To miał być zwykły mecz fazy grupowej Ligi Konferencji Europy, ale wieczór na stadionie im. Henryka Reymana w Krakowie przerodził się w dramat z hollywoodzkim finałem. Szachtar Donieck, rozgrywający swoje europejskie spotkania właśnie pod Wawelem, przegrał z Legią Warszawa 1:2 po dwóch bramkach Rafała Augustyniaka, z których druga – z rzutu wolnego w 94. minucie – uciszyła ukraińskie trybuny.
Kiedy Arda Turan, szkoleniowiec Szachtara Donieck, dzień przed meczem dziękował Polakom za gościnność i wsparcie w trudnym czasie wojny, mało kto spodziewał się, że jego drużyna przeżyje w Krakowie sportowy koszmar. Na stadionie przy Reymonta – w roli gospodarza, ale z dala od domu – ukraiński zespół musiał uznać wyższość Legii Warszawa, która wygrała 2:1 po trafieniach Rafała Augustyniaka. Pomocnik warszawian został bohaterem wieczoru, a jego gol z rzutu wolnego w doliczonym czasie gry zapewnił Polakom zwycięstwo w meczu pełnym napięcia i emocji.
Spotkanie rozgrywano przy solidnych środkach bezpieczeństwa – wokół stadionu pracowały setki funkcjonariuszy, a atmosfera na trybunach była mieszanką sportowej rywalizacji i historii. Dla Legii to był wyjazd szczególny – choć mecz odbywał się w Polsce, warszawianie formalnie grali „na obcym terenie”, przeciw drużynie, która od dwóch lat w Krakowie ma swoją europejską przystań.
Na boisku emocje zaczęły się szybko. Już w 16. minucie Augustyniak huknął z ponad 20 metrów, a piłka zatrzepotała w samym okienku bramki Szachtara. Stadion wstrzymał oddech – to był gol z kategorii tych, które ogląda się na powtórkach jeszcze wiele razy. Legia objęła prowadzenie, a jej kapitan pobiegł w stronę ławki trenerskiej, jakby chciał dodać otuchy trenerowi Edwardowi Iordanescu, którego przyszłość w ostatnich tygodniach była tematem gorących dyskusji.
Szachtar, mając aż 70 procent posiadania piłki, długo nie potrafił zamienić przewagi na gola. Dopiero w 61. minucie 18-letni Luca Meirelles doprowadził do remisu po precyzyjnym dośrodkowaniu Juchyma Konopli. Ukraińcy naciskali coraz mocniej, a Legia – cofnięta głęboko – broniła się z determinacją, próbując wyczekać na swoją szansę.
Ta nadeszła w ostatnich sekundach meczu. Rzut wolny tuż przed polem karnym, do piłki znów podchodzi Augustyniak. Strzał – idealny, precyzyjny, nie do obrony. W 94. minucie piłka zatrzepotała w siatce, a ławka Legii eksplodowała z radości. Na murawę wbiegli rezerwowi i członkowie sztabu, kibice z sektora gości wpadli w euforię.
Szachtar był zdruzgotany. Kraków, który dla Ukraińców stał się tymczasowym domem w europejskich pucharach, tym razem nie przyniósł szczęścia. Legia natomiast dopisała jedno z najbardziej dramatycznych zwycięstw w swojej historii występów na europejskiej scenie – wygraną w polskim mieście, które nigdy nie należało do jej ulubionych terenów.
Dla stołecznego klubu to zwycięstwo może mieć większe znaczenie niż tylko trzy punkty. Po serii niepowodzeń i plotkach o możliwym rozstaniu z trenerem Iordanescu, zespół z Łazienkowskiej wreszcie znalazł bohatera i moment, który może odmienić sezon.























