Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski zdecydował o powołaniu zespołu, który ma przygotować miasto do budowy metra. W skład tego ciała weszło 67 osób, z czego osiem będzie zajmować się wyłącznie promocją i komunikacją. To tyle samo, ile liczą zespoły ds. metra odpowiedzialne za finanse i ochronę środowiska.
Zespół został podzielony na trzy poziomy. Najwyżej – kierownictwo złożone z czterech osób, w tym przewodniczącego, którym został pierwszy zastępca prezydenta, Stanisław Mazur. Wspierają go przedstawiciele obszarów strategii, komunalnych i zrównoważonego rozwoju. Na kolejnym poziomie znalazło się dwadzieścia jeden osób reprezentujących najważniejsze miejskie wydziały i jednostki – od architektury i planowania przestrzennego, przez budżet, komunikację społeczną i edukację, aż po transport i inwestycje. Trzeci poziom tworzą zespoły robocze – mniejsze grupy odpowiedzialne za poszczególne elementy przygotowań.
Miasto podzieliło całość prac nad metrem na sześć głównych obszarów: przygotowanie i planowanie inwestycji, transport i technologię, środowisko i zabytki, finanse, przestrzeń wokół stacji oraz komunikację z mieszkańcami. Każdy z zespołów ma przypisany konkretny zakres obowiązków. Grupa odpowiedzialna za planowanie inwestycji przygotowuje dokumentację, analizuje harmonogramy i koordynuje działania doradcze. Zespół transportowy ma zająć się integracją metra z innymi środkami komunikacji i specyfikacją techniczną taboru. Zespół środowiskowy odpowiada za badania geologiczne, analizy oddziaływania inwestycji na środowisko i uzgodnienia konserwatorskie. Grupa ds. finansowania pracuje nad opracowaniem modelu finansowego, analizą ryzyk i możliwymi formami partnerstwa. Zespół zajmujący się przestrzenią wokół stacji planuje zagospodarowanie terenu, powiązania drogowe i standardy urbanistyczne.
43 godziny w korkach. Jak wygląda ruch drogowy w Krakowie – Puls Krakowa
W sumie powstał zespół o pełnej administracyjnej gotowości, mimo że sama inwestycja znajduje się nadal na etapie analiz i opracowań planistycznych. Nie ogłoszono przetargów, nie wiadomo, kiedy zapadnie decyzja środowiskowa, a harmonogram budowy nie został jeszcze ustalony.
Wśród sześciu zespołów roboczych wyróżnia się zespół do spraw komunikacji i edukacji. Liczy osiem osób – tyle samo, co zespoły odpowiedzialne za finansowanie oraz ochronę środowiska i zabytków. Jego liderem został Krzysztof Dąbrowa z Wydziału Strategii. W skład zespołu wchodzą urzędnicy i specjaliści z różnych jednostek: komunikacji społecznej, edukacji, transportu i inwestycji.
Zakres ich zadań rozpisano najdokładniej ze wszystkich grup tematycznych. Punkt po punkcie: strategia informacyjna, kampanie promocyjne i edukacyjne, identyfikacja wizualna, obsługa mediów społecznościowych, badania opinii publicznej, wydarzenia branżowe, relacje z mediami, konsultacje społeczne, materiały edukacyjne. Trudno o bardziej kompleksową listę – zwłaszcza w sytuacji, gdy fizyczne przygotowania do budowy wciąż są przed miastem.
To także jeden z nielicznych obszarów, który może rozpocząć pracę natychmiast. Nie wymaga dodatkowych analiz ani uzgodnień. mówione. Jedyne, czego potrzeba, to środki. A tych – przynajmniej na razie – Krakowowi brakuje. Metro wciąż nie ma żadnego montażu finansowego.
Władze miasta pokazują wizualizacje, trasę dwóch linii, harmonogram i obiecują, że pierwsze autonomiczne składy ruszą w 2035 roku. Na mapie wygląda to imponująco: 29 kilometrów torów, 29 przystanków, zasięg dla prawie 40 procent mieszkańców. Tylko że na papierze da się zbudować wszystko. W październiku 2025 roku, po pięciu latach zapowiedzi, analiz i konsultacji, wciąż nie wiadomo, kto i z czego za to zapłaci. A właśnie to, nie kolor makiety, powinno dziś interesować krakowian najbardziej.
Co się stanie, gdy dług Krakowa przekroczy 9,5 miliarda złotych? – Puls Krakowa
Koszt całej inwestycji szacowany jest na 13–15 miliardów złotych. Miasto deklaruje, że może pokryć 10–12 procent tej kwoty, czyli około 1–1,5 miliarda. Reszta miałaby pochodzić z budżetu państwa, funduszy unijnych i kapitału prywatnego. Brzmi rozsądnie – dopóki nie zajrzymy do konkretów. W budżecie państwa na 2025 rok nie zapisano ani złotówki na krakowskie metro. Ministerstwo Infrastruktury przyznało, że nie ma podstaw do ujęcia tej inwestycji w ustawie budżetowej. Nie ma też programu rządowego, z którego można byłoby pozyskać tak duże środki.
Miasto przekonuje, że dokumentacja musi być gotowa, zanim zacznie się rozmowy o pieniądzach. Ale nawet jeśli to prawda – wciąż nie ma żadnej promesy, umowy ramowej czy deklaracji współfinansowania. Dziś wydajemy pieniądze na przygotowania, nie mając nawet częściowego potwierdzenia, że inwestycja przejdzie do fazy realizacji. To trochę jak zaprojektować dom bez pewności, że bank da kredyt.
43 godziny w korkach. Jak wygląda ruch drogowy w Krakowie – Puls Krakowa
Tymczasem w przestrzeni publicznej metro coraz częściej pojawia się jako rzecz przesądzona. Prezentacje, konsultacje, deklaracje. Z każdym kolejnym etapem rosną oczekiwania mieszkańców – ale nie zmienia się jedno: brak finansowania.
Kraków zna ten scenariusz. Premetro z 2019 roku zakończyło się zmianą koncepcji i żadnym efektem. Dziś znów jesteśmy w punkcie wyjścia – z nową nazwą, nową narracją, ale bez zabezpieczonych pieniędzy. To, co dla wielu mieszkańców staje się nadzieją – jak choćby dla osób z odległych osiedli – pozostaje wciąż w sferze obietnicy. Bez finansowego fundamentu.
Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi: „kiedy pojedziemy metrem?”, tylko: „z czego je zbudujemy?”. Bez tej odpowiedzi – wszystko inne to tylko plan.
Czytaj także: Najważniejsza obietnica Miszalskiego coraz dalej. Metro dopiero w 2035?





















