Kraków od wieków kojarzony jest przede wszystkim z Kościołem katolickim. Tymczasem w mieście działają również wspólnoty innych wyznań, które coraz mocniej zaznaczają swoją obecność nie tylko w sferze religijnej, ale także społecznej. Jedną z nich jest Kościół dla Miasta Krakowa – wspólnota zielonoświątkowa, która od blisko dwóch dekad prowadzi działalność w stolicy Małopolski. O tym, czym różni się od tradycyjnego obrazu Kościoła, dlaczego organizuje nabożeństwa po angielsku, jak współpracuje z magistratem i z jakimi stereotypami mierzą się protestanci w Krakowie, rozmawiamy ze Zbigniewem Marcem, pastorem Kościoła dla Miasta Krakowa.
Redakcja Puls Krakowa: „Kościół Dla Miasta Krakowa”. Skąd wzięła się ta nazwa i co dokładnie oznacza?
Zbigniew Marzec, pastor Kościoła dla Miasta Krakowa: Kościół dla Miasta Krakowa jest częścią ogólnoświatowej denominacji, jaką jest Kościół Zielonoświątkowy. W samym Krakowie działa kilka wspólnot reprezentujących ten nurt protestanckiego chrześcijaństwa. Nasza nazwa nawiązuje do wizji Kościoła, który ma służyć lokalnej społeczności. Nie istniejemy wyłącznie dla siebie – chcemy wspierać mieszkańców i działać na rzecz tego, by miasto jak najlepiej funkcjonowało.
Kiedy powstała Wasza wspólnota i jaka była idea jej założenia? Kiedy pojawiliście się w Krakowie, w mieście działali już zielonoświątkowcy.
Nasza wspólnota powstała 18 lat temu. Rzeczywiście, w Krakowie działały już wtedy dwa kościoły zielonoświątkowe, ale uznaliśmy, że wraz ze zmieniającym się miastem i światem zmienia się także sposób przeżywania wiary. Chcieliśmy zaproponować własne spojrzenie. Jednocześnie muszę zaznaczyć, że wyznanie jest takie samo jak w Kościele rzymskokatolickim. Naszym pragnieniem było jednak jak najlepsze dotarcie do kolejnego pokolenia i stworzenie Kościoła bardziej zrozumiałego. Chcieliśmy przekazywać wiarę w świeży, nieco inny sposób.
Ile osób liczyła na początku Wasza wspólnota, a ile liczy teraz?
Kiedy przyjechaliśmy do Krakowa, nasza wspólnota liczyła zaledwie osiem osób, a na pierwsze nabożeństwa przychodziło około dwudziestu. Dziś organizujemy trzy nabożeństwa niedzielne – dwa w języku polskim i jedno w języku angielskim – w których łącznie uczestniczy około 300–350 wiernych.
Chciałam zapytać o nabożeństwa w języku angielskim. Czy to dlatego, że Wasza wspólnota ma coraz bardziej międzynarodowy charakter?
Kraków jest miastem międzynarodowym, a jak wspomniałem, wychodzimy naprzeciw potrzebom mieszkańców, dlatego działamy także na rzecz obcokrajowców, którzy tutaj żyją. Jesteśmy otwarci na wszystkich, bo wierzymy, że Kościół to nie budynek, ale przede wszystkim ludzie, którzy go tworzą. Staramy się do nich docierać – nie tworzymy sacrum dla samego sacrum. Kiedy kilkanaście lat temu tworzyliśmy wspólnotę, miasto wyglądało zupełnie inaczej, a większość naszych działań była skierowana do Polaków. Dziś odpowiadamy również na potrzeby osób, które przyjeżdżają do Krakowa z zagranicy. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie i w mieście pojawiła się liczna grupa Ukraińców, prowadziliśmy nabożeństwa także w ich języku.
Dla osób przyzwyczajonych do tradycyjnych mszy w Kościele katolickim Wasze nabożeństwa mogą wyglądać inaczej – jest muzyka, światła i bardziej swobodna atmosfera. Z czego wynika taka forma?
Naszą nadrzędną intencją jest pomóc człowiekowi w doświadczeniu Boga. Wielu osobom taka forma i estetyka pomagają otworzyć się na to doświadczenie. W naszej kulturze często, uczestnicząc we mszy, mamy narzuconą powagę i ciszę. My chcemy pokazać Boga, który jest bliski i przy którym można wyrażać emocje, bo one są częścią człowieczeństwa. Nie powinniśmy się ich bać. W Piśmie Świętym wiele razy jesteśmy zachęcani do wykrzykiwania chwały Boga, śpiewania czy klaskania. My po prostu do tego wracamy. Korzystamy także z nowoczesnych instrumentów, a nie z organów, aby lepiej dotrzeć do współczesnego człowieka.
Czy działacie wyłącznie w sferze religijnej, czy prowadzicie także działalność społeczną? Jeśli tak, to jakie są to działania?
Prowadzimy wiele działań o charakterze świeckim, z których może skorzystać każdy – nie trzeba być członkiem naszej wspólnoty. Należą do nich między innymi projekty skierowane do młodych rodziców, ponieważ widzimy, że studenci, którzy osiedlają się w Krakowie, często nie mają na co dzień wsparcia ze strony bliskich mieszkających poza miastem. We współpracy z samorządem stworzyliśmy dla nich cztery kluby. Angażujemy się także w pomoc seniorom. Nie dzielimy nikogo na „naszych” i „nie naszych”. Po prostu działamy. Wszyscy mogą uczestniczyć w naszych wydarzeniach i programach.
Współpracujecie z samorządem? Jeśli tak, jak ta współpraca wygląda?
Mieliśmy kilka pomysłów na to, w jaki sposób możemy pomóc, a miasto regularnie ogłasza nowe projekty. Ta współpraca wygląda więc podobnie jak w przypadku innych organizacji pozarządowych. My wierzymy w wartości rodzinne, są one nam bardzo bliskie, dlatego działamy z Wydziałem ds. Rodziny, w tym z Pełnomocniczką Prezydenta Miasta Krakowa Marzeną Paszkot, a także z Wydziałem ds. Dzieci i Młodzieży. Wspieramy również finansowo m.in. program Mecenas Dziecięcych Talentów. Chcemy w ten sposób pomagać miastu, nie oczekujemy niczego w zamian.
Czy przedstawiciele władz miasta odwiedzają Waszą wspólnotę?
W otwarciu jednego z naszych klubów kilka lat temu uczestniczył prezydent Jacek Majchrowski. Z kolei prezydent Aleksander Miszalski pojawił się na nabożeństwie wielkopiątkowym, które co roku organizujemy wspólnie z innymi kościołami protestanckimi. Wielokrotnie odwiedzała nas także Marzena Paszkot, która w urzędzie zajmuje się sprawami najbliższymi naszej działalności.
Co ludzi „z zewnątrz” najbardziej zaskakuje, kiedy po raz pierwszy przychodzą na Wasze nabożeństwa?
Myślę, że najbardziej zaskakuje ich nasza otwartość i przyjacielskość. Tłumaczymy, z czego wynika nasza forma przeżywania wiary, dużo rozmawiamy. Pokazujemy, że Kościół to nie instytucja, ale społeczność. Staramy się nawiązywać relacje z osobami, które przychodzą na nabożeństwa, bo dla nas ważne jest, żeby być razem. To nie jest tak, że ktoś do nas przychodzi i wychodzi, pozostając anonimowym. Oczywiście nikogo do niczego nie zmuszamy, ale jesteśmy nastawieni na wspólne doświadczanie Boga.
Kraków kojarzony jest przede wszystkim z tradycją katolicką. Jak jako wspólnota protestancka odnajdujecie się w tym mieście? Czy spotykacie się ze stereotypami dotyczącymi Kościoła zielonoświątkowego?
Myślę, że duże miasta, w tym Kraków, są bardzo otwarte na różne wyznania. To zmieniło się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, między innymi dzięki temu, że wiele osób podróżuje po świecie i poznaje inne kultury. My – jako wspólnota protestancka – mamy również relacje z katolickimi wspólnotami charyzmatycznymi, które czerpią inspirację z ruchu zielonoświątkowego. Współpracujemy także z innymi kościołami – niedawno wsparliśmy chociażby Caritas, który jest przecież instytucją katolicką. Na naszych nabożeństwach pojawiali się jezuici czy siostry zakonne. Trudno mi więc wskazać sytuację, w której bylibyśmy w oficjalny sposób negatywnie traktowani. Tym bardziej że jesteśmy nastawieni na służenie ludziom, a nasza działalność jest tego najlepszym przykładem. Nie możemy więc mówić o żadnym prześladowaniu – absolutnie tego nie doświadczamy.





















