W Krakowie od pierwszych dni obowiązywania Strefy Czystego Transportu regularnie znikają znaki informujące o jej granicach. Miasto codziennie je uzupełnia, a w pobliżu tych znaków zaczęły pojawiać się urządzenia przypominające fotopułapki. Nie wiadomo, kto je montuje ani czy mają związek z powtarzającymi się zgłoszeniami o brakującym oznakowaniu.
Od początku stycznia w wielu miejscach Krakowa brakuje tablic oznaczających granice Strefy Czystego Transportu. Znaki są zdejmowane lub przemieszczane, a ekipy techniczne ponownie montują je w tych samych punktach. Według relacji z terenu każdego dnia instalowanych jest ponownie co najmniej kilkadziesiąt tablic. Powtarzalność tych prac widoczna jest w różnych częściach miasta, gdzie oznakowanie znika nawet kilkukrotnie w ciągu tygodnia.
Wraz z narastającymi zgłoszeniami dotyczącymi brakujących znaków, mieszkańcy zaczęli zwracać uwagę na nowe urządzenia pojawiające się bezpośrednio przy oznakowaniu SCT. Są to niewielkie skrzynki montowane na latarniach, masztach czy konstrukcjach wspierających tablice. Zgłoszenia dotyczą m.in. Prądnika Czerwonego, Zwierzyńca, Dębnik i Podgórza. Charakterystyczne jest to, że urządzenia występują parami: jedno skierowane jest wzdłuż osi jezdni, drugie poprzecznie. Ich układ sugeruje możliwość rejestracji zarówno drogi, jak i przestrzeni wokół znaku.
„Chcemy do strefy”. Swoszowice domagają się włączenia do SCT – Puls Krakowa
Wygląd tych skrzynek przypomina fotopułapki stosowane w obserwacji terenowej. Tego typu urządzenia uruchamiają się po wykryciu ruchu, wykonując zdjęcie lub krótki materiał wideo. Nie ma jednak potwierdzenia, że właśnie w taki sposób działają urządzenia obserwowane przy znakach SCT. Nie są one oznakowane, nie wskazują właściciela ani przeznaczenia, a ich instalacja nie została ogłoszona publicznie. Władze miasta dotychczas nie wyjaśniły, czy urządzenia zostały zamontowane w związku z powtarzającym się usuwaniem oznakowania. Brakuje również potwierdzenia, czy jest to rozwiązanie tymczasowe, testowe czy uruchomione przez inny podmiot. Nie wyklucza się nawet, że część urządzeń może być nieaktywna lub pełnić funkcję odstraszającą.
Przeciwnicy Strefy Czystego Transportu coraz wyraźniej organizują się w mediach społecznościowych. Na Facebooku działa grupa „Blade Runners SCT Kraków”, która skupia już ponad 35 tys. obserwujących i stała się główną platformą sprzeciwu wobec planowanych regulacji. To właśnie tam niezadowoleni kierowcy koordynują działania i publikują krytyczne komentarze, które regularnie pojawiają się również pod wpisami prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.
Błoto, pobocze i cudze pole. Tak Kraków przygotował miejsca kontroli wjazdu do SCT(Galeria)
Zdaniem przeciwników SCT – w tym władz oraz mieszkańców gmin ościennych – projekt strefy narusza konstytucyjną zasadę równości wobec prawa. Wskazują oni na uprzywilejowanie mieszkańców Krakowa, którzy zostali zwolnieni z opłat za poruszanie się po strefie starszymi pojazdami, podczas gdy osoby dojeżdżające spoza miasta takich preferencji nie mają. Kontrowersje budzi również sam zasięg SCT, obejmujący ponad 60 proc. powierzchni Krakowa, a także – jak podnoszą krytycy – brak aktualnych i jednoznacznych danych, które uzasadniałyby objęcie strefą tak rozległego obszaru.
Strefa Czystego Transportu funkcjonuje od 1 stycznia i obejmuje około 60 procent powierzchni Krakowa. Jej granice nadzoruje system 127 kamer automatycznie rozpoznających tablice rejestracyjne. Kamery działają jako element miejskiego systemu sterowania ruchem i umożliwiają weryfikację norm emisji pojazdów poruszających się w granicach strefy. Kierowcy pojazdów niespełniających wymagań mogą wnosić jednorazową opłatę za wjazd do miasta w jednym z dziewięciu strefomatów rozmieszczonych przy głównych trasach wjazdowych.





















