„Makino” zasługuje na miejsce na Zwierzyńcu. Prezydent się waha

Był twarzą miejskiego folkloru, głosem krakowskich ulic i autorem muzyki do hymnu Cracovii. Aleksander „Makino” Kobyliński – artysta, społecznik, założyciel zespołu Andrusy – przez dekady budował tożsamość Krakowa. Śpiewał o jego ulicach, ludziach i wspomnieniach. Teraz, prawie trzy lata po jego śmierci, pojawił się pomysł, by upamiętnić go w miejscu, z którym był związany najmocniej – na Zwierzyńcu. Miasto nie wyklucza takiego gestu. Ale też nie spieszy się z decyzją.

Makino zmarł w maju w wieku 89, pozostawiając po sobie ogromny dorobek artystyczny i społeczną legendę. Przez całe życie związany był z Krakowem – nie tylko geograficznie, ale emocjonalnie i twórczo. Był założycielem Zespołu Folkloru Miasta Krakowa „Andrusy”, który powstał z potrzeby ocalenia zanikającego miejskiego folkloru. Nazwa zespołu nieprzypadkowa – „andrus” to lokalne określenie łobuziaka-dżentelmena, z którym Makino z dumą się utożsamiał.

Zespół, który prowadził, zagrał ponad 6 tysięcy koncertów na trzech kontynentach – w Europie i Ameryce Północnej, przede wszystkim dla Polonii i na przeglądach kapel podwórkowych. Występował w Białymstoku, Katowicach, Przemyślu, Koninie, Żorach i Toruniu. Zawsze w klimacie starego Krakowa – z humorem, melancholią i pasją. Był wielokrotnie nagradzany. Sam Kobyliński został uhonorowany m.in. Nagrodą Prezydenta Miasta Krakowa „Kraków 2000”, Medalem za Odnowę Zabytków Krakowa oraz prestiżową nagrodą Prometeusza Stowarzyszenia „Pro Publico Bono” za działalność na rzecz dzieci pokrzywdzonych przez los.

W 2022 roku otrzymał brązowy medal „Cracoviae Merenti”, jedno z najważniejszych krakowskich odznaczeń. Był także autorem muzyki do hymnu Cracovii – klubu, któremu kibicował z oddaniem. Jego pieśń do dziś rozbrzmiewa z głośników przy ulicy Kałuży.

W czerwcu radna Agnieszka Łętocha zaproponowała, by na Półwsiu Zwierzynieckim – dzielnicy, z którą Makino był związany przez lata – pojawiła się tablica pamiątkowa lub inna trwała forma upamiętnienia, np. rzeźba symbolicznej gitary. Jak podkreśliła w interpelacji skierowanej do Prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, artysta był nie tylko muzykiem, ale też animatorem życia kulturalnego, opowiadaczem historii krakowskich ulic i twórcą lokalnej tożsamości.

W odpowiedzi Urząd Miasta Krakowa przyznał, że Makino był „wyjątkową postacią na krakowskiej scenie muzycznej i w życiu kulturalnym miasta”, a jego wkład jest niepodważalny. Przypomniano, że „pozostaje w żywej pamięci nie tylko mieszkańców Zwierzyńca, ale wszystkich krakowian”. Jednak w dalszej części pisma pojawiają się zastrzeżenia. „Każde trwałe upamiętnienie (np. w formie instalacji rzeźbiarskiej) ingeruje w przestrzeń i staje się zauważalnym elementem pejzażu miejskiego” – czytamy. „Ważne jest, by forma upamiętnienia wpisywała się w istniejący krajobraz Zwierzyńca i była zgodna z systemem identyfikacji wizualnej Miasta oraz układem terenów zielonych”. Na koniec magistrat zaznacza, że „realizacja innej formy upamiętnienia jest także w dużej mierze uzależniona od wysokości środków finansowych, które Miasto mogłoby przeznaczyć na ten cel”.

Z odpowiedzi nie wynika, by miasto odrzucało pomysł. Ale też nie padają żadne terminy, nie wskazano lokalizacji, nie zapowiedziano działań. Trwa analiza, rozważanie form i kosztów. Tylko że w tym przypadku trudno oprzeć się wrażeniu, że analizować nie ma czego. Upamiętnienie Aleksandra „Makino” Kobylińskiego to nie kwestia estetyki miejskiej czy przepisów krajobrazowych. To kwestia symbolu, który można – i trzeba – postawić bez rozgłosu, ale z szacunkiem.

Nie chodzi o pomnik. Chodzi o prostą tablicę. O znak dla mieszkańców, że to miasto pamięta o tych, którzy mu przez dekady służyli. Zwłaszcza jeśli chodzi o artystę, który nie miał pałacu, ale miał serce Krakowa w palcach gitary.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry