Mróz wraca, koksowniki też. Czy Kraków powinien postawić własne?

Przed Małopolską jedna z najzimniejszych nocy tej zimy, a temperatury spadają już poniżej minus piętnastu stopni. W całej Polsce wracają koksowniki, które mają pomagać mieszkańcom przetrwać siarczyste mrozy – pytanie brzmi, czy powinny pojawić się także w Krakowie.

Przed Małopolską jedna z najzimniejszych nocy tej zimy, a temperatury już teraz spadają poniżej minus piętnastu stopni. Wraz z powrotem siarczystych mrozów wraca też pytanie, czy na ulice Krakowa powinny powrócić koksowniki. Wydane przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzeżenie I stopnia o silnych mrozach spowodowało zwołanie posiedzenia Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w siedzibie Małopolski Urząd Wojewódzki w Krakowie. Obradom przewodniczył II wicewojewoda małopolski Ryszard Śmiałek, a w spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele kuratorium, straży pożarnej, policji, inspekcji transportu, zarządców dróg oraz służb meteorologicznych. W czasie briefingu prasowego Śmiałek poinformował, że najniższą temperaturę odnotowano w Sierczy – minus 15,3 stopnia Celsjusza – i zaapelował zarówno do mieszkańców, jak i do osób przyjezdnych, aby zachowali szczególną ostrożność podczas nadchodzących dni. Podkreślił również konieczność reagowania na przypadki zagrożenia zdrowia osób w kryzysie bezdomności, a także zwierząt, przypominając o możliwości zgłaszania sytuacji alarmowych pod numer 112. Z raportów przedstawionych przez służby wynika, że sytuacja jest stabilna, choć wymaga bieżącego monitorowania.

Tydzień z Łukaszem Sękiem. Zastępca prezydenta od wczoraj kieruje miastem – Puls Krakowa

Wraz z prognozą kolejnych mroźnych nocy powrócił temat, który w Krakowie pojawia się zawsze wtedy, gdy miasto ścina silny mróz: koksowniki. W ostatnich kilkunastu latach Kraków sporadycznie korzystał z tego rozwiązania, choć znacznie rzadziej niż Trójmiasto czy Warszawa. Ostatnie potwierdzone przypadki ustawiania koksowników w Krakowie sięgają poprzedniej dekady, kiedy instalowano je doraźnie w czasie wyjątkowo surowych zim. Dziś miasto preferuje inne działania, ale część mieszkańców uważa, że w takie wieczory jak ten – gdy wiatr przenika do kości, a komunikacja miejska łapie opóźnienia – kosze z rozżarzonym koksem mogłyby ponownie ulżyć marznącemu tłumowi na przystankach.

Równocześnie w innych częściach Polski koksowniki przeżywają swój powrót. Na dworcu autobusowym w Bytomiu stanęły dwa takie paleniska, które mają pomagać pasażerom ogrzać się podczas oczekiwania na kursy. W Lublinie zdecydowano się na ustawienie koksowników przy kilku przystankach komunikacji miejskiej; będą działać do czasu ustąpienia mrozów i stanowią uzupełnienie infrastruktury wiat, które nie zawsze zapewniają ochronę przed zimnem. W Elblągu magistrat wdrożył rozwiązanie idące o krok dalej: poza koksownikami uruchomiono autobus kursujący po mieście jako mobilny punkt ogrzewania, a na Placu Słowiańskim postawiono namiot, w którym wydawana jest ciepła zupa. Kilkanaście koksowników pojawiło się w najbardziej newralgicznych i uczęszczanych miejscach Łodzi. Z powodu bardzo niskich temperatur w Toruniu w sobotę w 18 lokalizacjach rozpalono koksowniki.

Choć koksowniki kojarzą się z dawnymi czasami, ich działanie wciąż jest proste i skuteczne. Metalowe paleniska z żarzącym się koksem emitują silne ciepło, które realnie poprawia komfort osób czekających na autobus czy tramwaj. Ludzie intuicyjnie do nich podchodzą, rozgrzewają dłonie, rozprostowują ramiona, a kilka minut w cieple potrafi diametralnie zmienić odczuwanie całej podróży. To rozwiązanie natychmiastowe, widoczne i uruchamiane bez długich procedur, szczególnie cenne w momentach, gdy temperatura spada gwałtownie, a wiatr dodatkowo potęguje chłód.

W wielu miastach taki koksownik to nie tylko źródło ciepła, lecz także symbol – sygnał, że samorząd pamięta o pasażerach i reaguje adekwatnie do warunków. Dla ludzi wracających z pracy, dla seniorów czekających na spóźniony autobus, dla młodzieży wracającej z zajęć to niewielki element infrastruktury, który jednak robi dużą różnicę. W czasach, gdy coraz częściej mówi się o jakości życia w przestrzeni publicznej, o komforcie podróżowania i o odpowiedzialności miasta za dobrostan mieszkańców, takie gesty – proste, szybkie, widoczne – nabierają dodatkowego znaczenia. Nie tylko ogrzewają, ale też budują poczucie, że miasto w mroźny wieczór nie pozostawia nikogo samego.

I być może dlatego pytanie powraca dziś z nową mocą: skoro koksowniki wróciły już do Bytomia, Lublina i Elbląga, to czy w obliczu rekordowych mrozów powinny pojawić się również w Krakowie?

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry