12 września 2025 r. „Puls Krakowa” zwrócił się do magistratu z pytaniem o pełne uzasadnienie decyzji agencji S&P Global Ratings. W odpowiedzi Biuro Prasowe poinformowało, że rating A– został utrzymany ze stabilną perspektywą, ale nowego raportu nie ma. Urzędnicy odesłali nas do dokumentu z 10 marca 2025 r. To jedyne źródło, w którym znajdziemy prognozy dla finansów miasta. W liczbach wygląda to tak: na koniec 2023 roku Kraków miał 5,919 mld zł długu. Rok później było to już 6,737 mld zł, a prognozy na koniec 2025 r. wskazują 7,488 mld zł. W dwa lata przyrost o 1,57 mld zł – niemal jedna czwarta zadłużenia więcej. To tempo, które powinno budzić niepokój, nie poczucie stabilności.
W tle jest reforma dochodów samorządowych ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Od 2025 r. miasta dostają większy udział w PIT i CIT – 8,6% i 2,2% – liczony od dochodów podatników, a nie od „naliczonego” podatku. Dzięki temu dochody są bardziej przewidywalne i teoretycznie wyższe. Według rządu Kraków zyskał na tym brutto około 866 mln zł rocznie. Ale to kwota przed korektami i bez uwzględnienia wygaszanych transferów z budżetu państwa. A do tego koszty rosną szybciej niż wpływy: oświata, transport, energia, wynagrodzenia nauczycieli (+5% w 2025 r.). Per saldo miasto dostało tlen, ale nie złoty deszcz. Jedno jest pewne, dzięki reformie Domańskiego, Miszalski miał lepsze warunki niż jego poprzednik – bo wprowadzone zmiany zapewniły Krakowowi dodatkowe źródła dochodu. Mimo tego zadłużenie przyrasta w zastraszającym tempie. Majchrowski zostawił miasto z 6 miliardami długu. Miszalski w dwa lata powiększa tę sumę do 7,5 miliarda.
Spirala zadłużenia nie kończy się na prognozach. 17 września radni zgodzili się na emisję obligacji komunalnych o wartości 546 mln zł, przygotowaną przez prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Papiery rozpisano na trzy serie, a ich wykup nastąpi dopiero w latach 2029–2041. Środki pójdą na spłatę wcześniejszych zobowiązań i pokrycie deficytu budżetowego na 2025 rok, który sięga 727 mln zł. Innymi słowy: Kraków zaciąga nowe długi, by spłacać stare, a koszt tego manewru przerzucono na kolejne kadencje i kolejne pokolenia krakowian.
Czytaj także: Kraków zadłuża się na kolejne pół miliarda. Obligacje ratunkiem czy pułapką?
Po 22 latach prezydentury Jacka Majchrowskiego Kraków miał 6 mld długu. Aleksander Miszalski objął stery, mając do dyspozycji nowe źródła dochodów z reformy Domańskiego i deklarując „odpowiedzialne zarządzanie”. Ale w jego pierwszych dwóch latach dług przyrasta szybciej niż wcześniej. To nie ocena agencji ratingowej, tylko twarde dane z budżetu. Pytanie, które warto dziś postawić, brzmi: jak długo Kraków będzie mógł chwalić się stabilnym ratingiem, skoro w tym samym czasie zadłuża się w tempie, którego nawet dodatkowe setki milionów złotych z PIT i CIT nie są w stanie zatrzymać?
Czytaj także: Kraków zadłużony na miliardy. Czy uda się uniknąć kryzysu finansowego?





















