Koszmarny błąd i znów strata punktów. Wisła tylko remisuje przy Reymonta

źródło: Artur Barbarowski

Wisła prowadziła, kontrolowała mecz i miała trzy punkty na wyciągnięcie ręki. Wystarczyła jedna decyzja bramkarza, by przy Reymonta znów zrobiło się nerwowo.

W 23. kolejce Betclic 1 Ligi Wisła Kraków zremisowała ze Znicz Pruszków 1:1. Goście wyrównali po kosztownym błędzie Patryka Letkiewicza w 80. minucie. To trzeci remis z rzędu „Białej Gwiazdy” i kolejny mecz, w którym krakowianie sami komplikują sobie sytuację.

Przed pierwszym gwizdkiem wszystko wydawało się oczywiste. Wisła była wyraźnym faworytem, grała u siebie i miała w pamięci jesienny pogrom – w pierwszym meczu obu drużyn padł wynik 7:0. Tym razem jednak od początku było widać, że to zupełnie inne spotkanie. Znicz ustawił się głęboko, zagęścił środek pola i czekał na błąd gospodarzy. Wisła miała inicjatywę, dłużej utrzymywała się przy piłce, próbowała przyspieszać akcje skrzydłami. Najgroźniej uderzali Julius Ertlthaler i Darijo Grujcić, ale Kacper Napieraj nie miał większych problemów z interwencjami.

Goście również potrafili odpowiedzieć. Radosław Majewski szukał uderzeń z dystansu, kilka razy Znicz wyszedł spod pressingu i przeniósł grę pod pole karne Wisły. Do przerwy było 0:0 – z przewagą gospodarzy w posiadaniu piłki, ale bez efektu w postaci bramki. Decydujący moment przyszedł tuż po zmianie stron. W 47. minucie Ertlthaler zagrał prostopadle w pole karne do Juliana Lelievelda, który pojawił się na boisku po przerwie. Holender zachował spokój, wygrał pojedynek i precyzyjnym strzałem otworzył wynik. 1:0. Przez kolejne minuty Wisła wyglądała jak zespół, który ma wszystko pod kontrolą. Utrzymywała się przy piłce, nie pozwalała Zniczowi na długie fazy ataku, spokojnie rozgrywała kolejne akcje. To nie było widowisko pełne sytuacji, ale krakowianie nie sprawiali wrażenia drużyny zagrożonej stratą bramki. Im bliżej końca, tym bardziej mecz układał się pod scenariusz minimalnego, ale pewnego zwycięstwa gospodarzy.

W 80. minucie wszystko się posypało. Patryk Letkiewicz zdecydował się na ryzykowne rozegranie piłki w obrębie własnego pola karnego. Znicz przejął futbolówkę, a akcja potoczyła się błyskawicznie. Bartłomiej Ciepiela zagrał do Mateusza Karola, po chwili otrzymał podanie zwrotne i skierował piłkę do siatki. To nie był efekt długiej dominacji gości. To była konsekwencja jednej złej decyzji. Przy takim przebiegu meczu i przy jednobramkowym prowadzeniu takie błędy kosztują podwójnie – nie tylko tracisz gola, ale oddajesz inicjatywę i pewność siebie. Dla Letkiewicza to kolejny trudny moment w tym roku. W 2026 roku już kilkukrotnie był zamieszany w sytuacje, po których Wisła traciła bramki. Tym razem pomyłka przełożyła się bezpośrednio na wynik.

Po wyrównaniu Wisła ruszyła do ataku. Pojawiły się stałe fragmenty gry, dośrodkowania, strzały z dystansu. W doliczonym czasie po rzucie rożnym zrobiło się groźnie, ale piłka nie wpadła do siatki. W 93. minucie Andriy Yuzvak zobaczył czerwoną kartkę i Znicz kończył mecz w osłabieniu, lecz nawet to nie pomogło gospodarzom przechylić szali zwycięstwa.

Remis 1:1 oznacza, że Wisła przedłuża serię spotkań bez zwycięstwa do trzech. Przewaga nad trzecim zespołem w tabeli wciąż jest wyraźna – wynosi 11 punktów – ale w Krakowie coraz częściej mówi się o zadyszce. Wiosną „Biała Gwiazda” nie wygląda już jak drużyna, która bez większych problemów rozstrzyga mecze na swoją korzyść. Znicz wyjechał z Reymonta z jednym punktem i poczuciem dobrze wykonanej pracy. Wisła została z niedosytem i pytaniami o koncentrację w kluczowych momentach. Bo przy takim przebiegu spotkania trudno mówić o stracie punktów przez brak jakości. Tym razem zdecydował jeden błąd. I to on przesądził o tym, że zamiast trzech punktów do dorobku dopisano tylko jeden.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry