Miszalski o nagraniu na dachu. „Chodziło o pokazanie pięknych widoków”

Podczas środowego spotkania z mieszkańcami w formule online, organizowanego w ramach „Ławki Dialogu”, Aleksander Miszalski odniósł się do sprawy, która w ubiegłym roku wywołała sporo komentarzy – nagrania zrealizowanego na dachu magistratu i opublikowanego w mediach społecznościowych.

W połowie sierpnia ubiegłego roku Aleksander Miszalski opublikował w swoich mediach społecznościowych nagranie, które szybko wywołało falę komentarzy. Na krótkim filmie (można go zobaczyć w naszym artykule: Prezydent Krakowa tańczy na dachu pod polską flagą. Podkład muzyczny z wulgarnym tekstem (VIDEO) widać, jak prezydent tańczy na dachu Urzędu Miasta Krakowa przy placu Wszystkich Świętych, a w tle powiewa polska flaga. Materiał został opatrzony fragmentem utworu zawierającego wulgarne słowa. Nagranie pojawiło się na oficjalnym profilu prezydenta, bez żadnego opisu czy wyjaśnienia kontekstu. Brak komentarza sprawił, że wśród internautów natychmiast pojawiły się spekulacje dotyczące zarówno intencji publikacji, jak i doboru ścieżki dźwiękowej.

W przytłaczającej większości komentarzy dominowały głosy krytyczne. Internauci określali nagranie jako „błaznowanie” i zachowanie nieprzystające do funkcji prezydenta miasta. Wskazywano, że w sytuacji, gdy Kraków mierzy się z problemami komunikacyjnymi, inwestycyjnymi i organizacyjnymi, tego rodzaju materiały są odbierane jako nie na miejscu. Sprawa szybko wyszła poza media społecznościowe i została podchwycona przez ogólnopolskie media. Nagranie zaczęło funkcjonować jako przykład kontrowersyjnej komunikacji samorządowca, a sam Kraków – w opinii części komentujących – stał się obiektem kpin.

Teraz temat słynnego już nagrania z dachu magistratu pojawił się w trakcie rozmowy podczas internetowej „Ławki Dialogu”. Wątek nagrania z dachu magistratu został poruszony przy jednym z pytań – odpowiadając na nie, prezydent wrócił do swojego wystąpienia i spróbował wyjaśnić, jakie były jego intencje oraz jak dziś ocenia tę decyzję.

Jak tłumaczył, nagranie miało przede wszystkim zwrócić uwagę na miasto i jego przestrzeń. – „Chodziło troszkę o pokazanie pięknych widoków” – mówił podczas spotkania . Dodał, że chciał w ten sposób pokazać Kraków z innej perspektywy i przypomnieć o symbolice związanej z wywieszeniem flag na miejskich budynkach. – „Nie każdy zrozumiał to przesłanie” – zaznaczył . Prezydent zaznaczył przy tym, że forma nagrania była nawiązaniem do popularnych trendów w mediach społecznościowych. Jak podkreślił, podobne materiały publikowali wcześniej także inni politycy, choć w innych miejscach i okolicznościach.

Jednocześnie Miszalski przyznał, że reakcje mieszkańców były podzielone. Część odbiorców – szczególnie młodszych – odebrała nagranie pozytywnie, jako przejaw bardziej bezpośredniej i mniej formalnej komunikacji. Z drugiej strony pojawiły się głosy krytyczne, wskazujące na przekroczenie granicy powagi urzędu – „Ja rozumiem, że dla niektórych to jest przekroczenie jakiejś takiej magicznej bariery tej nobliwości funkcji prezydenta” – mówił .

Prezydent podkreślił, że bierze te uwagi pod uwagę i nie zamierza ich ignorować. Wprost przyznał, że z perspektywy czasu ocenia swoją decyzję bardziej krytycznie. – „Może to był krok za daleko (…) drugi raz bym tego nie nagrał” – zaznaczył . Jednocześnie dodał, że nie uważa całej sytuacji za powód do „totalnej krytyki”, choć zgadza się, że przekaz nie został przez wszystkich właściwie odczytany.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry