Psycholog w busie zamiast gabinetu, konsultacje bez kolejek i rozmowa zamiast milczenia. Projekt Mental Bus — Mobilnego Wsparcia Psychologicznego — właśnie wyjechał na drogi. Jak powstał, komu ma pomóc i czy rzeczywiście może przełamać opór przed korzystaniem z terapii? O tym w rozmowie „Pulsu Krakowa” opowiadają Wojciech Wychowaniec, prezes Fundacja The Presja, oraz rzeczniczka Fundacja Zróbmy sobie Kraków — Sandra Gwizdała.
Puls Krakowa: Skąd wziął się pomysł na projekt Mental Bus? Z doniesień medialnych wynika, że jego początki sięgają działań w Kotlinie Kłodzkiej po powodzi – czy rzeczywiście tak było?
Wojciech Wychowaniec: Powiedziałbym, że ta historia ma dwie „nogi”. Pierwszą jest powódź – a konkretnie moment, kiedy byliśmy w Kotlinie Kłodzkiej tydzień po przerwaniu tamy w Stroniu Śląskim. Na miejscu, bez odpowiedniego sprzętu, ale z dużym zaangażowaniem i chęcią pomocy, zaczęliśmy organizować wsparcie psychologiczne. Przyjeżdżali wolontariusze z Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Polska Akcja Humanitarna i innych organizacji, byli też nasi wolontariusze. Z czasem zaczęliśmy to wszystko koordynować. Wtedy Marcin, mój kolega z fundacji, który był na miejscu, zadzwonił do mnie i powiedział: „Musimy mieć busa, w którym będziemy mogli przyjmować ludzi”. Ponad rok później udało się to zrealizować – zdobyliśmy grant i zbudowaliśmy taki pojazd.
Drugą „nogą” są nasze działania w spokojniejszych warunkach. Dwukrotnie byliśmy na Pol’and’Rock Festival, gdzie podczas wydarzenia prowadziliśmy konsultacje psychologiczne pod chmurką. W ciągu czterech dni, pracując na leżakach z zespołem kilkunastu terapeutów i psychologów, zrealizowaliśmy łącznie 185 godzin konsultacji. Można więc powiedzieć, że w sytuacjach kryzysowych interweniujemy, a w „dobrych czasach” staramy się docierać do ludzi z pomocą i wsparciem.
Mental Bus wyruszył już w trasę. Jak wyglądały przygotowania do projektu i jakie emocje towarzyszyły jego uruchomieniu?
Towarzyszą nam cały czas, bo busa odebraliśmy pod koniec grudnia. Później mieliśmy okres przygotowawczy, a dziś jesteśmy już po pierwszych wyjazdach i wydarzeniach — głównie na północy Polski. To, gdzie aktualnie pojawia się bus, zależy przede wszystkim od kontaktów i zaproszeń, które otrzymujemy — na przykład od gmin, Kół Gospodyń Wiejskich czy izb rolniczych, jak choćby Pomorska Izba Rolnicza. Tam, gdzie zostaliśmy zaproszeni, tam się pojawialiśmy, żeby przedstawić projekt i opowiedzieć, na czym polega nasza działalność. W praktyce wygląda to jednak tak, że nawet jeśli planujemy tylko prezentację projektu, bardzo szybko pojawia się realna potrzeba wsparcia — i te spotkania naturalnie przeradzają się w konsultacje.

Wojciech Wychowaniec
Jak w praktyce wygląda Mental Bus i sam gabinet do konsultacji? 8 kwietnia w Krakowie będzie można zobaczyć go z bliska – czy rzeczywiście tak będzie?
Tak, potwierdzam. 8 kwietnia o godzinie 11:00 w przestrzeni Klaster Innowacji Społecznych w Krakowie odbędzie się konferencja prasowa oraz prezentacja busa. Będzie można obejrzeć go z każdej strony i zobaczyć wszystkie jego funkcjonalności. Jeśli chodzi o wnętrze, to nie jest to skomplikowana koncepcja — w dużej mierze odpowiada standardowemu gabinetowi psychoterapeutycznemu czy psychologicznemu. Jest leżanka, ale także fotel i sofa, ponieważ czasami przychodzą pary lub całe rodziny, więc potrzebna jest większa liczba miejsc do siedzenia.
Zadbaliśmy również o komfort — przestrzeń jest przytulna, odpowiednio ogrzewana, a w razie potrzeby chłodzona dzięki klimatyzacji. Kluczowe było dla nas stworzenie miejsca bezpiecznego i sprzyjającego rozmowie. To szczególnie istotne, ponieważ często jest to tylko jedno spotkanie, więc pierwsze wrażenie i poczucie bezpieczeństwa mają ogromne znaczenie.
Czy w danym momencie możliwa jest tylko jedna konsultacja?
Tak, chociaż jesteśmy też w trakcie przygotowywania dwóch namiotów eventowych, które pozwolą — w zależności od dostępnej przestrzeni — rozszerzyć nasze stoisko i prowadzić część działań na zewnątrz. Dzięki temu będziemy mogli udzielać różnych form wsparcia. Część z nich to konsultacje psychologiczne, ale równie często są to konsultacje informacyjne. Ludzie przychodzą z bardzo konkretnymi pytaniami: gdzie w ich okolicy zgłosić przemoc, gdzie można zdiagnozować dziecko pod kątem spektrum autyzmu, jak pomóc bliskiej osobie w kryzysie. Nie zawsze do udzielenia takiej pomocy potrzebny jest psycholog — często kluczowe jest przekazanie rzetelnej informacji i wskazanie odpowiedniego miejsca. Dlatego planujemy przygotować cały system materiałów informacyjnych i ulotek, które będą odpowiadały na najczęściej pojawiające się pytania.
Ta forma wsparcia ma charakter jednorazowy. Czy w takim razie może realnie wpłynąć na problem dostępności do psychoterapii?
Tak, dokładnie. Mamy kilka celów. Jednym z nich jest działanie na rzecz destygmatyzacji problemów psychicznych. Zresztą często słyszymy pytanie, czy nie obawiamy się, że pojawiając się na przykład na dożynkach gminnych, nikt nie zdecyduje się do nas podejść, bo inni będą patrzeć.
W mniejszych miejscowościach wciąż istnieje opór przed korzystaniem z pomocy psychologicznej. Czy to się potwierdza w praktyce?
Mimo tych obaw, ludzie jednak decydują się podejść. Na początku widać pewien dystans — uczestnicy stoją dalej od busa, przyglądają się, zagadują z boku. Z czasem jednak ktoś podchodzi pierwszy, potem kolejni i stopniowo ta bariera znika. Wyraźnie było to widać podczas Pol’and’Rock Festival. Choć to dość specyficzna przestrzeń, pokazała skalę potrzeb — ustawiały się kolejki osób czekających na jednorazową, bezpłatną konsultację z terapeutą lub psychologiem. To jasno pokazuje, że takie wsparcie jest potrzebne.
Gdzie będzie można spotkać Mental Bus i czy planowana jest publikacja harmonogramu jego trasy?
Jesteśmy w trakcie przygotowywania harmonogramu i mapy przejazdów, tak aby wszystko było dostępne dla odbiorców — docelowo na stronie Mental Busa będzie można sprawdzić, gdzie i kiedy się pojawimy. Na dziś jednak nawet dla nas nie wszystko jest jeszcze w pełni ustalone. Mamy kilka potwierdzonych punktów i wiemy, że tam na pewno będziemy, ale część planów wciąż jest w trakcie dopinania.
Przykładowo — 17 maja pojawimy się w Warszawie na wydarzeniu Distinguished Gentleman’s Ride. To inicjatywa charytatywna i profilaktyczna — uczestnicy, elegancko ubrani, przejeżdżają motocyklami przez miasto, a finałem jest wydarzenie poświęcone m.in. zdrowiu mężczyzn. Tam nasza obecność jest już potwierdzona. Na pewno będziemy też na Pol’and’Rock Festival. Jeśli chodzi natomiast o udział w wydarzeniach lokalnych — dniach miast czy gmin — prowadzimy obecnie rozmowy. Szczegóły będziemy podawać dopiero wtedy, gdy wszystko zostanie ostatecznie uzgodnione.
Czy projekt będzie obecny także w dużych miastach?
Będziemy też w dużych miastach na pewno, tak jak mówię, przykładowo wydarzenie w Warszawie. Ja sam też mieszkam w Nowej Hucie w Krakowie, gdzie po prostu jest blokowisko koło blokowiska, koło osiedla i to jest przestrzeń, która tak samo potrzebuje destygmatyzacji. Tak się wydaje, że to jest kwestia, na pewno jest większa dostępność, ale opór jest ogromny wśród mężczyzn, wśród takich społeczności, które się znają od bardzo dawno, żeby skorzystać z tego wsparcia.
Jakie są reakcje osób korzystających z tej formy wsparcia?
Trudno to jednoznacznie uogólnić. Widzimy bardzo różne reakcje — jest sporo osób, które po prostu się boją. Często ktoś przechodzi obok i rzuca pół żartem, pół serio: mąż do żony albo żona do męża mówi „tobie by się to przydało”. Z jednej strony ma to formę żartu, czasem nawet zaczepki, ale pokazuje też, że temat jest trudny i budzi opór. My to rozumiemy. Często wygląda to tak, że ktoś kilka razy podejdzie, pożartuje, poobserwuje — a dopiero za którymś razem decyduje się wejść i skorzystać ze wsparcia.
Zdarzają się też zupełnie inne, bardzo poruszające reakcje. Przychodzą osoby, które mają już za sobą terapię i mówią wprost: „przyszedłem podziękować”, „robicie dobrą robotę”, „ktoś kiedyś był dla mnie taką iskrą”. Opowiadają, że dzięki temu zaczęli dbać o siebie i że cieszą się, że teraz my możemy być taką „iskrą” dla innych. Te reakcje są więc skrajnie różne — od dystansu i lęku po wdzięczność i otwartość.
Jakie są dalsze plany rozwoju projektu?
Docelowo myślimy o 17 Mental Busach — to plan na przyszłość. Na razie traktujemy cały projekt jako pilotaż. Rozmawiamy z różnymi instytucjami i widzimy, że pojawia się bardzo dużo ciekawych pomysłów na to, jak taki bus mógłby funkcjonować w praktyce.
Można wyobrazić sobie na przykład model, w którym jeden Mental Bus przypada na województwo i działa w powiązaniu z systemem ratowniczo-gaśniczym. W sytuacji poważnego zdarzenia — na przykład wypadku śmiertelnego — na miejsce przyjeżdża nie tylko karetka i straż pożarna, ale także Mental Bus. Dzięki temu możliwe byłoby natychmiastowe udzielenie wsparcia psychologicznego, np. rodzinie ofiary czy świadkom zdarzenia. To oczywiście tylko jeden z kierunków, które rozważamy. Takich pomysłów jest znacznie więcej i dopiero analizujemy, które z nich mają największy potencjał wdrożeniowy.
Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać czytelnikom?
Myślę, że najważniejsze przesłanie, które staram się przekazywać, jest bardzo proste: jeśli pojawia się myśl, że potrzebujesz pomocy — skorzystaj z niej. Nie trzeba doprowadzać się do skrajnego kryzysu, żeby sięgnąć po wsparcie. Właśnie po to ludzie latami kształcą się w psychoterapii i studiują psychologię — żeby pomagać w takich momentach, zanim sytuacja stanie się naprawdę trudna. Dlatego najważniejsze jest jedno: nie czekać.
Jak doszło do nawiązania współpracy między Fundacją Zróbmy sobie Kraków a Fundacją The Presja?
Sandra Gwizdała, rzeczniczka Zróbmy Sobie Kraków: Kiedy przeczytaliśmy o idei Mental Busa, od razu wiedzieliśmy, że to jest „to”. W Fundacji Zróbmy sobie Kraków zawsze szukamy nieszablonowych sposobów na ulepszanie tkanki miejskiej i życia mieszkańców. Projekt Mobilnego Wsparcia Psychologicznego idealnie wpisał się w naszą misję i wartości. Poczuliśmy, że to jest konkretne narzędzie, które zmienia zasady gry w dostępie do pomocy psychologicznej.
Na czym polega ta współpraca?
Nasze wsparcie miało głównie wymiar finansowy, ale dzięki niemu czujemy się pełnoprawnymi współtwórcami tego, co tu powstaje. To ogromna satysfakcja – nie budujemy projektu 'na papierze’, tylko realne, tętniące życiem miejsce, które jest dla ludzi szalenie ważne. Dzięki tej współpracy projekt Mental Bus staje się faktem: wspólnie dowozimy pomoc tam, gdzie do tej pory jej brakowało.

Sandra Gwizdała
Jakie są dalsze plany tej współpracy?
Plany są bardzo szerokie, bo nie ukrywamy, że ta współpraca jest długofalowa. Na pewno jeszcze nieraz zaskoczymy nowymi działaniami, bo to dopiero początek naszej wspólnej drogi. Chcemy po prostu, żeby każdy w Polsce wiedział, że kiedy ten bus pojawia się w okolicy, pojawia się też realna nadzieja i wsparcie.
Jakie przesłanie chciałaby Pani przekazać organizacjom rozważającym wsparcie projektów związanych ze zdrowiem psychicznym?
Moje przesłanie jest proste: warto się angażować, bo zapotrzebowanie na pomoc jest dziś ogromne. W obecnych czasach dostęp do psychologa czy psychiatry, zwłaszcza dziecięcego, graniczy z cudem, a kolejki są kolosalne. Wspierając takie projekty jak Mental Bus, dajemy ludziom realną alternatywę i nadzieję. Tworzymy coś, co faktycznie działa i pomaga tu i teraz, a to daje ogromne poczucie sensu.





















