W Warszawie kierowcy mijają tablice z napisem „Uwaga wiewiórki”. W Krakowie takich znaków nie będzie – mimo apeli dwojga radnych, którzy zwrócili uwagę, że te zwierzęta coraz częściej giną pod kołami samochodów w parkach, na Błoniach czy w rejonie Plant. Miasto tłumaczy, że nie ma do tego podstaw prawnych, a nadmiar tablic może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego.
Dyskusję o bezpieczeństwie wiewiórek w Krakowie wywołały interwencje Agnieszki Paderewskiej i Piotra Moskały. Oboje zwrócili uwagę, że te małe ssaki coraz częściej padają ofiarą ruchu drogowego, szczególnie w rejonach, gdzie drzewa i alejki przecinają ścieżki rowerowe lub jezdnie.
Radna Agnieszka Paderewska przekonuje, że Kraków powinien pójść za przykładem innych miast – W wielu miejscach w Polsce, również w Krakowie, ustawiono już znaki ostrzegawcze dotyczące jeży i dzięki temu liczba rozjechanych zwierząt znacznie zmalała. W trosce o bezpieczeństwo wiewiórek, które równie często giną na ulicach, warto byłoby rozważyć podobne rozwiązanie – napisała w interpelacji. Jak dodała, sygnały o potrzebie takich znaków pojawiły się ze strony mieszkańców, m.in. z rejonu ulicy Kleeberga.
Radny Piotr Moskała zwraca uwagę, że problem jest widoczny w całym mieście, a wiewiórki nie boją się ludzi i często przecinają ścieżki rowerowe i ulice – Mieszkańcy zgłaszają, że wiewiórki giną w rejonach takich jak Park Jordana, Błonia, Lasek Wolski czy Planty. W Warszawie podobne znaki już funkcjonują, a w Krakowie mamy tablice „Uwaga na jeże”, które spotkały się z pozytywnym odbiorem społecznym. Warto byłoby rozważyć rozszerzenie tej idei – argumentował.Oboje radni podkreślają, że chodzi nie tylko o symboliczny gest, ale też o edukację i zwiększenie świadomości kierowców. Wskazują że nawet niewielkie działania mogą poprawić bezpieczeństwo zwierząt w mieście.
WARTO PRZECZYTAĆ: Niewidomi mają problem z komunikacją w Krakowie. Dyrektor ZTP: Wszystko jest zgodnie z przepisami
W ocenie urzędników takie oznakowanie nie ma umocowania w przepisach. Wiceprezydent Krakowa Stanisław Mazur podkreśla, że tablice z napisem „Uwaga wiewiórki” nie są znakami drogowymi w rozumieniu rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 2003 roku. Każda nowa tablica w pasie drogowym musi być zgodna z obowiązującymi normami, a nadmiar oznakowania – zamiast poprawiać bezpieczeństwo – może je obniżać.
Według Mazura, nadmierna liczba tablic informacyjnych przy drogach prowadzi do efektu odwrotnego od zamierzonego – kierowcy przestają zwracać na nie uwagę, a kluczowe komunikaty mogą zostać pominięte. Ograniczone zdolności przetwarzania zbyt dużej ilości informacji na drodze sprawiają, że dodatkowe znaki mogą wręcz przyczynić się do zdarzeń drogowych.
Miasto nie dysponuje również danymi, które pozwalałyby wskazać miejsca szczególnie niebezpieczne dla tych zwierząt. Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania nie ma informacji, które mogłyby stanowić podstawę do wytypowania lokalizacji dla ewentualnych tablic. Zgłoszenia dotyczące usuwania martwych wiewiórek z terenu Krakowa nie wskazują na obszary, w których problem byłby szczególnie nasilony.
Zarząd Zieleni Miejskiej skupia się na działaniach mających poprawić warunki bytowania zwierząt w mieście – tworzy specjalne strefy w parkach i wprowadza tzw. strefy biocenotyczne, w których ogranicza się użytkowanie terenu. Miasto przypomina też o prowadzonych kampaniach edukacyjnych poświęconych ochronie dzikich zwierząt – realizowanych w grudniu 2024 roku i w pierwszej połowie 2025 roku. Urzędnicy zwracają uwagę, że wiewiórki, w przeciwieństwie do płazów czy jeży, rzadko przemieszczają się po ziemi. To gatunek powszechnie występujący w Krakowie, szczególnie na terenach parków i zieleńców. Wiewiórki są bardzo aktywne w koronach drzew, podczas gdy płazy i jeże napotykają na swojej drodze przeszkody już w postaci krawężników.
TYM ŻYJE KRAKÓW: Czy prezydent Miszalski ukrywa komentarze mieszkańców Krakowa na swoim FB?
Piotr Moskała przypomina, że nie chodzi o kosztowne inwestycje, lecz o prosty, symboliczny gest. – Wierzę, że takie działania wpisują się w dążenia Krakowa do bycia miastem przyjaznym przyrodzie i mieszkańcom oraz świadczą o naszej wrażliwości na los dzikich zwierząt, z którymi dzielimy wspólną przestrzeń – podkreśla.
Zdaniem wiceprezydenta Mazura, nawet najlepsze intencje nie mogą stać w sprzeczności z przepisami i zasadami bezpieczeństwa. – Pomimo prowadzonej edukacji w zakresie stosowania się do ograniczeń prędkości, nie ma możliwości, by całkowicie zapobiec śmiertelności tych ssaków na drogach – stwierdza Mazur.























