Mieszkańcy wyjdą na ulice w sprawie S7. Czy prezydent Krakowa dołączy do nich?

W piątek, 13 marca, o godz. 13 przez centrum Krakowa przejdzie marsz mieszkańców sprzeciwiających się wszystkim dotychczas prezentowanym wariantom przebiegu drogi ekspresowej S7 Kraków–Myślenice przez południowe dzielnice miasta. Organizatorzy przekonują, że mimo politycznych deklaracji sprawa nie została zamknięta. Skierowaliśmy pytanie do prezydenta Aleksandra Miszalskiego, czy pojawi się na marszu.

Marsz rozpocznie się na placu Wszystkich Świętych przed Urzędem Miasta Krakowa. Następnie uczestnicy przejdą ulicą Grodzką, wschodnią pierzeją Rynku Głównego oraz ulicą Floriańską. Zakończenie zgromadzenia zaplanowano na Plantach, naprzeciwko Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, gdzie mają zostać przedstawione postulaty strony społecznej. Organizatorzy zapowiadają, że protest będzie miał pokojowy charakter i nie będzie blokować ruchu. Według ich szacunków udział w nim może wziąć około 300 osób.

To kolejna odsłona sporu wokół planowanej S7 na odcinku Kraków–Myślenice. W ostatnich miesiącach mieszkańcy południowych dzielnic Krakowa i gmin położonych wzdłuż planowanej trasy wielokrotnie protestowali przeciwko wariantom zaprezentowanym przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Strona społeczna przypomina, że w ramach konsultacji do GDDKiA przekazano stanowiska sprzeciwu podpisane przez ponad 20 tysięcy osób. Dla protestujących to argument, że opór wobec prowadzenia trasy przez południe Krakowa nie jest już lokalnym sporem kilku osiedli, ale dużym, zorganizowanym ruchem mieszkańców.

W ostatnich tygodniach wokół inwestycji pojawiły się nowe deklaracje. Pod koniec lutego minister infrastruktury Dariusz Klimczaka, przekazał że odrzucono wszystkie sześć wariantów przebiegu S7 przez południowe dzielnice Krakowa. Minister infrastruktury ogłosił w Krakowie, że projekt przejmuje centrala GDDKiA w Warszawie, a dotychczasowe propozycje trafią do kosza. Jak zapowiedział, przygotowania do budowy odcinka S7 między Krakowem a Myślenicami zostają odebrane krakowskiemu oddziałowi Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Dalsze prace będzie koordynować centrala GDDKiA w Warszawie. Decyzja zapadła po zakończeniu konsultacji społecznych, które – jak przyznała administracja rządowa – nie przyniosły akceptacji dla żadnego z analizowanych przebiegów nowej ekspresówki.

Organizatorzy piątkowego marszu przekonują, że nie chcą dopuścić do sytuacji, w której sprawa zostanie przedstawiona jako zakończona, choć w praktyce wciąż trwają rozmowy o nowym przebiegu drogi. Z ich punktu widzenia odrzucenie sześciu wcześniejszych wariantów nie jest jeszcze końcem konfliktu, lecz początkiem kolejnego etapu. Mieszkańcy obawiają się, że nowa propozycja może w praktyce oznaczać powrót do wcześniej krytykowanych rozwiązań pod inną nazwą lub w zmienionej konfiguracji. Dlatego chcą pokazać, że społeczny sprzeciw nie wygasł i że nadal będą patrzeć decydentom na ręce.

Protest ma też szerszy kontekst polityczny i lokalny. Jak opisywaliśmy w Pulsie Krakowa w relacji z listopadowej sesji Rady Miasta Krakowa, już wtedy mieszkańcy południowych dzielnic bardzo ostro oceniali działania władz miasta w sprawie S7. Padały zarzuty o pozorowanie działań, tworzenie fasadowych struktur i zbyt późną reakcję na rozwój sytuacji. Mieszkańcy mówili podczas sesji, że nie interesują ich kolejne deklaracje sprzeciwu, jeśli nie idą za nimi wymierne skutki. Tamta debata pokazała, że konflikt wokół S7 jest nie tylko sporem z GDDKiA i ministerstwem, ale też problemem politycznym dla samego krakowskiego samorządu.

Ten kontekst wraca także teraz, bo pytanie nie dotyczy już wyłącznie tego, co zrobi rząd i GDDKiA, ale także tego, jak zachowają się władze Krakowa. Oficjalne stanowisko miasta wobec wariantów prowadzących S7 przez południowe dzielnice było w ostatnich miesiącach jednoznacznie negatywne. Magistrat informował o sprzeciwie wobec proponowanej formy konsultacji, a później podkreślał, że sześć przedstawionych wariantów zostało odrzuconych. Z perspektywy mieszkańców problem polega jednak na tym, że same komunikaty nie kończą sprawy, skoro równolegle zapowiadane są dalsze rozmowy nad nowym przebiegiem trasy. Dlatego skierowaliśmy pytanie do prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, czy zamierza wziąć udział w piątkowym marszu mieszkańców 13 marca.

Dla mieszkańców południa Krakowa piątkowy marsz ma być potwierdzeniem, że temat nie został wyciszony i że nie wystarczą same komunikaty o „odrzuceniu wariantów”, jeśli później pojawia się zapowiedź dalszych prac nad nowym rozwiązaniem. Protestujący podkreślają, że chcą pełnej przejrzystości procesu i rzeczywistego dialogu, a nie jedynie kolejnych uspokajających deklaracji. Jak zaznaczają organizatorzy, sprawa S7 „wcale się nie zakończyła”. Zapowiadają też, że piątkowy marsz będzie obywatelski i spokojny. „Bez agresji. Bez blokad. Z dokumentami” – podkreślają

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry