Trzy wybrzuszenia torów w ciągu jednego dnia, wstrzymany ruch tramwajów w kilku miejscach i kolejne objazdy. W sobotę krakowska komunikacja miejska została sparaliżowana, a skutki awarii odczuli zarówno mieszkańcy, jak i osoby odwiedzające miasto.
2 maja w ciągu kilku godzin doszło do trzech wybrzuszeń torowiska w różnych częściach miasta. Najpierw ul. Starowiślna – za skrzyżowaniem z Dietla w kierunku Miodowej. Tam szyna została wypchnięta w górę, co wymusiło wstrzymanie ruchu tramwajowego i pierwsze zmiany tras. Niedługo później podobna sytuacja wystąpiła na ul. Limanowskiego. Kolejne zatrzymania, kolejne objazdy i rosnące opóźnienia, które zaczęły kumulować się w całym systemie komunikacji.
Wieczorem przyszedł trzeci przypadek – ul. Wielicka, godz. 18:37, rejon przystanku Cmentarz Podgórski w kierunku Nowego Bieżanowa i Kurdwanowa. Ruch tramwajowy został wstrzymany, a pasażerowie ponownie musieli szukać alternatywy. Linie 3, 13, 24 i 76 skierowano na trasy objazdowe przez ul. Grzegórzecką, most Kotlarski oraz ul. Kuklińskiego w stronę estakady Lipska–Wielicka. Uruchomiono komunikację zastępczą – autobusy kursują między Starowiślną a przystankiem Kabel.
Dla pasażerów oznaczało to jedno: chaos komunikacyjny. Mieszkańcy wracający do domów, osoby jadące do pracy zmianowej, a także turyści odwiedzający dziś Kraków musieli mierzyć się z nagłymi zmianami tras, wydłużonym czasem przejazdu i brakiem jasnej informacji w czasie rzeczywistym. Szczególnie problematyczna pozostawała sytuacja przy Podgórzu SKA, gdzie utrudnienia utrzymywały się mimo wznowienia ruchu na innych odcinkach.
Co istotne, wszystkie te zdarzenia miały miejsce przy temperaturze około 21 stopni Celsjusza – czyli warunkach, które trudno uznać za ekstremalne. Wybrzuszenia torów kojarzone są zwykle z falą upałów. Tym razem pojawiły się, zanim lato na dobre się zaczęło. To rodzi poważne pytania o stan infrastruktury tramwajowej w Krakowie i skuteczność dotychczasowych działań naprawczych. Zwłaszcza że jeszcze kilka miesięcy temu na ul. Starowiślnej przeprowadzono awaryjny remont torowiska. Koszt prac wyniósł około 2 mln zł, a ich celem było utrzymanie przejezdności do czasu większej przebudowy.
Dzisiejsze zdarzenia pokazują jednak, że doraźne naprawy nie rozwiązują problemu – a jedynie odsuwają go w czasie. I to na bardzo krótko. Jeśli przy umiarkowanych temperaturach dochodzi do trzech awarii w ciągu jednego dnia, trudno nie postawić pytania, jak krakowskie torowiska poradzą sobie w trakcie letnich upałów. Na razie odpowiedź poznają przede wszystkim pasażerowie – stojąc na przystankach i czekając na tramwaj, który nie przyjedzie.





















