Zakopane zabezpiecza mieszkańców i turystów na wypadek kryzysu: kupuje beczkowozy, agregaty, namioty medyczne i urządzenia do uzdatniania wody. Władze pod Tatrami wiedzą, że w sytuacji awarii czy katastrofy ludzie potrzebują przede wszystkim wody, jedzenia i prądu. Dlatego wydają na to 1,3 mln zł z wojewódzkiego budżetu.
A Kraków? Miasto z milionem mieszkańców i setkami tysięcy turystów odpowiada, że nie gromadzi żadnych zapasów żywności, wody ani artykułów pierwszej potrzeby. Urzędnicy tłumaczą to wprost: Kraków nie może porównywać się z innymi miejscowościami, bo… jest za duży. Brzmi absurdalnie, ale taka jest oficjalna odpowiedź magistratu.
Zakopane poważnie traktuje przygotowania na wypadek sytuacji kryzysowych. Władze miasta pozyskały blisko 1,3 mln zł z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego i przeznaczą te środki na zakup sprzętu oraz gromadzenie zapasów. Jeszcze w tym roku pod Tatrami mają pojawić się dwa beczkowozy o pojemności 5 tys. litrów każdy, agregat prądotwórczy o mocy 100 kW, przyczepa transportowa, namiot medyczny i zestaw hydrauliczny Holmatro wraz z osprzętem. Lista obejmuje także kamerę termowizyjną, pompę pływającą, nagrzewnicę olejową oraz urządzenia do uzdatniania i pakowania wody pitnej. Sprzęt ten ma służyć nie tylko mieszkańcom, lecz także turystom, których w Zakopanem nigdy nie brakuje. Chodzi o to, by w razie awarii sieci wodociągowej, długotrwałej przerwy w dostawie prądu czy klęski żywiołowej ludzie mieli zagwarantowany dostęp do wody, energii i podstawowych środków przetrwania. Pod Tatrami nie ma mowy o teoretycznych planach – jest konkretna lista urządzeń, harmonogram zakupów i wyraźna deklaracja, że pierwsze wyposażenie trafi do miasta jeszcze w tym roku.
WARTO PRZECZYTAĆ: Kraków wobec zagrożeń. Mieszkańcy pytają o schrony, prezydent odpowiada o planach
Władze Zakopanego podkreślają, że zakupione wyposażenie pozwoli nie tylko zabezpieczyć mieszkańców w sytuacjach kryzysowych, ale także zwiększy zdolność służb do szybkiego reagowania w przypadku awarii, katastrof naturalnych czy innych nagłych zdarzeń. Samorząd liczy, że pierwsze urządzenia i zapasy trafią do Zakopanego jeszcze w tym roku.
Zapytaliśmy, jak w tej samej sprawie wygląda sytuacja w Krakowie. Odpowiedzi magistratu: nasze miasto nie ma przygotowanych zapasów. Urząd Miasta przyznaje wprost, że obecnie nie gromadzi żywności, wody ani artykułów pierwszej potrzeby, które mogłyby być wykorzystane w razie kryzysu. To oznacza, że jeśli w Krakowie doszłoby do poważnej awarii, mieszkańcy nie mają co liczyć na wydanie im podstawowych pakietów żywności czy wody pitnej.
Pierwszym argumentem urzędników jest to, że Kraków nie może być porównywany z innymi gminami, bo ma większy obszar i populację. Zdaniem władz zadania dla milionowego miasta wymagają „zdecydowanie większego zaplecza organizacyjnego”. Brzmi to jak wytłumaczenie, dlaczego Kraków nie podjął jeszcze podobnych działań jak Zakopane. Problem w tym, że sama wielkość miasta nie daje mieszkańcom ani wody, ani prądu w razie awarii – a raczej zwiększa skalę ryzyka i powinna skłaniać do tworzenia jeszcze większych rezerw.
KRÓTKO: Rosyjski dron 140 kilometrów od Krakowa
Urzędnicy wskazują, że w Krakowie istnieje magazyn obrony cywilnej i ochrony przeciwpowodziowej. Nie zdradzają jednak, co się w nim znajduje. Mieszkańcy nie wiedzą więc, czy w takim magazynie są tylko łopaty i worki z piaskiem, czy może sprzęt realnie przydatny w sytuacji awaryjnej. Brak szczegółów sprawia, że deklaracja o istnieniu magazynu pozostaje pustym komunikatem, który trudno zweryfikować.
Na pytanie o zakupy podobnego sprzętu, jaki trafi do Zakopanego, magistrat odpowiada ogólnikowo: w tym roku realizowanych będzie 97 zadań na łączną kwotę około 33 mln zł w ramach rządowego Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Na liście mają znaleźć się zakupy sprzętu specjalistycznego, wsparcie dla Wodociągów Krakowskich i MPO oraz umundurowanie dla Ochotniczej Straży Pożarnej. To brzmi poważnie, ale trudno nie zauważyć różnicy: Zakopane ogłasza konkretne urządzenia, jakie kupuje i kiedy zostaną dostarczone. Kraków mówi o „zadaniach” i „programie”, bez wskazania, czy wśród planowanych zakupów znajdą się rzeczy tak podstawowe jak beczkowozy z wodą czy namioty medyczne.
TYM ŻYJE KRAKÓW: Czy Kraków ma schrony i system alarmowy? Po syrenach w Świdniku pytania wracają
Ważnym elementem jest też kwestia finansowania. Kraków nie przewiduje wydatków ze swojego budżetu – całość ma być pokryta ze środków centralnych, zapisanych w ustawie. Urząd podkreśla, że działania finansowane są z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Oznacza to, że miasto nie inwestuje własnych pieniędzy w rezerwy czy sprzęt, tylko polega na tym, co uda się zrealizować w ramach rządowych projektów.
Zapytaliśmy również, czy władze Krakowa przewidują specjalne wsparcie dla turystów, których w stolicy Małopolski każdego dnia jest kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy. Odpowiedź brzmi: „trudno oddzielić turystów od mieszkańców, wszystkie osoby przebywające na terenie Krakowa są traktowane tak samo”. Teoretycznie brzmi to rozsądnie, w praktyce oznacza jednak, że w razie kryzysu mieszkańcy i turyści staną razem w kolejce po wodę czy jedzenie. Problem w tym, że nie ma zapasów, które można by w takiej sytuacji rozdawać.
WAŻNE DLA MIESZAKNCÓW: Władze Krakowa nie chcą punktów wymiany ubrań w budynkach magistratu. Tłumaczą się bezpieczeństwem i kosztami





















