Kraków przebił kolejną granicę. Zadłużenie miasta przekroczyło 8 mld zł

źródło: Puls Krakowa

Zadłużenie Krakowa przekroczyło 8 mld zł. Na koniec rządów Aleksandra Miszalskiego miasto miało zobowiązania zbliżone do tej granicy, a teraz – gdy Krakowem kieruje komisarz Stanisław Kracik, wcześniej wiceprezydent w administracji Miszalskiego – dług nadal rośnie. Najnowsze dane otrzymane przez naszą redakcję pokazują skalę problemu.

Na 18 sierpnia 2026 roku zadłużenie Gminy Miejskiej Kraków wynosiło dokładnie 8 079 570 002,90 zł. Chodzi o zobowiązania finansowe miasta wynikające między innymi z kredytów, pożyczek i wyemitowanych obligacji – Zadłużenie z tytułu zobowiązań finansowych, w tym z tytułu kredytów, pożyczek oraz obligacji, Gminy Miejskiej Kraków na dzień 18 sierpnia 2026 roku wynosi 8 079 570 002,90 zł – przekazał magistrat w odpowiedzi na pytania naszej redakcji. Tym samym Kraków przebił kolejną symboliczną granicę. Jeszcze w opublikowanym w czerwcu raporcie o stanie miasta za 2025 rok była mowa o zadłużeniu na poziomie około 7,9 mld zł. Teraz oficjalna kwota zaczyna się już od ósemki.

Miszalski zostawił miasto z długiem bliskim 8 mld zł

Aleksander Miszalski został odwołany ze stanowiska prezydenta Krakowa w referendum przeprowadzonym 24 maja 2026 roku. U schyłku jego rządów zadłużenie miasta było już bliskie 8 mld zł. Na koniec marca, czyli niespełna dwa miesiące przed referendum, wynosiło około 7,8 mld zł. Po odwołaniu Miszalskiego zarządzanie miastem przejął wyznaczony przez premiera komisarz Stanisław Kracik. Nie jest on jednak osobą spoza dotychczasowej administracji. Przed referendum pełnił funkcję zastępcy prezydenta Krakowa i odpowiadał w ekipie Miszalskiego między innymi za część miejskich spraw gospodarczych. Najnowsze dane pokazują, że również po zmianie na stanowisku osoby kierującej miastem dług Krakowa rośnie. W ciągu pierwszych miesięcy 2026 roku przekroczył granicę, do której wcześniej tylko się zbliżał.

Prawie 205 mln zł więcej niż na koniec roku

Na 31 grudnia 2025 roku zadłużenie Krakowa wynosiło 7 874 613 854,37 zł. Do 18 sierpnia 2026 roku wzrosło więc o 204 956 148,53 zł, czyli o około 2,6 proc. Skala zmian jest jeszcze bardziej widoczna w dłuższej perspektywie. Na koniec 2023 roku zadłużenie miasta wynosiło 6,05 mld zł. Rok później wzrosło do 6,84 mld zł, a na koniec 2025 roku sięgnęło prawie 7,9 mld zł. Oznacza to, że od końca 2023 roku zobowiązania Krakowa zwiększyły się już o ponad 2 mld zł. W ciągu niecałych trzech lat dług wzrósł o około jedną trzecią.

Rosną nie tylko same zobowiązania, ale również koszty ich obsługi. W 2023 roku Kraków wydał na ten cel 327,1 mln zł. Dwa lata później było to już ponad 415 mln zł. Średnio oznaczało to wydatek przekraczający 1,1 mln zł dziennie. Są to przede wszystkim pieniądze przeznaczane na odsetki i inne koszty związane z wcześniej zaciągniętymi zobowiązaniami. Wzrost tych wydatków ogranicza środki, które mogą zostać wykorzystane na inwestycje oraz miejskie usługi. Raport za 2025 rok pokazał również deficyt budżetowy w wysokości 947,3 mln zł oraz deficyt operacyjny przekraczający 124 mln zł. Ten drugi wskaźnik oznacza, że bieżące dochody miasta były niższe od bieżących wydatków.

Przekroczenie poziomu 8 mld zł prawdopodobnie nie będzie ostatnim rekordem w tym roku. Zgodnie z miejskimi prognozami finansowymi na koniec 2026 roku zadłużenie Krakowa może wynieść około 8,98 mld zł. Ostateczna kwota będzie zależała od wykonania budżetu, wysokości zaciągniętych kredytów i pożyczek, emisji obligacji oraz harmonogramu spłaty wcześniejszych zobowiązań. Zmiana na stanowisku osoby kierującej magistratem nie zatrzymała więc wzrostu zadłużenia. Aleksander Miszalski kończył rządy z długiem zbliżonym do 8 mld zł. Teraz, gdy Krakowem zarządza jego były zastępca Stanisław Kracik, miasto oficjalnie przekroczyło tę granicę.

Na obecnych 8,08 mld zł może się nie skończyć. Komisarz Stanisław Kracik skierował do Rady Miasta projekt emisji obligacji o wartości 934 mln zł. Pieniądze mają zostać przeznaczone na sfinansowanie deficytu budżetowego oraz spłatę wcześniej zaciągniętych kredytów, pożyczek i obligacji. Papiery mają być wykupywane przez kolejne lata, a ostatnią spłatę przewidziano dopiero w 2045 roku. Sama emisja nie oznacza, że cały dług natychmiast wzrośnie o 934 mln zł, ponieważ część pieniędzy ma zastąpić zapadające zobowiązania. Pokazuje jednak, że Kraków nadal potrzebuje zewnętrznego finansowania, aby domknąć tegoroczny budżet.

Nowy prezydent, którego mieszkańcy wybiorą we wrześniu, przejmie więc miasto już nie z długiem „zbliżającym się” do 8 mld zł, ale wyraźnie przekraczającym tę kwotę. Jednocześnie będzie musiał zmierzyć się z kolejnymi planowanymi emisjami obligacji, kosztami obsługi zobowiązań i inwestycjami zapisanymi w wieloletniej prognozie finansowej.

Jeśli obecne tempo się utrzyma, w najbliższych latach może dojść do 9,5 miliarda złotych. To moment, w którym dług zrówna się z rocznym budżetem miasta. A wtedy – jak mówią ekonomiści – system sam się zablokuje.

Według ustawy o finansach publicznych dług samorządu nie może przekroczyć jego rocznych dochodów. Jeśli zadłużenie zrówna się z budżetem – czyli przekroczy 9,5 miliarda złotych – Regionalna Izba Obrachunkowa zablokuje budżet miasta. Kraków nie będzie mógł zaciągać nowych kredytów, nie uzyska zgody na emisję obligacji, a każda inwestycja wymagająca wkładu własnego stanie. Miasto będzie musiało przygotować program naprawczy – plan drastycznych oszczędności, który zamrozi rozwój na lata.

W takiej sytuacji Regionalna Izba Obrachunkowa nie tylko „zwróci uwagę” miastu, ale w praktyce przejmie nadzór nad jego finansami. To właśnie RIO sprawdza, czy budżet i wieloletnia prognoza finansowa spełniają wymogi ustawy o finansach publicznych. Jeśli relacja długu i kosztów jego obsługi do dochodów bieżących przekroczy dopuszczalny limit, Izba może odmówić zatwierdzenia budżetu i zobowiązać prezydenta do jego natychmiastowej korekty. Wtedy nie ma już miejsca na uznaniowość czy polityczne tłumaczenia – budżet po prostu nie wejdzie w życie. Miasto nie będzie mogło podpisać nowych umów kredytowych, nie wyemituje obligacji, a banki komercyjne i instytucje finansowe automatycznie wstrzymają wszelkie negocjacje, bo bez pozytywnej opinii RIO samorząd staje się niewiarygodnym dłużnikiem.

To nie jest abstrakcyjna sankcja. Regionalna Izba Obrachunkowa działa jak finansowy strażnik konstytucyjny: nie pozwala samorządom żyć ponad stan. Jeśli Kraków przekroczy próg 100 procent relacji długu do dochodów, Izba wprowadzi rygor nadzorczy, który może oznaczać konieczność przyjęcia tzw. programu naprawczego. To dokument narzucony z góry – nie konsultowany z radnymi, nie poddawany głosowaniu – który wymusza określone działania: cięcia wydatków bieżących, wstrzymanie inwestycji, redukcję zatrudnienia, podwyżki lokalnych opłat. W praktyce RIO nie „doradza”, tylko dyktuje, jak miasto ma się ratować. Jeśli prezydent nie dostosuje się do zaleceń, Izba może sama ustalić plan finansowy miasta, a nawet skierować sprawę do wojewody.

W skrajnym scenariuszu, jeśli sytuacja się nie poprawi, wojewoda ma prawo wprowadzić zarząd komisaryczny – czyli de facto odebrać miastu kontrolę nad jego pieniędzmi. Taki komisarz, wyznaczony przez administrację rządową, ma pełnię władzy budżetowej: decyduje, co finansować, a co wstrzymać, bez pytania o zgodę rady miasta. Dla Krakowa oznaczałoby to utracenie finansowej autonomii, ograniczenie decyzji inwestycyjnych do minimum i przymusowe „zaciskanie pasa” – nie na rok czy dwa, lecz na całe lata. W tym czasie każda złotówka, każdy przetarg, każdy remont musiałby przejść przez biurokratyczne sito Izby i wojewody.

Krótko mówiąc: jeśli Kraków przekroczy próg 9,5 miliarda długu, nie zbankrutuje, ale zostanie objęty finansowym nadzorem. Miasto nie przestanie istnieć, ale przestanie decydować o sobie. Regionalna Izba Obrachunkowa stanie się wtedy nie tyle kontrolerem, co zarządcą bo decyzje o pieniądzach zapadną gdzie indziej – na biurku w RIO, a nie w magistracie przy pl. Wszystkich Świętych. W praktyce oznaczałoby to cięcia w kulturze, administracji, transporcie, pomocy społecznej, a nawet w utrzymaniu szkół. Tymczasem tylko w oświacie miasto dopłaca rocznie ponad miliard złotych więcej, niż dostaje z budżetu państwa. Miszalski przyznał: – „To największe obciążenie dla samorządu, luka oświatowa wynosi 1,5 miliarda złotych”.

Granica 9,5 miliarda złotych długu, uznawana dziś za niebezpieczną, za dwa–trzy lata może być już tylko teoretyczna. Jeśli dochody budżetu przekroczą 10 miliardów, sam próg 100 procent długu automatycznie przesunie się w górę. Ale to nie znaczy, że sytuacja się poprawi – bo prawdziwy problem leży w proporcji między pieniędzmi zarabianymi a wydawanymi. Kraków będzie mieć większy budżet, lecz wciąż zdominowany przez wydatki stałe i spłatę zobowiązań. Innymi słowy: większe liczby na papierze, ale mniej wolnych środków w kasie.

Warto też pamiętać, że prognozy wzrostu dochodów nie są gwarancją. Kraków zakłada, że wpływy z podatków i subwencji będą rosły, ale to założenie łatwo może się rozsypać. Wystarczy spowolnienie gospodarcze, wzrost bezrobocia albo kolejna reforma podatkowa wprowadzona przez rząd, by dochody samorządów nagle spadły. Już w czasie Polskiego Ładu miasto straciło kilkaset milionów złotych wpływów z PIT, których nie udało się w pełni odzyskać. Do tego dochodzi inflacja – im wyższe ceny usług, energii i wynagrodzeń, tym większe wydatki bieżące. W efekcie nawet jeśli dochody nominalnie wzrosną do 10 miliardów złotych, realnie Kraków może mieć mniej pieniędzy do dyspozycji niż dziś. Takie załamanie równowagi byłoby szczególnie groźne w momencie, gdy rosną koszty obsługi długu i przygotowania wielkich inwestycji, jak metro.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry