawodnik, co mogłoby skutkować nawet walkowerem dla Lecha.

Takie interpretacje szybko zaczęły zyskiwać popularność w internecie. Pojawiły się wpisy sugerujące, że Cracovia popełniła poważny błąd formalny, a regulamin rozgrywek przewiduje możliwość zweryfikowania wyniku meczu jako walkower w przypadku występu nieuprawnionego piłkarza.

Wątpliwości rozwiał jednak szef biura prasowego Ekstraklasy Dominik Mucha. Jak wyjaśnił, po szczegółowej analizie dokumentów i historii zgłoszeń zawodnika okazało się, że Filip Marchwiński odbył całą karę jeszcze jako piłkarz Lecha Poznań. Zawodnik został ponownie zgłoszony do rozgrywek Ekstraklasy w połowie lipca 2024 roku, a jego transfer do Lecce został sfinalizowany dopiero po rozegraniu przez Lecha dwóch ligowych spotkań. W obu tych meczach Marchwiński nie wystąpił, co oznaczało odbycie pełnej dyskwalifikacji. To oznacza, że pomocnik został prawidłowo uprawniony do gry i mógł zagrać przeciwko swojemu byłemu klubowi. Tym samym nie ma żadnych podstaw do weryfikacji wyniku spotkania ani przyznania Lechowi walkowera.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry