Łukasz Gibała nie ujawni nazwisk radnych KO. „Zaufania nie zawiodę”

źródło: Puls Krakowa

Łukasz Gibała podtrzymuje słowa o sześciu radnych KO otwartych na współpracę, ale zapowiada, że nie ujawni ich nazwisk. Kandydat na prezydenta Krakowa przekonuje, że nie chce nadużyć zaufania swoich rozmówców, nawet jeśli taka decyzja będzie oznaczała dla niego trudniejszą obronę w sądzie.

W piątek, 2 października, tuż po godz. 12 w Sądzie Okręgowym w Krakowie rozpoczęło się posiedzenie w trybie wyborczym dotyczące wypowiedzi lidera Krakowa dla Mieszkańców. Wniosek złożył pełnomocnik komitetu Moniki Piątkowskiej – Ponad Podziałami. Spór dotyczy słów Gibały o radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy według jego relacji deklarowali gotowość do rozmów i współpracy po jego ewentualnym zwycięstwie.

Przed posiedzeniem Gibała przyjechał pod sąd i zorganizował briefing dla dziennikarzy. Swoje stanowisko przedstawił także w mediach społecznościowych. Wyjaśnił, że ujawnienie nazwisk rozmówców uważa za najprostszy sposób obrony przed zarzutami. Nie zamierza jednak robić tego ich kosztem – Doszedłem do wniosku, że nie mogę nadużywać zaufania radnych Koalicji, którzy chcą współpracować, jeśli zostanę wybrany na urząd prezydenta. Są w życiu takie sytuacje, że trzeba – jak to się mówi – wziąć to na klatę i iść dalej. Nie zdradzę ich nazwisk, bo wiem, w jak trudnej sytuacji bym ich postawił – zadeklarował.

Gibała podkreślił, że jego decyzja wynika z odpowiedzialności za powierzone mu informacje. Zapowiedział, że jest gotowy ponieść jej konsekwencje – Umiejętność dotrzymania tajemnicy i bycie fair to wartości, jakie są dziś potrzebne w przestrzeni publicznej, nawet jeśli trzeba za nie płacić pewną cenę. Ja ją zapłacę, ale zaufania nie zawiodę. Ani ich, ani nikogo innego – napisał.

Współpraca przy projektach, bez zmiany klubu

Początkiem sporu była poniedziałkowa rozmowa w RMF FM. Gibała powiedział, że zgłosiło się do niego sześcioro radnych koalicji niezadowolonych z działań Aleksandra Miszalskiego. Według jego relacji byli otwarci na rozmowy oraz możliwą współpracę po jego zwycięstwie. Kandydat zaznacza, że nie ogłaszał przechodzenia radnych do Krakowa dla Mieszkańców. W czwartkowym briefingu tłumaczył, że do realizowania miejskich projektów wystarczy mu ich poparcie w głosowaniach – Nigdy nie mówiłem o jakimś przechodzeniu radnych ze strony Koalicji Obywatelskiej do mojego klubu, zresztą, po co by mi to było, skoro radni Koalicji Obywatelskiej deklarują, że zamierzają popierać moje dobre pomysły, to w zasadzie to mi w zupełności wystarcza – powiedział.

„Partyjna władza, a nie radni w swoich sumieniach”

Przed piątkowym posiedzeniem Gibała wskazał również, że postępowanie może służyć wywieraniu presji na radnych dopuszczających współpracę z przyszłym prezydentem – Można mieć podejrzenia, że głównym powodem pozwu może być chęć wywarcia presji na radnych, którzy rozważali bycie konstruktywną opozycją i współpracę nad dobrymi dla Krakowa projektami. Że może chodzić o to, by decyzję o tym, który projekt jest dla Krakowa dobry, podejmowała partyjna władza, a nie radni w swoich sumieniach – przekonywał.

Radni KO kwestionują natomiast jego relację o wcześniejszych rozmowach. Wszystkich 19 członków klubu podpisało oświadczenia, w których zaprzeczyli, by rozmawiali o współpracy po ewentualnym zwycięstwie Gibały. Komitet Piątkowskiej domaga się sprostowania jego wypowiedzi. Tomasz Daros argumentował podczas briefingu, że słowa kandydata przedstawiają radnych jako osoby gotowe odejść od programu i ideałów, z którymi startowali w wyborach. Według przedstawicieli KO wypowiedź mogła również skłócić klub i zdezorientować mieszkańców. Gibała odrzuca taką interpretację. Pozew określił jako „absurdalny”, podtrzymał swoje słowa o gotowości części radnych do współpracy i zapowiedział zachowanie ich nazwisk w tajemnicy. Na posiedzeniu reprezentowali go pełnomocnicy, wśród nich Jan Hoffman.

Osobna sprawa o głosowania Gibały

Do sądu trafił również wniosek pełnomocnika Gibały przeciwko Monice Piątkowskiej. Dotyczy jej wypowiedzi o sposobie głosowania kontrkandydata w Radzie Miasta Krakowa. Jak wyjaśnił Gibała, Piątkowska mówiła między innymi podczas debaty, że przejrzała jego głosowania i że w większości przypadków się wstrzymywał. Kandydat zakwestionował tę informację oraz wyciągane z niej wnioski dotyczące jego wiedzy i decyzyjności. Jego sztab sprawdził głosowania ze wszystkich lat sprawowania mandatu. Z tego zestawienia miało wynikać, że wstrzymywał się w kilku procentach przypadków – W związku z tym to jest ewidentna nieprawda i dlatego domagamy się sprostowania, bo uważamy, że ta wypowiedź uderza jednak w moje kompetencje, moją decyzyjność czy moją wiedzę przed drugą turą wyborów – powiedział.

Obie sprawy dotyczą wypowiedzi padających w kampanii przed drugą turą wyborów. Głosowanie odbędzie się 11 października.

W chwili przygotowania tekstu nie było jeszcze informacji o rozstrzygnięciu postępowania.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry