Mróz skuł murawę, Cracovia skuła rywala. Jedna akcja wystarczyła w derbach Małopolski

Wiosna w kalendarzu, zima na stadionie. Derby Małopolski rozegrane w Niecieczy bardziej przypominały styczniowy sparing na zamarzniętym boisku niż inauguracyjny mecz ligowej wiosny. Przy temperaturze sięgającej minus dziesięciu stopni Celsjusza Cracovia wygrała na wyjeździe z Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:0 i wróciła do Krakowa z kompletem punktów. O wyniku zadecydował moment – i debiutancki gol Pau Sansa.

Spotkanie kończyło 19. kolejkę Ekstraklasy i było pierwszym ligowym występem obu zespołów po zimowej przerwie. Warunki były dalekie od komfortowych – twarda murawa, przenikliwy mróz i trybuny, na których bardziej niż klubowe barwy dominowały czapki i szaliki. Mimo tego mecz nie zawiódł pod względem intensywności, choć piłkarskiej finezji było jak na lekarstwo.

Cracovia od pierwszych minut częściej operowała piłką i próbowała narzucić własne tempo. Długie rozegranie, cierpliwe budowanie akcji i próby wejścia w pole karne – tak wyglądał plan „Pasów”. Gospodarze ustawili się głęboko, zagęścili środek boiska i czekali na błąd rywala. Przez długi czas ta strategia przynosiła efekt, bo krakowianom brakowało konkretów pod bramką.

Najaktywniejszy w ofensywie był Pau Sans. Hiszpan, który dopiero kilka dni wcześniej dołączył do zespołu, dwukrotnie próbował szczęścia po podaniach z głębi pola, ale oba jego strzały zostały zablokowane. Bruk-Bet odpowiedział pojedynczymi zrywami – najgroźniejsza sytuacja przyszła w końcówce pierwszej połowy, gdy po szybkim ataku piłka trafiła w pole karne do Jimeneza. Strzał z pierwszej piłki był jednak niecelny.

Pierwsze 45 minut nie przyniosło bramek, a dodatkowym problemem dla Cracovii była kontuzja Mauro Perkovicia. Chorwat jeszcze przed przerwą musiał opuścić boisko, a jego miejsce zajął Karol Knap, co okazało się zmianą kluczową dla losów spotkania.

Po przerwie obraz gry długo się nie zmieniał. Cracovia nadal częściej była przy piłce, Termalica odpowiadała fizyczną walką i próbami szybkich przejść do ataku. Przełom nastąpił w 54. minucie. Akcja rozpoczęła się na lewym skrzydle, gdzie Knap wykorzystał wolną przestrzeń i posłał dokładne podanie w pole karne. Pau Sans znalazł się we właściwym miejscu i z kilku metrów skierował piłkę do siatki. Debiutancki gol Hiszpana ustawił dalszy przebieg spotkania.

Po stracie bramki gospodarze ruszyli odważniej, a trener Bruk-Betu szybko sięgnął po zmiany. Przez dłuższy czas nie przynosiło to jednak efektu. Cracovia cofnęła się, ustawiła defensywę i konsekwentnie wybijała rywali z rytmu. Nie było ryzykownych wyjść, niepotrzebnych strat – dominowała kontrola i chłodna kalkulacja. Najgroźniejsze sytuacje dla gospodarzy pojawiły się dopiero w końcówce. Najpierw piłka po jednym ze strzałów minęła bramkę, a w ostatnich minutach świetną interwencją popisał się Sebastian Madejski, broniąc mocne uderzenie z dystansu. To była ostatnia próba Termaliki.

Cracovia wygrała skromnie, ale zasłużenie. W meczu rozegranym w trudnych warunkach, przy osłabionym składzie i z nowymi nazwiskami w wyjściowej jedenastce, „Pasy” zrobiły to, co najważniejsze – zdobyły trzy punkty. Zwycięstwo pozwala krakowianom umocnić się w górnej części tabeli i dobrze rozpocząć rundę wiosenną.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry