Choinki, anioły, bombki i Lajkoniki znów rozświetliły Kraków. Tegoroczne iluminacje kosztowały miasto ponad 1,4 mln zł – o blisko 660 tys. zł więcej niż rok wcześniej. Wzrost wydatków to efekt nowych umów, koniecznych napraw wieloletnich dekoracji oraz wypożyczenia dodatkowych elementów świetlnych.
Sprawdziliśmy, ile faktycznie kosztuje świąteczne światło, które od połowy listopada rozbłysło w ponad 170 miejscach Krakowa – od Rynku Głównego po Nową Hutę. Z zestawień finansowych wynika, że tylko tegoroczna umowa na montaż, utrzymanie i demontaż iluminacji pochłonęła ponad dwa miliony złotych. Dla porównania, jeszcze w 2023 roku wydano na ten sam cel nieco ponad 760 tysięcy zł.
Tegoroczny wystrój przygotowała – jak co roku – firma Multidekor S.A. z Piastowa. Iluminacje pojawiły się na głównych ulicach i mostach, a także na Placu Centralnym w Nowej Hucie. Najwięcej kosztowało oświetlenie centrum miasta: Rynek Główny, Planty i ulice przyległe to wydatek około 600 tysięcy złotych. Dekoracje mostów – Dębnickiego, Grunwaldzkiego i Powstańców Śląskich – to kolejne 200 tysięcy złotych, a iluminacje w Nowej Hucie pochłonęły blisko 120 tysięcy złotych. Nowością są wypożyczone ozdoby, m.in. dziesięć dużych bombek przestrzennych i 22 zestawy oświetlenia drzew LED. Każdy kosztuje od 12 do 15 tysięcy złotych za sezon. Jak tłumaczą urzędnicy, takie rozwiązanie pozwala uniknąć kosztów magazynowania i konserwacji nowych elementów.
TYLKO U NAS: Półtora roku po wyborach. Obiecany przez prezydenta Miszalskiego bon dla młodych na kulturę wciąż nie istnieje
W tym roku cała instalacja zużyje około 25 tysięcy kWh energii elektrycznej – to równowartość rocznego zużycia czterech gospodarstw domowych. Przy obecnych stawkach koszt prądu wyniesie ok. 20 tysięcy złotych. Wszystkie ozdoby korzystają z energooszczędnej technologii LED.
– Większość dekoracji ma już ponad dziesięć lat, dlatego wymagają one regularnych przeglądów i napraw. Wzrost kosztów to w dużej mierze efekt konieczności konserwacji oraz rosnących cen materiałów i usług – tłumaczy wiceprezydent Stanisław Kracik. – Staramy się zachować równowagę między estetyką a rozsądkiem finansowym, ale trudno byłoby zrezygnować z czegoś, co jest już krakowską tradycją.
Iluminacje mają pozostać w przestrzeni publicznej do połowy lutego. Potem rozpoczną się prace demontażowe i przeglądy techniczne, które – jak zapowiadają urzędnicy – pozwolą wykorzystać większość elementów w przyszłym roku.
– Nie chcemy konkurować z Warszawą czy Wrocławiem, ale Kraków ma swoją atmosferę i świąteczne światło jest jej częścią. Gdy widzimy, jak ludzie zatrzymują się na Rynku, robią zdjęcia i spacerują po zmroku – to też jest wartość, która wykracza poza sam koszt – podkreśla Kracik.





















